Logo Przewdonik Katolicki

Dylematy maturzystów

Łukasz Łukasiewicz
Fot.

Lata wytężonej nauki. Kilka miesięcy rzeczywistej pracy. Trzy godziny stresu. I po wszystkim. Od paru lat temperaturę dodatkowo podgrzewa fakt, że wynik matury zastępuje egzaminy na studia. Matura. I co dalej?

 

 

 

Matematyka tuż-tuż

W tym roku po raz ostatni uczniowie nie będą mieli obowiązku zdawania egzaminu maturalnego z matematyki. To niefart z ich strony czy jednak fortuna się do nich uśmiecha? Będzie to więc rocznik szczęściarzy czy kolejna grupa humanistów, którzy nie potrafią rozwiązać najprostszego zadania matematycznego?

Niedawno wiceminister edukacji Zbigniew Marciniak mówił, że egzamin z matematyki to „potrzeba cywilizacyjna”. Krok to wielki, bo obowiązek jej zdawania powraca po 25 latach przerwy. Zmierzyć się z nią będą musieli wszyscy maturzyści. Na niektórych kierunkach uważanych za wyjątkowo humanistyczne matematyka będzie brana pod uwagę przy rekrutacji (np. na polonistyce czy prawie Uniwersytetu Warszawskiego).

Przyszłoroczny obowiązkowy egzamin z matematyki na poziomie podstawowym potrwa nieco dłużej niż dotychczas, bo 170 minut (wcześniej trwał 120). Zadania mają być bardziej problemowe, które można wykorzystać w życiu codziennym. Jak tłumaczył minister Marciniak, zadania typu: „udowodnij, że…”. Najwięcej ma być zadań zamkniętych (20-30), kilka otwartych wymagających krótkiej odpowiedzi (5-10) oraz garstka takich, na które trzeba będzie odpowiedzieć szerzej (3-5). Żeby zdać ten egzamin, trzeba uzyskać minimum 30 proc. punktów. O tym, że nie jest to łatwe, świadczą ubiegłoroczne wyniki matury próbnej: w listopadowym egzaminie ponad połowa uczniów nie przekroczyła wymaganego progu (szczegóły dostępne są na stronie internetowej www.probnamatura.pl). Na początku tego roku Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Poznaniu przygotowała próbny egzamin dla drugoklasistów. Wyniki były podobne: w liceach ogólnokształcących prawie połowa uczniów z klas bez rozszerzonej matematyki oblałaby ten przedmiot.

 

Po co studiować?

Jednak zdana matura dopiero umożliwia wejście w arkana upragnionego kierunku wiedzy. Niestety, same studia to nie wszystko: w ich trakcie warto zdobywać doświadczenie, staże, praktyki etc. Po co nam więc studia? Na takie pytanie specjalista od rynku pracy, prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego odpowiada, że w czasie studiów nabywa się najważniejszej zdolności – uczenia się: „stawiania problemów, ich rozwiązywania, interpretacji, a w końcu – adaptacji do zmieniających się warunków. Jeżeli studia nie zapewniałyby właśnie tego, to nie warto byłoby ich podejmować”. Pani profesor dodaje, że wybierając kierunek studiów powinno się dokładnie przeanalizować zawód z nim związany i własne predyspozycje do jego wykonywania. Jako drugie w kolejności wymienia zainteresowania. Oczywiście nie oznacza to, że wymarzone studia spełniają nasze oczekiwania w stu procentach. Nawet więcej, nie spotkałem się jeszcze z takimi. Zawsze jest jakiś fragment wiedzy przekazywanej na studiach, który nic a nic nas nie interesuje. Ale grunt to podążać za pasją.

 

 Oblężenie wojska

Dla niektórych taką pasją okazała się armia. Co ciekawe, wyszło to na jaw właśnie wtedy, gdy w Wojsku Polskim przestano dokonywać przymusowego naboru. Obecnie chętni do służby zawodowej kierowani są przez Wojskowe Komendy Uzupełnień do konkretnych jednostek, gdzie tajemnicą Poliszynela jest praktyka nieprzyjmowania zgłoszeń ze względu na brak miejsc. Jednak do wojska można dostać się także przez bramę edukacji: tegoroczny nabór na Wojskową Akademię Techniczną pokazał, że chętni do bycia podporucznikami są nie tylko panowie. Oto owe panny już nie tylko idą „za mundurem”, lecz wprost chcą go same nosić. Szóstego kwietnia WAT przeżył prawdziwe oblężenie: na dwieście dziesięć miejsc zgłosiło się ponad tysiąc trzysta osób. Miejsca na popularnym „wacie” w tym roku mogłyby zająć same kobiety – było ich prawie tyle, ile miejsc. Na niektóre tamtejsze kierunki było kilkunastu chętnych na jedno miejsce (budownictwo – 19,7; chemia – 10,9).

 

 

Drugi kierunek

Są też ambitni studenci, którym nie wystarcza jeden kierunek. Próbują wówczas swoich sił na kolejnym. W sukurs na uniwersytetach czy uczelniach państwowych przychodzą różne programy ułatwiające studiowanie na macierzystej uczelni lub poza jej murami. Prowadzone są między innymi: Indywidualne Studia Międzywydziałowe (Uniwersytet im. A. Mickiewicza) czy działający w całym kraju (ale nie na wszystkich uczelniach) program ECTS, czyli European Credit Transfer System. Dzięki temu ostatniemu student może zaliczać poszczególne przedmioty nie na swojej Alma Mater, ale w innych jednostkach krajowych lub nawet zagranicznych. Ważne, by dziekan wyraził na to zgodę i liczba punktów zdobytych na innej uczelni się zgadzała. W kraju działa także program wymiany studentów MOST, dzięki czemu można wyjechać na semestr lub dwa do innego miasta i nie stracić przy tym roku nauki (a zyskać dodatkowe punkty w przyszłym CV). W ramach MOST-u można wyjechać na 19 uczelni wyższych.

Cieszącą się dużym uznaniem w świecie akademickim formą nauki drugiego kierunku są wprowadzone już 15 lat temu przez Uniwersytet Warszawski Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne. W roku 1993/94 studiowało tam 39 osób, a w obecnym roku akademickim jest już 494. Na stronie MISH (www.mish.uw.edu.pl) przeczytać można, że są to studia „dla osób o szerokich zainteresowaniach humanistycznych, niemieszczących się w tradycyjnym systemie studiowania jednej dyscypliny akademickiej. Studia te utworzono z myślą o osobach obdarzonych niespokojnym umysłem, dociekliwych i refleksyjnych, a zarazem gotowych brać na siebie współodpowiedzialność za kształt i rytm swoich studiów”. Forma ta rzeczywiście daje dużą możliwość kreatywności: każdy student samodzielnie układa swój plan zajęć pod kierunkiem wybranego opiekuna naukowego (tutora), zgodnie ze swoimi zainteresowaniami naukowymi i uwzględniając minima programowe wydziałów, na których chce zdobyć dyplomy.

Widać więc, że możliwość rozwoju na polskich uczelniach jest coraz więcej. Wystarczy chcieć i mieć dużo dyscypliny i samozaparcia. Oczywiście, na samym początku przygody z drugim kierunkiem trzeba mieć świadomość, że wymagać to będzie wielkiego poświęcenia: na tzw. życie studenckie czasu już nie będzie.

 

 

Student emigrant

Coraz częściej też u maturzystów pojawia się myśl o wyjeździe na studia do wielkich ośrodków akademickich poza granicę naszego kraju. Londyn, Paryż, Amsterdam czekają. Po wejściu do Unii Europejskiej studiowanie w takich miastach nie jest bardzo skomplikowane. Na niektórych uczelniach nie obowiązuje nawet posiadanie certyfikatu językowego, a umiejętności posługiwania się nim często sprawdzane są jedynie podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Tak było w przypadku Arka, który studiuje grafikę komputerową na University of Salford w Manchesterze.  – Poszedłem na Foundation Year – taki rok zerowy, gdzie na uczelni mieliśmy sporo godzin języka angielskiego i kilka kursów wprowadzających do przyszłych zajęć. Przy dobrych ocenach po roku można dostać się już na pierwszy rok studiów zupełnie bez żadnych egzaminów - opowiada. Jednak studiowanie za granicą zazwyczaj trzeba łączyć z pracą zarobkową. Średni koszt roku akademickiego w przypadku Anglii to 3-4 tysiące funtów. Dostępne są niskooprocentowane pożyczki studenckie, ale tak czy inaczej kilkanaście tysięcy trzeba będzie oddać. Większość moich rozmówców studiujących za granicą, głównie na Wyspach Brytyjskich, by się utrzymać i opłacić czesne, musi pracować w pełnym wymiarze godzin. Nie ukrywają, że prawdziwe studenckie życie, o którym słyszą w Polsce, jest im znane tylko z opowieści.

 

 

 

Humanistyczne czy ścisłe, czyli o wyborze kierunku

Kilka tygodni temu w jednym z bezpłatnych dzienników przeczytałem, że na liście kierunków „produkujących” bezrobotnych przoduje między innymi kulturoznawstwo i politologia. Kiedy ja zdawałem na studia, na oba te kierunki trudno było się dostać, a ci, którym to się udało, uważani byli za szczęśliwców. Teraz aż tak to się zmieniło? Dotyka tym bardziej że sam przez pięć lat poznawałem program poznańskiego kulturoznawstwa. Większość przedmiotów była naprawdę interesująca i poszerzająca horyzonty. Zimny prysznic przyszedł, kiedy pewnego czerwcowego dnia po obronie pracy magisterskiej zacząłem poszukiwać pracy. Na forach internetowych odnalazłem kilka ogłoszeń magistrów kulturoznawstwa poszukujących zatrudnienia. Niektórzy z nich w swoim CV mieli także dyplom polonisty lub innych humanistycznych studiów. Ze świecą za to szukać bezrobotnych ekonomistów, księgowych, informatyków. Czy maturzysta wybierający kierunek studiów zgodnie ze swoimi zainteresowaniami – a nie aktualnymi wymogami rynku pracy – popełnia błąd już na starcie? Wielokrotnie słyszałem utyskiwania moich przyjaciół humanistów. Ja jednak będę uparcie bronił takich studiów: uczą ciekawości świata, wrażliwości i otwartości umysłu. Studentom kierunków ścisłych niestety często tego po prostu brakuje. Nie opowiadam się za wyższością jednych umysłów nad drugimi czy czymkolwiek podobnym; nie w tym rzecz. Obronię się myślą, którą znalazłem kiedyś w książce Włodzimierza Wawszczaka. On sam użył jej jako motto:  „Choć technika bez humanizmu jest ślepa, to zapewne humanistyka bez techniki byłaby pusta”. Niech to wystarczy wszystkim mającym jakieś zapędy ekskluzywne. Każde studia mogą być pasjonujące i rozwijające, jeśli sam student tego chce. Wawszczak podczas konferencji „Nauka-etyka-wiara” w roku 2007 postulował „humanizację techników”, ale jednocześnie „technicyzację humanistów”. Mam nadzieję, że nowa matura i nauka do egzaminu z matematyki w 2010 roku rzeczywiście w tym pomoże, a wybory studiów dokonane przez tegorocznych abiturientów spełnią ich oczekiwania.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki