Eeeee... uro





Wierzę Beenhakkerowi. Ufam, że uczynił tyle, ile z naszą piłkarską reprezentacją w jej obecnym kształcie dało się zrobić. Sam Leo jak na prawdziwego zawodowca przystało twierdzi coś innego: Jedyną osobą odpowiedzialną za to, co wydarzyło się na turnieju, jestem ja i oczywiście całą odpowiedzialność biorę na siebie...



Jak...
Czyta się kilka minut

Wierzę Beenhakkerowi. Ufam, że uczynił tyle, ile z naszą piłkarską reprezentacją w jej obecnym kształcie dało się zrobić. Sam Leo – jak na prawdziwego zawodowca przystało – twierdzi coś innego: „Jedyną osobą odpowiedzialną za to, co wydarzyło się na turnieju, jestem ja i oczywiście całą odpowiedzialność biorę na siebie”...

Jak to zwykle u nas bywa, zaraz po nieudanym dla polskiej drużyny turnieju Euro 2008 odezwały się głosy żądające głowy holenderskiego selekcjonera. Najgłośniej gardłowali za tym oczywiście ci, którym od samego początku nie w smak była osoba Beenhakkera w roli trenera naszej reprezentacji. Tylko czy zarzuty takich dyżurnych krytyków i trenerskich „autorytetów” jak Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato czy Janusz Wójcik w ogóle są cokolwiek warte? Czy taki trenerski fachman jak Beenhakker rzeczywiście mógł popełnić najbardziej elementarne błędy trenerskie? Że zajechał fizycznie drużynę, skłócił ją wewnętrznie, uwierzył, że jest nieomylny – jak usiłuje mu się zarzucać? To bzdury. Bo o ile rzeczywiście Beenhakker jakieś błędy popełnił, to z pewnością nie dotyczyły one trenerskiego abecadła.

Tutaj zawinił zresztą raczej nie twórca, ale tworzywo, jakie miał do dyspozycji. Pośrednio przyznał to jeden z naszych piłkarzy, Mariusz Lewandowski, który powiedział, że drużyna nie potrafiła zrealizować sensownych założeń taktycznych nakreślonych przez Beenhakkera. Paradoksalnie najlepszy mecz w turnieju zagraliśmy w pierwszym, przegranym pojedynku z Niemcami. Tylko czy to był prawdziwy obraz możliwości naszej drużyny? Czy może raczej gra z pierwszych dwudziestu minut pojedynku z Austrią? Mecz z Chorwacją tylko zaciemnił ten obraz, bo gołym okiem było widać, że nasi reprezentanci od początku podeszli do tego spotkania bez wiary, bez honoru, bez ambicji...

O ewidentnym szwindlu sędziego Howarda Webba czy pomyłkach arbitrów w czasie spotkania z Niemcami nie ma nawet co wspominać. Bo one nie zmienią faktu, że polscy piłkarze przyjechali na turniej w słabej formie. Ale czy mogło być inaczej? Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy grają regularnie w swoich zagranicznych klubach. A jaki jest poziom naszej rodzimej ligi, widać było po grze Wojciecha Łobodzińskiego czy Jakuba Wawrzyniaka. Mistrzostwa Europy to były dla nich za wysokie progi...

Co w takiej sytuacji mógł zrobić trener? W ciągu dwóch tygodni zgrupowania nie był przecież w stanie zapewnić piłkarzom jednocześnie i „czucia piłki”, i doskonałej kondycji, i zgrania taktycznego, nie mówiąc już o nauczeniu ich najprostszych elementów piłkarskiej techniki (bo jak pokazał turniej i z tym nasi reprezentanci miewali kłopoty).

Ale Euro 2008 to nie piłkarski koniec świata. Beenhakker wyselekcjonował grupę młodych, zdolnych piłkarzy, którzy dopiero wchodzą do drużyny narodowej. To nasz kapitał. Odejść powinni jedynie ci najbardziej doświadczeni, bo to oni najmocniej zawiedli. Nie czarujmy się zresztą – Żurawski czy Krzynówek zbawcami polskiej piłki już nie będą.

Nade wszystko zaś potrzebne są zmiany systemowe – budowa od podstaw systemu szkolenia młodych adeptów futbolu, ostateczna rozprawa z korupcyjną hydrą, a także zmiana pokoleniowa i jakościowa wśród działaczy piłkarskich. Czyli kompleksowa operacja wszczepienia nad Wisłą zachodnich futbolowych wzorców. Holender chce się tej operacji podjąć. I tę szansę powinniśmy mu dać.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 26/2008