Niebieskich migdałów czas

Pewien wiecznie zapracowany biznesmen zwykł mawiać, że na odpoczynek znajdzie miejsce w swoim kalendarzu spotkań, dopiero kiedy będzie w trumnie. Na szczęście podobnych mu, równie gorliwych pracoholików, jest póki co niewielu. Bo dla zdecydowanej większości Polaków czas relaksu pozostaje nadal absolutną świętością.

Jej twierdza

Dwa światy Marty praca i rodzina oddzielone...
Czyta się kilka minut

Pewien wiecznie zapracowany biznesmen zwykł mawiać, że na odpoczynek znajdzie miejsce w swoim kalendarzu spotkań, dopiero kiedy będzie w trumnie. Na szczęście podobnych mu, równie gorliwych pracoholików, jest póki co niewielu. Bo dla zdecydowanej większości Polaków czas relaksu pozostaje nadal absolutną świętością.

Jej twierdza

Dwa światy Marty – praca i rodzina – oddzielone są od siebie żelazną kurtyną. Ta czterdziestokilkuletnia ceniona specjalistka w branży informatycznej od lat stosuje bowiem jedną, niezmienną zasadę: nikt i nic nie jest w stanie naruszyć jej domowego miru. I tej regule pozostawała wierna zawsze, także wtedy, gdy traciła pracę albo atmosfera w firmie stawała się nie do zniesienia.

– W domu wspominałam jedynie mężowi w dwóch słowach o problemach zawodowych, bo przecież tak zupełnie nie mogłam ich przemilczeć. Ale dzieci pewnie nawet nie wiedziały o moich troskach. Co najwyżej dostrzegały, że mamusia jest może trochę bardziej zmęczona niż zwykle – wspomina Marta.

Ale czy takie całkowite odcięcie się od spraw zawodowych jest rzeczywiście możliwe, czy zewnętrzne problemy naprawdę nie odbijają się na jej domowym samopoczuciu?

– Potrafię skutecznie odseparować się od zawodowego zgiełku, to są lata praktyki. W ostateczności sięgam po trening relaksacyjny, którego podstawy poznałam i z powodzeniem stosowałam jeszcze w studenckich czasach. Poza tym jest mi pewnie o tyle łatwiej, że w razie czego w mojej branży bez trudu znajdę nową pracę – wyjaśnia Marta.

Czas wolny to dla niej pojęcie dość pojemne. Marta nie ma zresztą jakiegoś specjalnie ulubionego zajęcia. Najczęściej jest to po prostu książka, szachy z synami, spacer czy przejażdżka na rowerze. Ale wcale nierzadko także leżenie na sofie i leniwe przerzucanie kanałów telewizyjnych.

Jedyne co pozostaje od lat niezmienne, to ten symboliczny moment, kiedy po przyjściu z pracy zdejmuje buty i wiesza płaszcz.

– Czuję wówczas nieomal fizycznie, jak wraz z tym gestem spływają ze mnie wszystkie zewnętrzne problemy. Zupełnie jakbym obmywała ręce z wszelkich trosk – mówi Marta.

Ale świat zewnętrzny nie rezygnuje tak łatwo ze swoich praw i co jakiś czas próbuje „uszczęśliwiać” ją na siłę.

– Dostałam niedawno niezwykle atrakcyjną propozycję zmiany pracy, która wiązała się z ogromnym awansem zawodowym i finansowym. Praktycznie wejście na sam szczyt branży informatycznej. Był tylko jeden warunek: nienormowany czas pracy, zlecenia po godzinach, praca także w domu. Odmówiłam – opowiada Marta. Ku ogólnemu zdziwieniu reszty osób z branży...

Wielu jej kolegów „wyciąga” zresztą z dodatkowych zleceń dwa, trzy razy tyle, ile oficjalnie zarabia. Z domowego komputera Marty korzystają jedynie dzieci i mąż. Ona sama nie włącza go od lat...

Jeden z dwóch światów Jaśka. Tutaj jako rycerz Jean Gradon z Bretanii

Świat zza przyłbicy

– Cały czas pracuję nad rozciągnięciem doby. Ale na razie nie wychodzi mi to jeszcze najlepiej. Teraz też jestem spóźniony, bo wracam od płatnerza, który poprawiał mi hełm przed inscenizacją bitwy pod Grunwaldem – śmieje się Jasiek, 27-letni pasjonat średniowiecza i walk rycerskich, na co dzień szef produkcji w jednej z warszawskich firm wytwarzających filtry.

Przeciętny dzień Jaśka upływa według schematu, który wyznacza rytm: praca – trening. Niemal każdego dnia po pracy młody menadżer zamienia się bowiem w członka Xiążęcej Drużyny, gorliwie zgłębiającego tajniki jazdy ciężkozbrojnego rycerstwa i kunsztu lekkozbrojnych łuczników ruskich.

