W Japonii trwa śledztwo dotyczące ogromnej afery budowlanej i jej głównych „schwartzcharakterów” – Hidetsugu Aneha i Susumu Ojima. Kilkadziesiąt nowo wybudowanych apartamentowców i hoteli nie spełnia podstawowych wymagań w zakresie wytrzymałości na trzęsienia ziemi. Przez nieuczciwego architekta i powiązane z nim firmy budowlane, deweloperskie oraz inspektorów nadzoru setki rodzin stracą dach nad głową.
W listopadzie 2005 roku rząd japoński poinformował, że trzynaście dużych kompleksów mieszkalnych i hoteli w Tokio nie spełnia warunków bezpieczeństwa nawet w przypadku niewielkich wstrząsów sejsmicznych, zaś siedem prawdopodobnie runie przy średnich magnitudach. Wszystkie budynki zaprojektował ten sam architekt: 48-letni Hidetsugu Aneha związany z budownictwem od trzydziestu lat. Teraz został pozbawiony uprawnień projektowych.
Po tragedii w Kobe w 1995 r., gdy w wyniku trzęsienia ziemi zginęło ponad 6 tys. osób, zaostrzono przepisy budowlane. Japończycy byli odtąd święcie przekonani, że ich nowo budowane domy są bezpieczne.
Wymuszone oszczędności
Budynki Nipponu wywołują mieszane uczucia. Trudno je nazwać ładnymi. Stłoczone na maleńkiej powierzchni, z brązowymi elewacjami i zewnętrznymi klatkami schodowymi czasem przypominają gigantyczne bunkry. W szczególnie narażonym na silne trzęsienia ziemi kraju z założenia nacisk kładziony jest nie na estetykę, ale na bezpieczeństwo i maksymalne wykorzystanie powierzchni. Architekci i inspektorzy nadzoru używają ponad 106 zaaprobowanych przez ministerstwo programów obliczeniowych i sprawdzających. Każda wydrukowana strona ma specjalne oznakowanie potwierdzające autentyczność obliczeń. Okazało się jednak, że parametry programu mogą być zmienione. Przy użyciu prostego edytora tekstu można np. zwiększyć współczynniki wytrzymałości materiału.
Pomysłowy Aneha zredukował w ten sposób znacznie ilość użytej stali konstrukcyjnej. W ekstremalnych przypadkach wytrzymałość budynku spadła tym samym do 20 procent. Architekt stwierdził, iż nie jest jedynym winnym w tej sprawie i nie powinien sam ponosić odpowiedzialności zarówno prawnej, jak i finansowej. – Jestem winny, lecz nie jest to operacja, jaką byłbym w stanie przeprowadzić sam i pragnę, by ludzie to zrozumieli – oświadczył. Fałszerstw dokumentacji dopuścił się pod naciskiem firm budowlanych i deweloperskich, od których otrzymywał zlecenia.
Budowlana ośmiornica
Początki całego procederu sięgają 1998 roku. Pogłębiający się kryzys na rynku budowlanym sprawił, iż otrzymywanie zleceń stało się coraz trudniejsze. 45-letni Akira Shinozuka z Kimura Construction (Kumamoto), która była wykonawcą większości projektów pracowni Aneha, oraz Huser Management Ltd. – największy japoński deweloper zażądali od architekta zmiany projektu, przedstawiając docelowe kwoty, w jakich należy zamknąć inwestycję. Cięcia kosztów były niezbędne, by przetrwać na konkurencyjnym rynku. Pierwsze poprawki, mieszcząc się „o włos” w dopuszczalnych normach, były ponoć zgodne z prawem. Przy kolejnych zleceniach wymagania inwestorów były coraz bardziej wyśrubowane. Aneha informował ich o zagrożeniu, jednak nie był w stanie odmówić poprawek w obawie przed utratą pracy i pozostaniem bez środków do życia. – Byłem słaby – mówi. – Moja żona była wtedy ciężko chora i wielokrotnie przebywała w szpitalu.
Shinozuka stanowczo zaprzeczył, jakoby zmuszał Aneha do łamania norm bezpieczeństwa. Jak mówi, jedynie prosił go o redukcję stali w dopuszczalnych prawem granicach. Inni negatywni bohaterowie tej afery budowlanej to firma konsultingowa Sogo Keiei Kenkyujo (Soken) oraz Heisei Sekkei Co, powiązane z Kimura i budujące dla niej hotele w różnych zakątkach Japonii. Według Aneha podczas prowadzonych przez powyższe firmy inwestycji fałszerstwa stały się rutyną. – To pomówienia – upierał się Takeshi Uchikawa zarządzający grupą, nawet wtedy, gdy znaleziono dowody na to, iż Soken wywierało nacisk na Heisei, by zmniejszyć ilość zbrojenia. Huser wielokrotnie wypłacał nagrody „oszczędnym” architektom, a wiedząc już o toczącym się dochodzeniu, pośpiesznie sprzedawał wadliwe lokale. – Każdy choć trochę znający się na konstrukcji, mógł z łatwością wykryć moje błędy – mówił Aneha.
Pierwsza ofiara śmiertelna
Ciało jednego z dyrektorów firmy architektonicznej współpracującej z Aneha, 55-letniego Nobuhide Morita, znaleziono u podnóża morskiego klifu w Kamakura niedaleko Tokio. – Nie wiedziałem nic o fałszerstwach. Wybrałem firmę Aneha na podwykonawcę, ponieważ miałem do niej zaufanie i wierzyłem w jej prestiż. Teraz obwiniam się, gdyż projekty budynków sygnowane są przez moją firmę – mówił Morita tuż po wybuchu skandalu. Najprawdopodobniej popełnił potem samobójstwo, o czym świadczyć może notatka pozostawiona w biurze: „Nie mam innego wyjścia. Przysporzę innym wielu kłopotów”.
Kolejne dni przesłuchań ujawniły ogromną skalę procederu. Dotąd zamknięto 21 hoteli w różnych częściach Japonii, a setki mieszkańców otrzymały nakazy ewakuacji. Trwają prace mające na celu sprawdzenie konstrukcji wszystkich budynków budowanych przez firmy zamieszane w obecną aferę. Jest ich ponad 300, a 71 z nich już uznano za niebezpieczne. Tokijskie Zrzeszenie Firm Architektonicznych w ciągu kilku dni otrzymało od zaniepokojonych mieszkańców setki petycji z prośbą o sprawdzenie stanu budowli. Po firmie Aneha, audyty mają przejść wszystkie większe budynki, gdyż zaufanie do szanowanych korporacji budowlanych zostało mocno nadszarpnięte.
Mieszkańcy w kropce
W najgorszej sytuacji są sieci hotelowe i indywidualni mieszkańcy. Ceny gruntów i mieszkań w Kraju Kwitnącej Wiśni są bardzo wysokie. Pochłaniają oszczędności całego życia i często wymagają zaciągnięcia 20-30-letnich kredytów mieszkaniowych. Część Japończyków może pomarzyć o kupnie własnego kąta dopiero po przejściu na emeryturę. Teoretycznie możliwe jest umocnienie konstrukcji budowli „od zewnątrz”, lecz w wielkich metropoliach, gdy domy budowane są tuż przy granicach działek, praktycznie „okno w okno”, jedynym rozwiązaniem jest wyburzenie i postawienie ich od nowa. Rząd do tej pory nie zadeklarował jednoznacznie, jak zamierza pomóc ofiarom oszustów. Obiecano im 2200 niewielkich, tymczasowych mieszkań komunalnych i pomoc w przeprowadzce. Po wyburzeniu grunt odkupić miałoby miasto, a uzyskane pieniądze pozwoliłyby mieszkańcom na spłatę części rat. Po wybudowaniu nowego budynku nie dostaliby jednak mieszkań, a jedynie mieliby szansę pierwokupu. Wiąże się to z koniecznością zaciągnięcia kolejnego kredytu, co przy przeciętnych dochodach jest mało realne. Niektórzy z lokatorów wprowadzili się do nowych bloków zaledwie miesiąc temu.
Lawirujący deweloper
– Chcemy pokryć straty mieszkańców – deklarował przesłuchiwany przed niższą izbą parlamentu prezes Husera. Ta firma wydaje się zyskać najwięcej na fałszowaniu projektów, chociaż Ojima próbował umniejszać swój udział. – Nigdy nikogo nie namawiałem do zmiany projektów i utrzymywania tego w tajemnicy – stwierdza, a świadkowie mówią coś innego... Japońskie prawo pozwala na odmowę zeznań obciążających samego siebie – prezes odmówił więc składania zeznań ponad 30 razy, co chwilę konsultując się z siedzącym obok prawnikiem. Ojima, który za wszelką cenę chciał obniżyć koszty inwestycji, kupował projekt za pośrednictwem firmy „krzaka” – APR zarządzanej przez własnego brata. Mówi się, że był to znakomity sposób na wyprowadzenie z Husera części zysków, gdyż roczny dochód APR pochodził w całości tej firmy.
Jest pewne, że Huser stoi przed widmem bankructwa. Firma zmieniła siedzibę i nie będzie w stanie wypłacić odszkodowań wszystkim poszkodowanym. Ojima zwrócił się o pomoc do państwa. Dotychczasowe straty mieszkańców są szacowane na 14 miliardów jenów. Pomimo współczucia poszkodowanym 50 proc. ankietowanych nie potrafi zrozumieć, dlaczego rząd ma pokryć szkody spowodowane przez prywatne firmy. Japończycy uważają, iż należy zaostrzyć prawo i systemy weryfikacji projektów, zaś o zadośćuczynienie powinni martwić się winni. To niestety niewykonalne: Kimura Construction ogłosiła upadłość w ubiegłym miesiącu i jest kwestią czasu, kiedy w jej ślady pójdą pozostali. Tymczasem rozpoczęto wyburzanie wadliwych konstrukcji projektowanych przez Aneha. Kimura jest popularnym nazwiskiem i problemy mają teraz wszystkie tak nazywające się przedsiębiorstwa związane z budownictwem. W prospektach nowych inwestycji firmy prześcigają się w zapewnieniach o bezpieczeństwie, lecz na rynku budowlanym zapanował zastój.
Według szacunków Japończyków ok. 11,5 mln budynków nie spełnia norm z 1981 roku dotyczących wstrząsów sejsmicznych.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












