Logo Przewdonik Katolicki

Czas nocnych wywózek

Adam Suwart
Fot.

Z księdzem Antonim Dydyczem, biskupem drohiczyńskim, rozmawia Adam Suwart 17 września 1939 roku to dzień szczególnie bolesny w najnowszej historii Polski. Wtedy na polskie ziemie, zaatakowane wcześniej przez hitlerowskie Niemcy, napadły podstępnie ze wschodu sowieckie kohorty, siejąc grozę i zniszczenie. Już jutro mija kolejna rocznica sowieckiej napaści na Polskę w roku 1939,...

Z księdzem Antonim Dydyczem, biskupem drohiczyńskim, rozmawia Adam Suwart


17 września 1939 roku to dzień szczególnie bolesny w najnowszej historii Polski. Wtedy na polskie ziemie, zaatakowane wcześniej przez hitlerowskie Niemcy, napadły podstępnie ze wschodu sowieckie kohorty, siejąc grozę i zniszczenie.
– Już jutro mija kolejna rocznica sowieckiej napaści na Polskę w roku 1939, mimo zawartego paktu o nieagresji. Dla Polaków na wschodnich kresach Rzeczypospolitej rozpoczął się ciężki czas zsyłek na Sybir, przymusowej ateizacji i komunizacji, czas Katynia i Miednoje. Oczywiście, wcześniejsze uderzenie ze strony Niemiec tak osłabiło nasze państwo, że szansa na obronę przestała istnieć. W owym to czasie mój ojciec został zmobilizowany i przebywał najpierw w Brześciu, a później znalazł się w Kowlu, gdzie nastąpiło rozbrojenie. Z bólem wspominał tamten dzień. Chyba podobnie przeży­wali tę napaść wszyscy mieszkańcy ówczesnych Kresów Wschodnich. Zresztą, wkrótce wszystkie obawy się spełniły. Nadeszły wywózki, i to nocne przeważnie, a więc to wszystko, czego symbolami jest Katyń, Miednoje i łagry.

Mimo tych prześladowań data 17 września – jak dowodzą badania socjologiczne – niewiele mówi dzisiejszym Polakom. Czy nie jest to swoista tragedia narodowa, że tak słabo znamy swoją przeszłość.
– W tym kontekście może nawet dziwić, dlaczego dzień 17 września 1939 roku jest tak mało znany. Z drugiej jednak strony trzeba podkreślić, że tak naprawdę nikt na terenie Polski Ludowej nie miał prawa pisać, a nawet mówić o samym najeździe – z je­go następstwami. Blisko pięćdziesiąt lat milczenia zrobiło swoje. Wydaje się również, że w tej dziedzinie nie zmieniło się wiele po roku 1989. W niektórych wpadkach za­częto odwoływać się do tamtej tragedii, ale z chęcią uzyskania pewnych politycznych korzyści. I ta intencja zaciemniała samą tamtą rzeczywistość. Naród zaś Polski ma pewne, chyba zdrowe poczucie rycerskości, swoistej dumy i chce, aby ofiara była ofia­rą, a nie jakąś materią wymienną. I dlatego należy zmienić sposób mówienia i pisa­nia o martyrologii Polaków.

Mimo prześladowań Kościoła na Wschodzie przetrwał on trudne czasy. Jaka jest dzisiejsza kondycja duchowa i społeczna katolików we wschodniej Polsce?
– Kościół katolicki na dwudziestowiecznych Kresach Wschodnich przeżył niesamowitą Golgotę. W latach 1939-1941 z pewnością ponad milion głównie katolików znalazło się w łagrach. Część z nich uszła z armią Andersa, część może uratowała sobie życie w I Armii gen. Berlinga. Ale to wszystko stanowi niewielki procent. Rzesze cierpiały za okupacji hitlerowskiej w następnych latach. Armia Krajowa była silna na Kresach Wschod­nich, operując głównie w Puszczy Nalibockiej, na Wileńszczyźnie i Grodzieńszczyźnie. I znowu były ofiary. Nie można zapomnieć wreszcie o tym, co się stało na Wołyniu i w okolicach Lwowa. Te przeżycia sprawiły, że masa katolików po drugiej wojnie światowej opuszczała Kresy, przenosząc się głównie na tzw. Ziemie Odzyskane. Cudem można określić fakt, że pomimo tak wielkich strat ludnościowych Kościół jest i odradza się. Zresztą, w latach powojennych komuniści nadal wywozili Polaków na Syberię.

Kościół poniósł straszliwe ofiary. Ginęli biskupi, kapłani, osoby konsekrowane i katolicy świeccy. Jasna rzecz, że żyjąc w czasach rewolucji medialnej, jesteśmy świadkami straszliwych manipulacji. Do kolejnych pokoleń docierają takie informacje, na które jest przyzwolenie ze strony grup „sprawujących władzę”. Są one gotowe pozorować „życzliwość” dla pewnych ludzi Kościoła, aby uśpić uwagę i „pisać” historię według własnych scenariuszy.

Kościół ma do dyspozycji jedynie środki ubogie. I musi kłaść nacisk na czystość swego przekazu, przejrzystość motywacji i szacunek dla ofiar. Prawda historyczna nie może być „towarem zamiennym”.

Biskup drohiczyński Antoni Pacyfik Dydycz, urodził się w 1938 r. w Serpelicach na Podlasiu. Święcenia kapłańskie przyjął w Łomży w 1963 roku, a w 1994 roku został mianowany biskupem drohiczyńskim i przyjął sakrę biskupią. Ukończył studia socjologiczne w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, jest doktorem historii. Wywodzi się z zakonu kapucynów, w którym był prowincjałem na Polskę, a przez 14 lat w Rzymie – definitorem generalnym, odpowiedzialnym za życie zakonu w Europie Środkowo-Wschodniej. W Konferencji Episkopatu Polski jest m.in. przewodniczącym Zespołu ds.Apostolstwa Trzeźwości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki