Logo Przewdonik Katolicki

Czy Bóg mnie oszukał?

ks. Wojciech Pikor
Fot.

Czy Pan Bóg rzeczywiście go oszukał? Czy nie przypomina On despoty, który bezwzględnie chce podporządkować sobie człowieka? Dlaczego Bóg dopuszcza, by cierpienie dotykało tych, którzy są Mu oddani, żyją Jego słowem, poświęcają się dla innych? Dlaczego Bóg wobec świadków swojej miłości wydaje się być często niemiłosierny? Narodziny...









Czy Pan Bóg rzeczywiście go oszukał? Czy nie przypomina On despoty, który bezwzględnie chce podporządkować sobie człowieka? Dlaczego Bóg dopuszcza, by cierpienie dotykało tych, którzy są Mu oddani, żyją Jego słowem, poświęcają się dla innych? Dlaczego Bóg wobec świadków swojej miłości wydaje się być często niemiłosierny?


 Narodziny proroka

Przełom VII i VI wieku przed Chrystusem nie był w Judzie czasem spokoju. Powołany na proroka w 627 roku Jeremiasz mógł obserwować próbę reformy religijnej podjętą przez króla Jozjasza, a zaprzepaszczoną przez jego następcę. Pozorne działania w sferze społecznej pogłębiały tylko przepaść między bogatymi i biednymi, na barki których spadał ciężar wciąż nowych kontrybucji na rzecz kolejnych najeźdźców. Regresowi religijnemu i społecznemu towarzyszyła chaotyczna polityka zagraniczna, miotająca się między rosnącą w siłę Babilonią a tracącym na znaczeniu Egiptem. Wszystko zmierzało ku końcowi. Jako świadek końca Judy Jeremiasz powracał wielokrotnie do początków swego proroctwa. Nie zamykało się ono w prostym rozkazie Boga, by przemawiał w Jego imię. To wydarzenie było w istocie poczęciem i narodzeniem się proroka dokonanym mocą Bożego słowa. Zanim jeszcze Jeremiasz został poczęty w łonie matki, był już pomyślany przez Boga, który go ukształtował, wybrał i otoczył swoją troską. Odkrywając przed Jeremiaszem swoją uprzedzającą wszystko miłość, Bóg objawił mu się jako ojciec, który go „poznał”, wprowadził w tajemnicę swojego życia i miłości. Czyniąc go prorokiem, Bóg obdarzył Jeremiasza swoim słowem, słowem prawdy palącej niczym ogień, kruszącej niczym młot skałę. Boże słowo docierało nie tylko do uszu proroka. Ono było przez niego „pochłaniane” (dosłownie „zjadane”), „stając się dla niego rozkoszą i radością jego serca”. Pamięć o tamtym czasie była dla Jeremiasza wspomnieniem Bożej miłości, która kształtowała jego myśli i słowa, umacniała jego ciało, towarzyszyła mu w trudnościach. Kochany przez Boga, sam był zdolny do miłości.


Cierpienie proroka


Doświadczenie Bożej miłości stanowiące fundament powołania prorockiego Jeremiasza było później boleśnie konfrontowane z życiem. Okazało się bowiem, że Bóg wybrał go, by ogłaszał ludowi „gwałt i ruinę” materializujące się na ich oczach poprzez działanie Babilończyków. Był „mężem skargi”, który kazał matkom uczyć swoje córki nie pieśni wesela, lecz żałoby. „Wszyscy mu złorzeczyli”, ich słowa niczym bicz przecinały twarz proroka. Wystąpienie przeciwko świątyni skończyło się procesem Jeremiasza, w którym chciano tylko usankcjonować wydany już na proroka wyrok śmierci. Uratował go tylko precedens sprzed blisko 150 lat, kiedy to prorok Micheasz głosił podobne słowo kary dla Świątyni Jerozolimskiej (26, 17-19). Podczas oblężenia stolicy przez wojska babilońskie zostaje oskarżony o zdradę, po czym umieszczony w więzieniu, by znaleźć się ostatecznie w cysternie wykutej w skale, gdzie zanurzony w błocie miał czekać już tylko na śmierć z zimna i głodu. Dzięki niezdecydowaniu króla Sedecjasza przeniesiono go jednak ponownie do więzienia, skąd uwolnili go Babilończycy po zajęciu Jerozolimy. Nie cieszył się długo wolnością, gdyż kilka miesięcy później został przymuszony przez swoich ziomków do ucieczki wraz z nimi do Egiptu. Według tradycji miał tam ponieść śmierć męczeńską. Miłość wobec własnego narodu prowadziła zatem Jeremiasza ku śmierci. Gdyby był jeszcze w pobliżu ktoś, kto by rozumiał, komu mógłby zawierzyć swój ból. Owszem, był Baruch, który uważał go za swojego mistrza. Była rodzina Szafana, która wykorzystując swoje wpływy na dworze królewskim, ratowała go wielokrotnie z opresji. Ale ostatecznie był sam i wcale nie dlatego, że nie był zdolny do miłości. Tak chciał Bóg, który nakazał mu, by „nie brał sobie żony, nie miał ani synów, ani córki”. Żył i umarł bezdziety, y nie, co w oczach ludzi tamtego czasu było odczytywane jako znak Bożego przekleństwa.






Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki