Logo Przewdonik Katolicki

Niepopularne słowo

ks. Tomasz Rogoziński
Fot.

Wydaje się, że ze słownika współczesnego świata powoli, ale systematycznie wyklucza się pewne bardzo ważne słowo służba. Mimo iż pojawia się bardzo często dla określenia pewnej sfery ludzkiej działalności, to jednak coraz częściej jest ono unikane w wypowiedziach, ze względu na charakter i samo przesłanie z niego płynące. Można odnieść wrażenie, że człowiek zaczyna...

Wydaje się, że ze słownika współczesnego świata powoli, ale systematycznie wyklucza się pewne bardzo ważne słowo – służba. Mimo iż pojawia się bardzo często dla określenia pewnej sfery ludzkiej działalności, to jednak coraz częściej jest ono unikane w wypowiedziach, ze względu na charakter i samo przesłanie z niego płynące. Można odnieść wrażenie, że człowiek zaczyna bać się tego słowa.

Powody takiego zachowania możemy mnożyć. „Służba” to słowo wymagające, które skłania do szlachetnego postępowania, związanego z trudem płynięcia pod prąd i wyrzeczeniami. Służyć to znaczy być wiernym temu wyborowi, którego się dokonało. Jako chrześcijanie dokonaliśmy wyboru pójścia w swoim życiu za Chrystusem, który mówi do nas, że „Syn człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”(Mk 10, 45).

Dzisiaj służyć to znaczy dostrzegać człowieka. Widzieć go z tym wszystkim, z czym do nas przychodzi. Niekiedy jest to wołanie o pomoc z powodu biedy duchowej lub materialnej, innym razem samotność i zagubienie. Służebna postawa człowieka jest zagrożona zachowaniem określonym mianem „patrzenia w lustro”. Zapewne znane jest nam opowiadanie, którego sens i finał sprowadza się do zdania, że człowiek, który patrzy przez szybę, dostrzega świat znajdujący się za oknem, ale wystarczy odrobina srebra, aby widział tylko siebie. To niebezpieczeństwo dotyka każdego bez wyjątku, bowiem bardzo często jesteśmy bombardowani propozycjami, które przysłaniają nam twarz Chrystusa w drugim człowieku.

Nie ulega wątpliwości, że łatwiej jest mówić, że naszym zadaniem jest służba, trudniej jednak to wykonać. Dzieje się tak, ponieważ znosi ona pewne granice, które stawiamy sobie, traktując swoje obowiązki wyłącznie jako zawód lub powierzoną na jakiś czas funkcję. Służba ma natomiast szersze horyzonty. Pewien trend związany z wymazywaniem tego słowa z powszechnego użycia podyktowany jest też myśleniem, w którym określanie czegoś służbą umniejsza rangę spełnianej misji. Wszyscy jednak chcielibyśmy, aby ci, którym powierzamy kształt warunków naszego życia, reprezentowali postawę służebną.

Niezwykle zatem ważnym zadaniem, jakie stawia przed nami współczesny świat, jest zaszczepienie służebnej postawy w dzieciach i ludziach młodych. Przecież to oni za jakiś czas będą kształtować oblicze ziemi. Z telewizji i przed ekranem komputera tego się nie nauczą. Jest to niewątpliwie trudna misja. Jeżeli jednak tego nie uczynimy, to będziemy coraz częściej spotykać się ze strony młodzieży z postawą obojętności, niechęci oraz pytaniami: czy mi się to opłaca, ile z tego będę miał. Zabraknie natomiast miejsca na postawę szlachetną i bezinteresowną, pozwalającą wzrastać w tym co dobre. A wielu z nich naprawdę pragnie zrobić w życiu coś dobrego, co potwierdzają choćby rzesze młodych zaangażowanych w wolontariat, Caritas lub 300 tysięcy starszych i młodszych ministrantów, którzy każdego dnia, mimo niekiedy negatywnego odbioru wśród rówieśników, swój wolny czas poświęcają na służbę przy ołtarzu. Zapewne niejednemu z nich bliskie są słowa: „Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenia” (Syr 2,1).

Miejmy czas na ukazanie dzisiejszemu młodemu pokoleniu szerszych horyzontów i sami żyjmy tak, aby słowo „służba” stało się dla nich czymś atrakcyjnym, a wtedy nie odejdzie ono do lamusa, ale będzie żywą postawą przynoszącą dobre owoce.

Mój cytat

Działanie praktyczne pozostaje niewystarczające, jeżeli nie jest w nim uchwytna miłość do człowieka, miłość, która się karmi spotkaniem z Chrystusem. Głęboki, osobisty udział w potrzebie i cierpieniu drugiego staje się w ten sposób dawaniem samego siebie: aby dar nie upokarzał drugiego, muszę mu dać nie tylko coś mojego, ale siebie samego, muszę być obecny w darze jako osoba.

Ten właściwy sposób służenia czyni posługującego pokornym. Nie wynosi się on nad drugiego, jakkolwiek nędzna byłaby w danym momencie jego sytuacja. Chrystus zajął ostatnie miejsce na świecie – krzyż – i właśnie z tą radykalną pokorą odkupił nas i nieustannie nam pomaga. Kto pomaga, dostrzega, że właśnie w ten sposób jemu jest udzielana pomoc; nie jest jego zasługą ani tytułem do chluby fakt, że może pomagać. To zadanie jest łaską. Im bardziej ktoś angażuje się na rzecz innych, tym bardziej zrozumie i przyjmie słowo Chrystusa: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy” (Łk 17,10). Uznaje bowiem, że działa nie z powodu swej wyższości albo większej skuteczności, ale dlatego, że Pan go obdarowuje.

Benedykt XVI, encyklika „Deus caritas est”

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki