Fotografia z uczuciem

Z Adamem Bujakiem, ofotografii sakralnej inajnowszym albumie Katedra Królów, rozmawia Magdalena Janiak.

Skąd fascynacja akurat fotografią otematyce religijnej?

To trwa kilkadziesiąt lat. Zawsze byłem związany ztaką tematyką, która pochłaniała inadal pochłania całe moje życie. Ifakt, iż mogę docierać...
Czyta się kilka minut

Z Adamem Bujakiem, o fotografii sakralnej i najnowszym albumie „Katedra Królów”,  rozmawia Magdalena Janiak.

Skąd fascynacja akurat fotografią o tematyce religijnej?

– To trwa kilkadziesiąt lat. Zawsze byłem związany z taką tematyką, która pochłaniała i nadal pochłania całe moje życie. I fakt, iż mogę docierać do najważniejszych wydarzeń Kościoła, ale też do wspaniałych świątyń, klasztorów męskich i żeńskich, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, sprawia, że fotografia sacrum jest też w jakiś sposób sensem mojej egzystencji.

Najnowszy album „Katedra Królów” przedstawia Bazylikę Archikatedralną w Poznaniu. Jakie były okoliczności powstania tej publikacji?

– To nie była moja inicjatywa, tylko księdza arcybiskupa. Po otrzymaniu propozycji stworzenia tego albumu odpowiedziałem, że natychmiast przystępuję do pracy i postaram się to zrealizować jak najprędzej. Chciałem zrobić to najlepiej jak tylko potrafię, żeby Ci, którzy wezmą album do ręki, mogli razem ze mną przeżywać to, co ma w sobie katedra najpiękniejszego. Nie musiałem długo się zastanawiać, gdyż od początku był to dla mnie interesujący temat.

Związany jest Pan z Krakowem, czy nie starał się Pan oceniać katedry poznańskiej i porównywać jej z katedrą na Wawelu?

– Katedra poznańska, krakowska czy gnieźnieńska to katedry królewskie wspólnie tworzące historię. Nie oceniam, która katedra jest najlepsza, bo każda z nich ma swój specyficzny klimat, może nawet i zapach, który też jest bardzo istotny. Katedra krakowska jest dość mała, choć właściwie w jej podziemiach leży całe królestwo. Znajdują się tam dzieła wybitnych autorów oraz nagrobki królewskie. Ponadto swoim pięknem zachwyca kaplica Zygmuntowska. A w Poznaniu wchodzimy do świątyni z cudowną Złotą Kaplicą, która robi nieprawdopodobne wrażenie, wspaniałą mozaikową posadzką, grobowcem królów i pomnikiem wyjątkowej jakości artystycznej. Katedra poznańska robi takie mistyczne wrażenie i emanuje spokojem. Właśnie to nastraja człowieka do kontemplacji i modlitwy.

Co sprawiło Panu największą trudność, a może i przyniosło największą satysfakcję w fotografowaniu katedry w stolicy Wielkopolski?

– Ja bardzo lubię trudne zdjęcia, a katedra poznańska jest bardzo trudna, bo jest ciemna. Cieszę się, że mogłem zetknąć się z taką materią. I założyłem sobie, że mimo wszystko chcę pokazać świetlistość tego obiektu. Kiedy słońce jest nisko na tych gotyckich cegłach i barokowych ołtarzach, powstaje niesamowita poświata. Ten delikatny blask widać nawet na ołtarzu królewskim, znajdującym się w pierwszej kaplicy prawej nawy bocznej. Dopiero gdy człowiek tam przebywa kilka tygodni, to dostrzega urok i czar tej katedry.   

Przez całe życie sfotografował Pan już chyba każdy rodzaj krzyża, każdą możliwą architekturę, każdą formę modlitwy, a mimo to nadal pojawiają się nowe zdjęcia…

– Oczywiście, wciąż powstają kolejne fotografie. Zatrzymując się przy motywie krzyży… ilustrowałem jedną z książek Jana Pawła II krzyżami z całego świata. Ojciec Święty na trzy dni przed swoją śmiercią napisał do mnie pożegnanie, w którym nawiązał do tytułu, wyżej wspomnianej lektury, słowami: „Dziękuję za znak, któremu sprzeciwiać się będą”. To było dla mnie niesamowite przeżycie, tym bardziej że list dotarł do mnie po moim powrocie z pogrzebu Jana Pawła II. Pamiętam, kiedy pierwszy raz spojrzałem na tę korespondencję. Gdy otworzyłem list, zobaczyłem podpis pisany drżącą ręką. Był on trochę zamazany, co jeszcze bardziej wyrażało cierpienie, jakie przeżywał wtedy Ojciec Święty. W liście było wiele słów podziękowania. Pomyślałem sobie wtedy: „Boże Miłosierny! To ja Ci, Ojcze Święty, powinienem podziękować!”. I zrobiłem to, ale już tylko na Jego grobie.  

