Logo Przewdonik Katolicki

Doświadczenie ojcostwa i synostwa

Małgorzata Szewczyk
Fot.

W cyklu wypowiedzi znanych osobistości ze świata kultury i nauki związanych z wyborem kard. Karola Wojtyły na papieża i jego I pielgrzymki do Polski, publikujemy wspomnienia ks. prof. Pawła Bortkiewicza TChr.

W cyklu wypowiedzi znanych osobistości ze świata kultury i nauki związanych z wyborem kard. Karola Wojtyły na papieża i jego I pielgrzymki do Polski, publikujemy wspomnienia ks. prof. Pawła Bortkiewicza TChr.

 

Jesienią 1978 r. rozpocząłem II rok pobytu w seminarium duchownym Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej w Poznaniu. 16 października tego roku wieczorem wracaliśmy z katedry z uroczystości liturgicznych związanych z pogrzebem, zmarłego kilka dni wcześniej, kard. Bolesława Filipiaka. Kiedy wchodziliśmy do seminarium, pan Leszek pracujący na furcie, powitał nas wiadomością: „Czy wiecie, że Karol Wojtyła został papieżem?”. Sądziliśmy, że to żart, ale dziwny był kontekst, w którym ten żart padł, przecież wracaliśmy z pogrzebu... Z uzyskanych informacji z radia upewnialiśmy się, że to prawda.

W pamięci utkwiła mi również niedziela 22 października, kiedy Jan Paweł II rozpoczynał pontyfikat. To była pierwsza transmisja Mszy św., w jakiej uczestniczyłem, w jakiej większość z nas uczestniczyła. Pamiętam, że oglądaliśmy tę transmisję na korytarzu budynku seminaryjnego. To było niezapomniane wrażenie, zetknięcie z czymś zupełnie nowym, i oczywiście tamte słowa, które zapadły bardzo głęboko w pamięć: „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Z jednej strony nie wiedziałem, nikt z nas nie wiedział, że oto zaczyna się zupełnie nowy okres życia, nie waham się powiedzieć, może patetycznie, ale bardzo szczerze, że to był moment nowych narodzin, że rozpoczyna się w moim życiu obecność kogoś, kto będzie moim towarzyszem w dorastaniu do kapłaństwa, w jego pierwszych latach i zostanie nim na całe życie. Nie wiedziałem wówczas, że jest to doświadczenie ojcostwa i synostwa, doświadczenie bardzo wyjątkowe. Ale pamiętam, że te papieskie słowa rezonansowały bardzo szczególnym dźwiękiem. Wiedziałem, że trzeba przestać się lękać, czułem jakieś drżenie, które przebiegało nie tylko przeze mnie, ale i przez przestrzeń mojego świata.

W pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979 r. uczestniczyłem w dość specyficzny sposób. Dni wizyty Ojca Świętego, i czas poprzedzający, spędziłem na Jasnej Górze. Miałem okazję być w niewielkiej grupie, kierowanej przez ks. Michała Kamińskiego TChr, który projektował i współwykonywał dekoracje związane z przygotowaniem papieskiej pielgrzymki. Ponieważ potrzebował kogoś do pomocy, zaprosił mnie. Miałem okazję obserwować wydarzenia, które się tam rozgrywały. Pamiętam, że otrzymałem przepustkę, bardzo prostą w porównaniu z późniejszymi. To był maleńki kartonik ze zdjęciem i dopiskiem: „klauzura”. Dzięki temu miałem dość duży przywilej poruszania się po klasztorze. Pamiętam szereg epizodów, ale przywołam tylko dwa. Po pierwsze, Msza św. dla Zagłębia Śląsko-Dąbrowskiego. Msza górnicza, na którą przybyły zjednoczone orkiestry górnicze dęte, które w pewnym momencie zagrały. To było niezwykłe doświadczenie jakiejś szczególnej mocy, która przebiegła przez wały jasnogórskie, i na ten dźwięk trąb odezwał się Jan Paweł II ze swoim przemówieniem o wartości pracy, o wartości człowieka pracy, przemówieniem niezwykle mocnym i prawdziwym. I drugi epizod niezwykle kuluarowy. Któregoś razu odbywał się obiad z udziałem Jana Pawła II w refektarzu jasnogórskim. Oczywiście w sali refektarza byli zaproszeni kardynałowie, biskupi, zagraniczni goście. Ale organizatorzy zadbali również o pracowników świeckich i przyjezdnych, takich jak ja. Znalazłem się zatem na dziedzińcu przylegającym bezpośrednio do refektarza. Choć był on oddzielony grubymi murami, to mogliśmy słyszeć, co się dzieje w samym refektarzu, bo zainstalowano tam nagłośnienie.

Pamiętam wypowiedziane wówczas bardzo ważne przesłanie Ojca Świętego, który wyjaśnił publicznie, dlaczego pierwszą pielgrzymkę odbył do krajów Ameryki Łacińskiej, w tym do Meksyku. Kraj ten był wówczas państwem o ustroju ateistycznym, niezależnie od dominującej liczby katolików, od ożywienia religijnego. W Meksyku  konstytucyjnie było zabronione np. gromadzenia się publicznie w celach religijnych poza murami kościoła. Państwo, które miało oficjalnie ustrój ateistyczny, nie odmówiło przyjazdu papieżowi. Jan Paweł II zapytał wtedy wprost, czy w takim razie Polska Rzeczpospolita Ludowa, która jest krajem konstytucyjnie neutralnym światopoglądowo, mogła odmówić papieżowi? Było to pytanie bardzo retoryczne, ale pytanie, które odsłaniało pewne kulisy i meandry polityki watykańskiej, które pokazywało, że przyjazd papieża do Polski nie był tak bardzo prosty i oczywisty, i gdyby nie pewne zabiegi dyplomacji watykańskiej, gdyby nie  pewne inicjatywy samego Jana Pawła II, ten przyjazd, trudno spekulować, ale może byłby opóźniony, oddalony w czasie…

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki