Łódzki sąd zadecydował o aresztowaniu na trzy miesiące podejrzanego w tzw. seksaferze posła Stanisława Łyżwińskiego (do niedawna Samoobrona). Droga do tego była jednak długa. Najpierw zgodę na uchylenie immunitetu i aresztowanie Łyżwińskiego wyraził Sejm. Potem w czasie przewożenia do łódzkiej prokuratury Łyżwiński i eskortujący go policjanci utknęli na pół godziny w windzie towarowej w gdańskim szpitalu (gdzie poseł wcześniej przebywał z podejrzeniem choroby wieńcowej). Ostatecznie Łyżwiński został przesłuchany dopiero w łódzkim szpitalu MSWiA, do którego trafił, po tym jak źle się poczuł po przedstawieniu zarzutów w prokuraturze.
Łódzka prokuratura przedstawiła posłowi Łyżwińskiemu łącznie siedem zarzutów: zgwałcenia kobiety, podżegania do porwania biznesmena, wielokrotnego doprowadzenia Anety Krawczyk i trzech innych kobiet do stosunku seksualnego z nim i innymi mężczyznami oraz nakłanianie Krawczyk do usunięcia ciąży. Poseł nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Grozi mu kara do 10 lat więzienia.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