Przez te 40 lat obserwowania świata przez obiektyw z pewnością dały się zauważyć zmiany w Kościele, które bez wątpienia miały wpływ na Pańskie życie…

– Przez te lata dokumentowałem życie Jana Pawła II od objęcia sakry biskupiej aż po pogrzeb. Na tle tych wszystkich etapów jego życia miałem okazję obserwować cały Kościół. I choć to Jan Paweł II był drogowskazem mojego życia, to moja dusza ukształtowała się poprzez liczne pielgrzymki. W każdym moim kroku umacniała mnie siła, jaką dostarczały mi takie miejsca jak Kalwaria Zebrzydowska, Jasna Góra, Santiago de Compostela, Lourdes, Fatima i wiele innych. To właśnie dzięki temu wiedziałem, że idę właściwą drogą.

Przy tak dużym archiwum z pewnością trudno się odnaleźć, ale może jest jakieś zdjęcie, które szczególnie utkwiło Panu w pamięci? Takie, które znaczy więcej niż pozostałe?

– Wydaje mi się, że jest to zdjęcie Ojca Świętego, które miliony ludzi oglądało w chwili Jego śmierci na ekranach swoich telewizorów. Zrobiłem je Papieżowi w Ziemi Świętej. Widać na nim zasłoniętą rękoma twarz Jana Pawła II. Z pewnością jest to dla mnie bardzo znacząca fotografia.

Niemniej tych istotnych zdjęć są naprawdę setki, tysiące. Przy tworzeniu każdego z nich uczestniczyłem i robiłem to z wielkim oddaniem. Jeśli ktoś poprosiłby mnie o sfotografowanie czegoś, co mi nie odpowiada, to nawet gdyby zaproponował mi nie wiem jak wysokie honorarium, nie zrobiłbym tego. Ja muszę to czuć. 

Czyli utożsamia się Pan z przekonaniem, że fotografia przedstawia uczucia autora?

– Można tak powiedzieć. Jeśli wpuściłoby się do katedry poznańskiej innego fotografa, to widziałby ją po swojemu. Album wyglądałby wtedy zupełnie inaczej i nie przypominałby tego, który jest mojego autorstwa. W czasie pracy, najprawdopodobniej,

różniłoby się nawet miejsce ustawienia aparatu. Spojrzenia fotografów są absolutnie indywidualne. Wyjątkiem mogą być dokumentacje, które są stanem faktycznym. Operuje się wtedy światłem płaskim, co sprawia że w dużej mierze zdjęcia okazują się być podobne. 

Ośmielę się stwierdzić, że dla niektórych może być Pan nauczycielem, ukazując często to, czego nie ujrzeliby oni „gołym” okiem. Czy czuje się Pan jakoś szczególnie powołany do tego, co robi?

– Byłoby mi miło, gdyby ludzie, którzy biorą do ręki moje albumy, tak to odbierali. Stwierdzenie, że przez moje spojrzenie mogę być dla kogoś nauczycielem, okazałoby się największą nagrodą. Wydaje mi się, że moje prace mogłyby być wyjściową próbą dla innych fotografów. Bo przecież patrząc na moje zdjęcia, niejeden z nich powiedziałby, że nie zrobiłem tego czy innego obiektu, ujęcia, a on by je zrobił, lub jeśli ja ukazałem coś w dany sposób, to on ukazałby to w inny, być może nawet lepszy.

Ludzie w różny sposób wyrażają swoją modlitwę, dla mnie fotografia też jest pewną formą wołania do Boga i oddawania Mu czci.

A czy są jakieś granice, sytuacje, w których nie wyciągnąłby Pan aparatu w kościele?

– Oczywiście! Nie zrobiłby zdjęcia komuś, kto chciałby sprofanować to miejsce. Nie jest też sensem mojej pracy uwiecznianie obściskującej się pary w świątyni. Owszem, można się przytulić do drugiego człowieka, bo to jest miejsce miłości Boga, ale całowanie się lub przesadzanie z pewnymi gestami uważam za niestosowne. Są i tacy ludzie, którzy traktują katedry i kościoły jak muzea. Uważają oni, że mogą rzuć w nich gumę, trzymać ręce w kieszeni czy głośno komentować obiekty. To jest straszne, i w moim mniemaniu jest to zdziczenie XX i XXI wieku. Wielu ludzi rozpoznaje sacrum, ale wielu niestety nie. Teraz jest na czasie przekonanie, że nikt nie będzie nas pouczał, że sami wiemy co nam wolno, a co jest zabronione.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 4/2008