Tragiczna śmierć córki Afrodyty miała ogromny wpływ na Pani życie oraz karierę artystyczną...
Do tego momentu nasze życie było jedną wielką radością; był ciepły i pogodny dom, pełen rodziny i przyjaciół, były plany i marzenia dotyczące...
Z Eleni, piosenkarką, tegoroczną laureatką Feniksa – nagrody polskich kawalerów maltańskich, rozmawia Jadwiga Knie-Górna
Tragiczna śmierć córki Afrodyty miała ogromny wpływ na Pani życie oraz karierę artystyczną...
– Do tego momentu nasze życie było jedną wielką radością; był ciepły i pogodny dom, pełen rodziny i przyjaciół, były plany i marzenia dotyczące przyszłości Afrodyty; wykonywałam pracę, którą zawsze kochałam, moja kariera doskonale się rozwijała, czyli pełna idylla. W tym życiu zawsze obecny był także Bóg. Dookoła nas działy się różne rzeczy, również dramatyczne; ktoś tracił dziecko w wyniku nieszczęśliwego wypadku czy też ciężkiej choroby, ale działo się to jakby z dala od nas. Nigdy nie dopuszczałam myśli, że takie nieszczęście może dotknąć także mnie. Tak się jednak stało, straciliśmy jedyne dziecko, Afrodytę. Od tego czasu zaczęłam przewartościowywać całe swoje życie. Nauczyłam się ustawiać odpowiednią hierarchię problemów, z którymi stale się borykam. Myślę, że każde tragiczne doświadczenie, które dotyka człowieka, bardzo rozwija go duchowo. Tak też było ze mną, coraz głębiej wchodziłam w siebie, sięgałam po różną literaturę związaną ze śmiercią i to mi bardzo pomagało. Choć od dziecka wpajano mi, że drugi człowiek jest bardzo istotny w naszym życiu, to po śmierci Afrodyty zaczęłam jakby wyraźniej go dostrzegać. W chwili odejścia córki całe moje życie legło w gruzach, pozostał mi tylko jego solidny fundament wyniesiony z domu rodzinnego. Na nim mogłam powoli budować swoje „nowe” życie.
Pani piosenki również się zmieniły.
– Miałam szczęście, że na swojej drodze spotkałam znakomitych kompozytorów i autorów tekstów. W piosenkach śpiewałam o swoim życiu, dlatego promieniowała z nich miłość, radość, optymizm, pogoda ducha, którym zawsze towarzyszył akcent grecki. Po śmierci córki chciałam, aby powstała płyta z konkretnym przesłaniem; nie miała to być płyta smutna i łzawa, ale wzbudzająca refleksję, taka, która spowoduje, że zatrzymamy się i zastanowimy nad własnym życiem. Bowiem często przez to nasze zabieganie gubimy i nie dostrzegamy tego, co tak naprawdę w życiu jest istotne. Niestety, dziś wiem, że za życia Afrodyty wiele takich spraw mnie ominęło, pewnych sygnałów nie odebrałam należycie, sporo z nich nie dotarło do mnie. Dlatego teraz często podczas spotkań z młodymi ludźmi proszę ich, aby nie bagatelizowali smutnych nastrojów rówieśników i nie pozostawali obojętni wobec ich łez.
Jest Pani fenomenem rynku fonograficznego, na którym utrzymuje się ponad trzydzieści lat. Jak wytłumaczyć fakt, że Pani fanami są zarówno dzieci, jak i osoby starsze?
– W każdym zawodzie, który się wykonuje i do tego kocha, powinno się zawsze pozostawać sobą, czyli człowiekiem, a nie gwiazdą. Poza tym darem, który otrzymujemy od Boga, powinniśmy też umieć dzielić się z drugim człowiekiem. Przez te wszystkie lata starałam się nie lekceważyć publiczności. Starałam się być zawsze rzetelna, obowiązkowa i punktualna. Po koncertach, mimo zmęczenia, byłam otwarta na spotkanie z drugim człowiekiem. Pozostałam też wierna swojemu stylowi.
Media nieustannie powtarzają, że bolączką współczesnego świata jest brak autorytetów. Czy zgadza się Pani z tą opinią?
