Logo Przewdonik Katolicki

Wielka wędrówka

Renata Krzyszkowska
Fot.

Gdyby istniały ptasie biura podróży, teraz miałyby swój najgorętszy czas. Większość ptaków, które odlatują z Polski na zimę, już to zrobiła, pozostałe kończą pakowanie walizek. Rekordziści pokonają nawet kilkanaście tysięcy kilometrów. Nie o turystykę tu jednak chodzi. Dla ptaków to sprawa życia lub śmierci. Migracje ptaków zaczynają się już w lipcu, kończą...

Gdyby istniały ptasie biura podróży, teraz miałyby swój najgorętszy czas. Większość ptaków, które odlatują z Polski na zimę, już to zrobiła, pozostałe kończą „pakowanie walizek”. Rekordziści pokonają nawet kilkanaście tysięcy kilometrów. Nie o turystykę tu jednak chodzi. Dla ptaków to sprawa życia lub śmierci.

Migracje ptaków zaczynają się już w lipcu, kończą się dopiero z nadejściem mrozów. Najpierw odlatują gatunki najbardziej ciepłolubne, np. wilgi, które również bardzo późno wracają, bo dopiero na przełomie kwietnia i maja. W sierpniu i na początku września odleciały jerzyki, których hałaśliwe stada można latem często zauważyć w miastach. Odleciały już bociany, kończy się odlot jaskółek, trwa przelot gęsi, głównie gęsi zbożowej – opowiada Paweł T. Dolata, wiceprezes Zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Większość ptaków za kierunek swego lotu obiera Afrykę, niektóre, np. bociany białe czy dymówki, docierają nawet aż na południowy kraniec tego kontynentu. Wiele ptaków na zimę wybiera się do Europy Zachodniej, np. nasze żurawie, drozdy śpiewaki czy gołębie grzywacze lecą do Hiszpanii i Włoch, a szpaki do Niemiec, Francji i Belgii. Z kolei Polska jest wystarczająco ciepłym krajem dla przylatujących do nas ptaków z północnego wschodu, np. jemiołuszek, gili czy myszołowów włochatych.



Skrzydlaci hazardziści
Od wielu lat w Polsce mamy stosunkowo łagodne zimy, dlatego coraz więcej ptaków zostaje u nas na cały rok. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kosy opuszczały nasz kraj na zimę, teraz, zwłaszcza te żyjące w miastach, rezygnują z podróży. – Dotyczy to zwłaszcza samców, które wiosną starają się jak najszybciej zajmować terytoria bogate w pokarm i z dobrymi, bezpiecznymi miejscami do gniazdowania zaprezentować je wybranej samicy, broniąc następnie przed innymi samcami. Te, które nie odlatują, ryzykują życie, ale jeśli dopisze im szczęście i zima będzie łagodna, to wiosną mają nad rywalami przewagę – opowiada Paweł T. Dolata. – Wiele ptaków nie odlatuje z Polski, a jedynie zmienia swoje miejsca pobytu. Np. jeśli łabędziom czy kaczkom krzyżówkom zamarzną zbiorniki wodne, które zasiedlają, to przemieszczają się kilka, kilkadziesiąt kilometrów w poszukiwaniu jakiejś niezamarzniętej rzeki. Także gawrony dość często zostają w kraju na zimę, ale część odlatuje np. do Francji i Niemiec, a na ich miejsce przylatują gawrony ze środkowej części Rosji. Z powodu licznych migracji zimą w Polsce mamy zdecydowanie więcej gawronów niż latem. Późną jesienią można w miastach zaobserwować chmary ciemnych ptaków. Są to mieszane stada gawronów i kawek, które rano odlatują na żerowiska, a wieczorem z nich wracają. Pokarmu potrafią poszukiwać w promieniu ok. 25 km.



Instynkt podróżnika
Część ptaków wędruje tzw. szerokim frontem, część ma ściśle określone trasy przelotów, np. ptaki wodno-błotne podróżują głównie wzdłuż rzek i brzegów morskich. Przelot bardzo ułatwiają też przełęcze, w których ptaki mogą frunąć stosunkowo nisko. Niektóre gatunki, np. żurawie, łabędzie, dzikie gęsi czy kormorany, lecą w tzw. kluczach, co bardzo ułatwia im podróżowanie i pozwala oszczędzać siły. – W tak skonstruowanym szyku wytwarza się swoisty tunel powietrzny, pozwalający lecącym w nim ptakom zużywać mniej energii. Najcięższą pracę wykonuje ptak lecący na czele, dlatego coraz to inny osobnik zajmuje tę pozycję – mówi Paweł T. Dolata.

Potrzebę dalekich wycieczek ptaki mają zapisaną już w genach. Muszą opuszczać tereny, gdzie z powodu zmian pór roku jest mniej pokarmu, a lecieć tam, gdzie będzie go łatwiej zdobyć. Kierunek drogi ptaki znajdują na wiele sposobów. Obserwują gwiazdy, słońce, wyczuwają pole magnetyczne ziemi, z czasem kierują się też własnym doświadczeniem.



Bociany jak szybowce
Nie wszystkie ptaki zdołają dolecieć do miejsc swego przeznaczenia. Wiele pada po drodze z wyczerpania lub staje się ofiarą zwierząt i ludzi. Bociany potrafią lecieć do dziesięciu godzin dziennie i pokonywać w tym czasie nawet 500 km. By maksymalnie skrócić sobie drogę przez morze, ptaki wybierają miejsca, gdzie odległość między brzegami jest najmniejsza. Np. zachodnioeuropejskie bociany lecą do Afryki nad Cieśniną Gibraltarską, wschodnioeuropejskie, w tym także polskie, lecą przez Bosfor. Bociany lecą głównie lotem szybowcowym, bez aktywnego machania skrzydłami. Do tego wykorzystują wznoszące prądy ciepłego powietrza, dzięki którym osiągają wysokość 1000-2500 metrów.

Ptaki robią też nawet kilkutygodniowe postoje, na odpoczynek i żerowanie. Mimo to i tak podróż bardzo je osłabia. Niektóre drobne ptaki wróblowate jednym rzutem pokonują np. całą Saharę. Dlatego wiele ptaków nim dotrze na miejsce czasami traci nawet połowę swej wagi. Niektóre pokonują w wędrówce nawet kilkanaście tysięcy kilometrów, jak np. przelatująca nad Polską rybitwa popielata, która wędruje z Arktyki na Antarktydę.

– W ostatnich czasach wiedza o wędrówkach ptaków znacznie się poszerzyła, a to wszystko dzięki elektronice, uzupełniającej stosowane od stu lat obrączki. Niektórym, na razie tym największym, ptakom przykleja się do piór niewielkie nadajniki satelitarne, które cały czas umożliwiają ich lokalizację. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że np. bardzo rzadki w naszym kraju orlik grubodzioby spędził zimę w Zambii. Bez nadajnika nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli, bo wcześniej nikt go tam nie widział ani nie słyszał. Podobnych niespodzianek będzie coraz więcej – cieszy się Paweł T. Dolata.

Paweł Botko, lekarz weterynarii z poznańskiego zoo:

– Część ptaków, np. łabędzie czy dzikie kaczki, które zwykle odlatują na zimę, czasami pozostaje, bo jest intensywnie dokarmiana przez ludzi. Przyzwyczajają się do otrzymywania jedzenia i oczekują, że tak będzie już zawsze. Niestety, większość z nas karmi ptaki nieregularnie, ot tak, dla przyjemności, a gdy tylko na dworze zapanują mrozy, przestajemy to robić. Ptaki zostają bez pożywienia, nie zawsze potrafią sobie poradzić i giną.

Należy więc je dokarmiać regularnie lub wcale.

Sporo ptaków nie odlatuje na zimę, bo są słabsze, okaleczone lub chore. Niektórym można próbować pomóc. Jeśli przed nastaniem mrozów dostrzeżemy ptaka, który nie jest poraniony, wychudzony czy pozbawiony piór, to lepiej się nim nie interesujmy. Dokarmianiem zniechęcimy go do odlotu.

Jeśli widzimy, że ptak jest okaleczony, można go zawieźć do lekarza weterynarii.

W tym roku przy poznańskim zoo na Malcie powstał ośrodek leczenia i rehabilitacji ptaków „Ptasi azyl”. Jest to miejsce, gdzie każdy chory ptak otrzyma fachową pomoc. Punkt czynny jest całą dobę.

Pomagając ptakom, musimy być ostrożni, bo mogą być one nosicielami wielu chorób wywołanych przez pasożyty, bakterie lub wirusy.

Zawsze bezpieczniej jest chwytać ptaka w rękawiczkach lub przez jakąś tkaninę.

Małego ptaka można dość łatwo wziąć w ręce, z większymi jest już kłopot.

Ptaki drapieżne zawsze będą się bronić. Przy próbie złapania przewracają się na grzbiet i atakują ostrymi szponami. Najlepiej wtedy ptaka czymś nakryć, przytrzymać za szpony, skrzydła i ogon, po czym jak najszybciej włożyć do jakiegoś sporego pudełka, gdzie będzie miał ciemno. To powinno go uspokoić. Ostrożnie należy się też obchodzić z dużymi ptakami, np. z łabędziami. Gdy znajdziemy chorego ptaka w mieście, lepiej powiadomić o tym straż miejską, która wie dokładnie, jak dalej postępować.


Więcej fotografii omawianych ptaków można znaleźć w galerii na stronie www.pwg.otop.org.pl

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki