Mamy wciąż dziwaczną grę wokół wyników wyborów prezydenckich. Lider rządzącej koalicji Donald Tusk niby ich nie podważa. Ale pozwala to robić Romanowi Giertychowi, a sam wspiera go pełnymi insynuacji komentarzami. Tymczasem tym zdarzeniom zdążyła wyrosnąć konkurencja. Nagle internet podzielił się na obrońców i krytyków piłkarza Roberta Lewandowskiego. Giertych zareagował na ten nowy temat oburzeniem. Nie wiemy, kto jest prezydentem, a wy dyskutujecie o reprezentacji futbolowej, łajał Polaków.
Trzymałem się z boku debaty o zwarciu Lewandowskiego z trenerem Michałem Probierzem. Śmieszyły mnie posty ludzi, którzy uznawali, że piłkarz to dobro narodowe, więc musi pozostawać poza wszelką krytyką, a było takich głosów sporo. Bywa świetny, ale ma się prawo oceniać, na ile użyteczny dla drużyny narodowej. Przypomnę, że Probierz pozbawił go opaski kapitana w reakcji na jego zachowanie – kiedy zaczął sam sobie udzielać urlopu w obliczu meczów eliminacyjnych. Zarazem nie jestem pewien umiejętności samego selekcjonera. Czy istotnie uderzenie w gwiazdora było drogą do uzdrowienia drużyny? Probierz chyba sam w to nie wierzył, skoro po kilku dniach podał się do dymisji.
Ale uderzyły mnie głosy ludzi tłumaczących, że przecież udział w reprezentacji to zaszczyt i patriotyczna powinność. Mówił o tym chociażby weteran najlepszej polskiej reprezentacji, tej kierowanej przez Kazimierza Górskiego, Jan Tomaszewski. Dochodzimy tu do wiecznego pytania, dlaczego żadnemu trenerowi ostatnich co najmniej 30, a może 35 lat, nie udało się zbudować stabilnej reprezentacji. Sukcesy w eliminacjach do mistrzostw zawsze okazywały się chwilowe. Szybko wracały spektakle pełne bezradności i autokompromitacji.
Niektórzy biorą się za tłumaczenie wszystkiego wadliwym systemem rekrutacji i szkoleń młodych kandydatów na piłkarzy. Ale przecież w reprezentacji zawsze byli zawodnicy świetnie sobie radzący w rozgrywkach klubowych, kupowani przez zagraniczne kluby. To akurat dotyczy choćby Lewandowskiego. W cudzych barwach jest błyskotliwy, wygrywa rankingi na najlepszego strzelca. W reprezentacji jest ledwie poprawny. I mowa tu nie tylko o ostatnich latach, kiedy zaczął go blokować wiek, ale i wcześniejszych.
Można też uderzyć w inne tony: polscy piłkarze starają się na cudzym terenie, za grube pieniądze. W Polsce też im oczywiście płacą, ale przynajmniej przez jakiś czas odgrywają rolę monopolistów. Czyżby brakowało im patriotycznego ducha? Chyba i to jest tłumaczenie ułomne. Czy reprezentacje Francji, Włoch, Niemiec, Holandii składają się z niezłomnych patriotów? Zwłaszcza przy dużej obecności cudzoziemców trudno w to uwierzyć. Musi tu tkwić jakiś błąd systemowy w relacjach między PZPN-em i zawodnikami. Jaki? Pojęcia nie mam. Nie ma go też reszta Polski.
Odrzucam przypuszczenie, że polscy zawodnicy jakoś szczególnie nie czują polskich obowiązków, tak jak czuli je rozpieszczeni przez PRL gwiazdorzy z lat 70. i 80. Aczkolwiek trochę się takim teoriom nie dziwię, kiedy patrzę na tło. Mamy mecz z Mołdawią, relacjonowany przez TVP. Grany jest polski hymn. Dwójka młodszych dziennikarzy, Maja Strzelczyk i Hubert Bugaj, szczebiocze i chichocze w najlepsze przed kamerą. Jeden weteran, Dariusz Szpakowski, milczy i stoi na baczność – stara szkoła. Wybaczyłem mu w tym momencie wszystkie lapsusy w relacjach, za które tylu Polaków go obśmiewało. Ten incydent nie ma nic wspólnego z poszukiwaniem słabości polskiego futbolu. Ale w przygnębiający sposób konweniował z aurą bylejakości i tumiwisizmu, którą odkrywamy co i rusz u naszych reprezentantów.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











