Logo Przewdonik Katolicki

Głowa pod obstrzałem

Renata Krzyszkowska
Fot.

Jak wynika z prognoz, rynek telefonów komórkowych zmniejszy się w tym roku o 9 proc. To dobra informacja, podobnie jak ta, że ceny połączeń telefonii komórkowej są w Polsce jednymi z najwyższych w Europie. A kto się tak z tego cieszy? Lekarze, bowiem może to oznaczać rzadsze i krótsze rozmowy przez komórki, a zatem będziemy zdrowsi.


 

Jak wynika z prognoz, rynek telefonów komórkowych zmniejszy się w tym roku o 9 proc. To dobra informacja, podobnie jak ta, że ceny połączeń telefonii komórkowej są w Polsce jednymi z najwyższych w Europie. A kto się tak z tego cieszy? Lekarze, bowiem może to oznaczać rzadsze i krótsze rozmowy przez komórki, a zatem będziemy zdrowsi.

 

 

Przedstawiciele firm produkujących telefony komórkowe jak mantrę powtarzają twierdzenie, że komórki nie szkodzą. Dowodzą, że pogląd, iż korzystanie z komórek powoduje np. podgrzewanie mózgu, to mit. Ich zdaniem długa rozmowa przez telefon rzeczywiście może podgrzać rejony ucha, ale temperatura wzrośnie tu jedynie o pół stopnia. Komórki mają moc około 0,25 wata, a to za mało, żeby wyrządzić komukolwiek krzywdę. Czy  tak jest naprawdę? – Tylko do pewnego stopnia. Wzrost temperatury okolic głowy, które mają bliski kontakt z komórką, jest tolerowany przez nasz organizm. Jednak o nietermicznym działaniu pola elektromagnetycznego emitowanego przez komórki wciąż wiemy za mało. Badania naukowe cały czas trwają i na razie nie dają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy w dłuższej perspektywie czasu korzystanie z komórek jest bezpieczne. Rozumiem operatorów telefonii komórkowej, że przyjmują najkorzystniejszą dla siebie wersję zdarzeń, ale tak naprawdę powinno się namawiać ludzi do jak najkrótszego korzystania z komórek – mówi doc. Marek Zmyślony, kierownik Pracowni Zagrożeń Elektromagnetycznych Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi. Naukowo udowodniono, że im dłuższy czas ekspozycji na pole elektromagnetyczne (PEM) emitowane przez komórki, tym więcej odczuwanych jest takich objawów niepożądanych ze strony układu nerwowego jak trudności z koncentracją, zmęczenie, bóle głowy, kłopoty ze snem.

 

Młody mózg cierpi bardziej

 

Szczególną ostrożność w korzystaniu z telefonów komórkowych należy zachować w przypadku dzieci. – Uważam, że najlepiej, by dzieci w ogóle nie korzystały z komórek. Wiem, że to trudne, bo one wprost kochają swoje telefony, a rodzicom wygodnie jest mieć z dziećmi stały kontakt, jednak mózg dziecka dopiero się rozwija, a PEM znacznie silniej działa na młode komórki. Poza tym głowa dziecka jest mniejsza niż osoby dorosłej i ilość pochłanianej energii emitowanej prze telefon jest dużo wyższa – mówi doc. Marek Zmyślony. Naukowcy są zgodni, że szczególnie w przypadku dzieci należy maksymalnie ograniczać rozmowy przez komórki. Pamiętajmy, że dzieci, które dziś rozpoczynają korzystanie z tych telefonów, będą miały z nimi kontakt przez następne kilkadziesiąt lat. Komórki są ogólnodostępne mniej więcej od dekady. To za krótki czas, by powiedzieć coś o dalekosiężnych skutkach korzystania z tych urządzeń. Z telefonami komórkowymi może być tak, jak z paleniem papierosów, które wywołuje raka często dopiero po wielu latach nałogu. Nikt nie może zagwarantować, że obecne dzieci, korzystając z komórek, nie zapracowują na komplikacje zdrowotne, które dadzą o sobie znać za 20 czy 30 lat. Naukowcy z Karolinska Institutet w Sztokholmie dowiedli o związku między dość częstym nowotworem mózgu – nerwiakiem nerwu słuchowego a polem elektromagnetycznym emitowanym przez telefony komórkowe. Ryzyko nerwiaka było dwukrotnie wyższe u osób, które korzystały z telefonów komórkowych przynajmniej od dekady. 10 lat temu w  użyciu były jedynie telefony analogowe, dlatego dokładnie nie wiadomo, czy ryzyko nerwiaka zwiększają także obecnie stosowane telefony w systemie cyfrowym (GSM). Nawet jeśli nowoczesne aparaty są bezpieczniejsze, specjaliści zalecają umiar w ich stosowaniu. Lepiej dmuchać na zimne.