– Z pracy na trening mam jakieś 50 km, bo to dwa różne końce Warszawy, po drodze coś tam zjem i właściwie już muszę wyjeżdżać. Z konia zsiadam dopiero po 23. Zanim się jednak przebiorę i dojadę do domu, mija północ. A o szóstej rano już muszę jechać do pracy. Kiedy zaś zaczyna się sezon pokazów i turniejów rycerskich, to treningi odbywają się praktycznie codziennie. Wówczas zdarza mi się nawet nocować w stajni, by o czwartej rano wskoczyć na konia, po czym prosto z treningu jechać do pracy – opowiada Jasiek.

Bo żaden szanujący się rycerz nie może pozwolić sobie na „zastanie”. Jasiek uczestniczy więc regularnie

w ujeżdżaniu, w treningach sprawnościowych, w ćwiczeniach konnych łuczników, a także treningach bojowych, w czasie których walczy w zbroi.

A trzeba jeszcze znaleźć czas na konserwację sprzętu, który musi być po każdym treningu zabezpieczony przed rdzewieniem przy użyciu „bardzo średniowiecznego” sprayu WD 40. Bo każda sprzączka, każdy trybik, każdy szczególik wymaga natłuszczenia, nasmarowania, wygładzenia, a niekiedy także wyklepania.

No i rzecz podstawowa – nie wystarczy sama tylko siła mięśni i ogólna sprawność, liczy się jeszcze wiedza historyczna, bez której nie da się wiernie odtworzyć dawnych sprzętów, strojów czy oręża. A tę wiedzę zdobywa się jedynie przez mozolne grzebanie w źródłach, w ikonografii, w muzealnych zbiorach.

Rycerska pasja Jaśka trwa już 11. rok. Na razie udaje mu się ją jakoś godzić z resztą zajęć, tym bardziej że póki co nie założył jeszcze własnej rodziny. Jasiek nie myśli też, wzorem niektórych kolegów, czynić z rycerstwa swojego zawodu. Chce, żeby pozostało ono wyłącznie jego prywatną pasją.

– Ale to jest dla mnie coś więcej niż zwykłe hobby, to także pewna postawa życiowa. Oczywiście nie można przełożyć całego średniowiecza na dzisiejsze czasy, ale pewne rycerskie zasady pozostają uniwersalne. I zgodnie z nimi staram się postępować w życiu. Także jako katolik – mówi Jasiek.

Właściwy porządek rzeczy

Nie ma nic przyjemniejszego niż celebracja rytuałów – twierdzi pan Czesław, emerytowany wrocławski kolejarz, dorabiający sobie do emerytury jako portier.

W dni kiedy nie ma wyznaczonego dyżuru, pan Czesław wychodzi z domu koło dziewiątej rano. Zaraz po śniadaniu, na które jego żona przygotowuje nieodmiennie jajka po wiedeńsku, kawę zbożową i konfiturę z wiśni z przydomowego ogródka. Po drodze mija kiosk z gazetami. Tutaj czeka już na pana Czesława spora paczuszka ze starannie dobranymi przezeń tytułami prasy.

Dalej obowiązkowa wizyta na ukochanym wrocławskim dworcu – który uważa za jeden z najpiękniejszych na świecie – i rozmowy z dawnymi kolegami. Ale pana Czesława znają tutaj wszyscy. Także ci, którzy dopiero uczą się kolejarskiego fachu. Bo ów starszy pan to żywa legenda wrocławskiego kolejnictwa. Jako maszynista przejechał wszak Polskę wzdłuż i wszerz. Nadal jednak ciągnie wilka do lasu. Pan Czesław lubi postać w dworcowym holu, posłuchać zapowiedzi pociągów, przejść się po peronach. Sam mówi, że to trochę jak narkotyczne uzależnienie.

Z dworca udaje się zawsze do swojej ulubionej kawiarni na starówce, gdzie od lat czeka na niego ten sam stolik przy oknie. Tutaj dopiero przy aromatycznej kawie przychodzi właściwy moment na prasówkę. Telewizji pan Czesław nie ogląda od dawna.

A potem jeszcze kilkugodzinny spacer wśród wrocławskiej zieleni. Do domu dociera dopiero pod wieczór, koło godziny piątej, czasem szóstej – zmęczony, zgłodniały, ale odprężony. I wtedy je obiad.

– Ta część kolegów, która postanowiła na emeryturze odpocząć, szybko „skapciała” do reszty. Bo jak raz usiądziesz, to już tak łatwo nie wstaniesz. Dlatego żona ma ogródek, a ja moje „patrole po mieście”– mówi.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2007