Na ławie oskarżonych zasiadła starsza, prosta kobieta ze wsi, która w akcie desperacji zabiła swojego męża alkoholika, z którym żyła przeszło czterdzieści lat. W trakcie rozprawy zeznawali...
Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie przypomina mi pewną historię, usłyszaną w znanym programie, gdzie prawdziwi prawnicy biorą udział w fikcyjnych procesach sądowych.
Na ławie oskarżonych zasiadła starsza, prosta kobieta ze wsi, która w akcie desperacji zabiła swojego męża – alkoholika, z którym żyła przeszło czterdzieści lat. W trakcie rozprawy zeznawali różni świadkowie: córka, która dawno wyjechała z domu rodzinnego, sąsiad, który wspierał biedną kobietę z sąsiedztwa, ksiądz proboszcz, który nierzadko modlił się za tę patologiczną rodzinę.
Słuchając zeznań, zrodziła się we mnie myśl: no tak, ci ludzie potrafili współczuć, ale brakowało z ich strony realnej pomocy. Współczuli jak przypadkowo przechodzący kapłan, jak idący do Jerycha lewita. We wsi zabrakło Samarytanina.
Na szczęście ewangeliczna przypowieść ma happy end. To daje jakąś nadzieję. Każde nieszczęście może zakończyć się inaczej, niż by się wydawało. Potrzeba tylko autentycznego wsparcia, wyciągniętej dłoni, a nie pustego żalu i bezowocnego współczucia. Potrzeba, abyśmy stali się samarytanami.
Patryk A. Nachaczewski
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