Jeśli już musimy korzystać z komórki, starajmy się, by w czasie wybierania numeru i czekania na połączenie nie od razu  przystawiać aparat do ucha. Natężenie PEM w trakcie nawiązywania połączenia jest większe niż podczas samej rozmowy. Nie jest to trudne, bo na ekranie aparatu jest wyświetlona informacja, czy połączenia jest już realizowane, czy jeszcze nie. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się zezwolenie dzieciom tylko na wysyłanie i odbieranie wiadomości SMS-owych. Wtedy nie trzyma się telefonu przy głowie, więc ekspozycja na PEM jest mała. To jednak tak, jakby dorosłemu pozwolić jeździć samochodem tylko na drugim biegu; aż kusi, by skorzystać z innych opcji. Warto więc zainwestować w mikrofonowy zestaw głośnomówiący. Dzięki niemu w czasie rozmowy aparat telefoniczny może być całkowicie odsunięty od głowy. Uważajmy jednak, by nie był zbyt blisko okolicy gonad, bowiem one także są wrażliwe na działanie PEM.

Zdaniem naukowców w każdych warunkach należy rozmawiać przez komórki jak najkrócej. – Aparaty te nie są do recytowania ukochanej lub ukochanemu poematów, tylko do krótkiej rzeczowej rozmowy. Reklamy telefonów komórkowych kierowane do dzieci i młodzieży, w których zachęca się do długich rozmów, proponując coraz więcej darmowych minut i różne promocje, są głęboko nieetyczne – mówi doc. Marek Zmyślony.

 

Szum wokół stacji bazowych

 

Swego czasu szerokim echem odbiły się badania francuskich naukowców dowodzące o szkodliwości stacji bazowych telefonii komórkowych. Pisała o nich prasa całego świata, także w Polsce. „Wśród mieszkańców okolic stacji bazowych obserwuje się częstsze występowanie dolegliwości takich, jak: bóle i zawroty głowy, problemy ze snem, pamięcią i koncentracją, drażliwość, depresja oraz spadek libido. Wykazano zależność pomiędzy ich występowaniem a odległością od stacji bazowej. Istotny statystycznie wzrost liczby skarg na nadmierne zmęczenie obserwowano do 300 m od lokalizacji nadajnika, zaś największe nasilenie objawów, takich jak bóle głowy i zaburzenia snu - obserwowano u osób mieszkających w odległości do 200 m od masztów telefonii cyfrowej. Wśród mieszkańców zajmujących lokale położone do 100 m od stacji bazowej częściej obserwowano drażliwość, depresję, zawroty głowy oraz spadek libido. Jak sugerują autorzy badania, minimalna odległość budynków mieszkalnych od stacji odbiorczo-nadawczych nie powinna być mniejsza niż 300 m” („Niebezpieczne Komórki” w: „Służba Zdrowia” nr 67-70). Wyniki tych badań cytowaliśmy też w „Przewodniku Katolickim” („Pole rażenia” Nr 24/2006). Szkopuł w tym, że jak się okazało, podobne badania przeprowadzili też Austriacy i Hiszpanie, przy czym wyniki francuskich naukowców były najbardziej obciążające i przez wielu naukowców uznane za… najmniej rzetelne. – Oceniano ekspozycję w odległości od anteny, co jest błędem. Anteny stacji bazowej nie promieniują równomiernie. W jednych kierunkach bardziej – w winnych mniej. Kierowanie się odległością jako wskaźnikiem jest więc bezpodstawne. Podobne, subiektywne objawy niepożądane odczuwają też osoby zamieszkujące w budynkach, na dachach których stoją stacje bazowe, a wiadomo, że ich anteny nie promieniują w dół ani w górę. Sam mam na dachu taką stację i czuję się bardzo bezpiecznie – mówi doc. Marek Zmyślony.

Doszło do tego, że ludzie bardziej boją się stacji bazowych niż samych telefonów komórkowych. W porównaniu z używanymi codziennie komórkami stacja bazowa emituje znikome wartości PEM, nawet setki razy mniejsze. Drogie połączenia telefoniczne czy prognozowany spadek sprzedaży nowych komórek raczej nie zmniejszą naszego upodobania do tej zdobyczy techniki. Pozostaje więc nam jedynie zachować zdrowy rozsądek.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki