– Zioła są dla pacjenta, który umie się zaangażować, jest systematyczny, i w ich przygotowaniu i w ich użyciu. Do ziół, w przeciwieństwie do leków, trzeba mieć cierpliwość. Tu nie jest tak, że połknę tabletkę i za 20 minut mam efekt – mówi brat Jan z Dukli Ścieranka, warszawski przeor Konwentu Bonifratrów.
Początki ziołolecznictwa Bonifratrów sięgają średniowiecza. To już wtedy zakonnicy uprawiali zioła w swoich przyklasztornych ogrodach zwanych wirydarzami. To czego nie dało się uprawiać na miejscu sprowadzano z dalekich, często egzotycznych krajów.
Z receptariuszem z Wilna
Ziołolecznictwo, a raczej mówiąc fachowo fitoterapia, na ziemiach polskich ma już 400 letnią tradycję. Obecnie znaną i praktykowaną recepturę ziołoleczniczą zapoczątkowali bracia w Wilnie. – Pierwszy oficjalnie zarejestrowany tam specyfik pochodzi z 1922 roku – mówi polski prowincjał bonifratrów brat Krzysztof Fronczak. – W 1945 roku bracia musieli opuścić Wilno. Przenieśli się wtedy do Łodzi, zabierając ze sobą nie tylko receptariusz, ale i zapas ziół. To była baza dzisiejszego ziołolecznictwa – wyjaśnia.
Ziołolecznictwo jest charakterystyczne na tak szeroką skalę dla polskiej prowincji, jako jedyne w Europie. – Mamy pięć aptek: w Warszawie, Łodzi, Cieszynie, Krakowie i Kalwarii Zebrzydowskiej. Apteka w Łodzi, Krakowie i w Warszawie łączy w swym asortymencie leki farmakologiczne z częścią ziołoleczniczą – mówi warszawski przeor Konwentu brat Jan z Dukli, dodając, że w warszawskiej aptece znajdziemy 130 różnych surowców zielarskich z czego wykonywanych jest kilkanaście preparatów (maści, krople, syropy) i wiele mieszanek ziołowych.
Z atestem z Podlasia
Choć konwent brata Jana z Dukli posiada piękny ogród, to nie spełnia on już roli wirydarza, w klasztorze nie ma też herbarium. – W ogrodzie oczywiście zioła rosną, ale dla pacjentów naszej placówki spełnia on rolę relaksacyjną. Miejsca, gdzie uprawia się zioła nie mamy. Bo czy można by było je uprawiać, gdy wokół wszędzie jest pełno spalin? – pyta retorycznie. Skąd, więc zakonnicy biorą składniki do swych mieszanek? – Surowce zielarskie, a w tym korzenie, liście, kwiaty, czy owoce nabywamy z dwóch firm zrzeszających gospodarstwa rolne z czystych ekologicznie rejonów Podlasia – tłumaczy.
Każdy transport ziół zanim jednak trafi w 10-20 kg papierowych workach na ul. Sapieżyńską 3 (adres klasztoru) musi spełniać określone wymogi. – Farmaceuci i biolodzy z Sanepidu badają każdy surowiec na zawartość substancji czynnych zgodnie z Farmakopeą Polską lub Europejską, a także na obecność środków ochrony roślin i metali ciężkich. Wtedy uzyskują atest i tylko takie bierzemy – wyjaśnia warszawski przeor.
Idzie automatyzacja
– Zanim je zmieszamy muszą one też być odpowiednio osuszone. Wilgotność takiego korzenia, czy kwiatu musi być zgodna z farmakopeą i wynosić nie więcej niż 18 proc. – zdradza szczegóły techniczne brat Jan z Dukli. Później do dwóch tygodni zioła czekają w magazynie, by następnie zostać zmieszane. – Dziś nie robi się tego ręcznie, wykorzystujemy do tego profesjonalny mieszalnik. Ręcznie za to przesypujemy je do pojemników, które lądują w magazynie, skąd albo, jako mieszanka pojedyncza, albo, jako złożona sprzedawana jest na receptę lekarską pacjentom. Bez recepty lekarskiej sprzedajemy zarejestrowane kosmetyki takie jak maść kremowa, maść nagietkowa, wyciąg ziołowy, antipsor stosowane do użytku zewnętrznego a produkowane w konwencie warszawskim - dodaje.
Liczy się zamiłowanie
Receptury przekazywane są z pokolenia na pokolenie i tylko w obrębie klasztoru. – Zajmuje się tym brat, który ma zamiłowanie do ziół, wtedy łatwiej zrozumieć mu połączenie różnych surowców – wyjaśnia brat Jan z Dukli. Zamiłowanie ważne jest też dla tych pacjentów, którzy kupując komponenty sami postanawiają mieszać je w domu. – Zioła są dla pacjenta, który umie się zaangażować, jest systematyczny, i w ich przygotowaniu i w ich użyciu. Do ziół, w przeciwieństwie do leków, trzeba mieć cierpliwość. Tu nie jest tak, że połknę tabletkę i za 20 minut mam efekt – mówi brat Jan z Dukli, podkreślając, że zioła należy stosować albo jako profilaktykę, albo jako uzupełnienie dla farmakologii. – Leki pomagają jednak na jedno, szkodząc na drugie, zioła, choć działają wolniej, wpływają kompleksowo na cały organizm. Poza tym składu pastylki nie znamy, a krwawnik, czy rumianek gołym okiem rozpoznać może każdy... – kończy brat.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