– Absolutnie nie! Uważam, że w otaczającym nas świecie jest bardzo wiele wspaniałych autorytetów, tylko często nie umiemy ich dostrzec. Na pewno największym autorytetem dla całego świata był i jest nasz Ojciec Święty Jan Paweł II, który przekazał nam niesamowite dziedzictwo, jednocześnie ukazując bardzo prostą drogę, jaką powinniśmy kroczyć, by je realizować. Pokazał nam również, że naszą głęboką wiarę wyrażamy poprzez miłość i poszanowanie drugiego człowieka.
Pani bardzo czynnie realizuje jego naukę poprzez udział w licznych dziełach charytatywnych. Wspomaga Pani domy dziecka, hospicja, domy seniorów, szpitale. Ta lista jest bardzo długa.
– Na początku tej drogi obecny był mój serdeczny przyjaciel, ksiądz Arkadiusz Nowak, z którym spotkaliśmy się krótko przed śmiercią Afrodyty. Był też przy mnie w tragicznych chwilach mojego życia. Wzajemnie się wspieramy; ja jemu pomagam w zbieraniu funduszy na dzieła związane z chorymi na AIDS, a on wspiera mnie duchowo. Po jakimś czasie stwierdziłam, że jest wielu ludzi, którzy, czy to ze względu na wiek, czy stan zdrowia, mają bardzo ograniczony kontakt ze sztuką. Dlatego staram się być obecna tam, gdzie ludzie oczekują wniesienia w ich codzienne, często smutne i bolesne życie odrobiny radości, uśmiechu, a także słońca. Tych miejsc jest bardzo wiele. Życie kolejny raz przewrotnie pokazało, że podczas tych minikoncertów słowno-muzycznych o wiele więcej otrzymuję niż daję! Nic bowiem w życiu nie jest tak cenne, jak uśmiech na buzi dziecka czy twarzy starszego, często osamotnionego człowieka.
Jednak nie poprzestaje Pani na niesieniu pomocy osobom chorym, starszym, ale także wspiera ich rodziny, często nie umiejące sobie poradzić z krzyżem, który muszą dźwigać.
– Staram się tylko dzielić swoim życiowym doświadczeniem, przede wszystkim próbuję wnieść w ich życie odrobinę pogody ducha i nadziei. Często wystarczy tylko wysłuchać drugiej osoby, która musi z siebie wyrzucić ogromny ból. Ja także dźwigam swój krzyż utraty dziecka, przeszłam bardzo trudną drogę, dlatego mając takie doświadczenie mówię, że trzeba pogodzić się z wolą Bożą, wówczas ten krzyż jest znacznie lżejszy. To wszystko i okazuje się, że aż tyle. Dobrych ludzi na tym świecie jest całe mnóstwo, tylko ich dzieła są mniej widoczne; moje bardziej, ponieważ jestem osobą publiczną.
Czy zdawała sobie Pani sprawę, że ewangelizuje poprzez śpiew?
– Nie, aż do momentu, kiedy uzmysłowili mi to ludzie, którzy przychodzili po koncercie, mówiąc, że po wysłuchaniu moich piosenek chcieliby stać się lepszymi ludźmi, chcieliby zmienić swoje życie. Moje śpiewanie poruszyło w ich sercach jakieś dobre struny, to jest najpiękniejsza nagroda dla artysty. To jest także wielka zasługa autorów moich przepięknych tekstów, które od lat pisze Leszek Konopiński czy Jacek Bukowski oraz wielu innych. Bez nich nie osiągnęłabym tego wszystkiego.
Przebaczać i być dla innych – to chyba najważniejsze słowa w Pani życiu?
– Myślę, że te słowa powinny być najważniejszymi w życiu każdego człowieka wierzącego.
A modlitwa?
– W moim życiu odgrywa ogromną rolę. Nie potrafię już żyć bez kontemplacji, bez całkowitego wyciszenia, które daje mi siłę do dalszych działań. Bardzo lubię się modlić w samochodzie, w którym spędzam dużo czasu. Myślę, że bardzo istotne jest również odnoszenie się poprzez modlitwę do naszych życiowych problemów. Modlitwa to także każdy nasz dobry uczynek.
Jest Pani laureatką wielu nagród, w tym tak cennej, jak nagroda św. Rity. Teraz otrzymuje Pani nagrodę Feniksa, którą przyznają kawalerowie maltańscy za przekazywanie wartości chrześcijańskich w działalności artystycznej.
– Jestem bardzo mile zaskoczona, że moje małe dzieła zauważyli kawalerowie maltańscy. Zawsze przy takich okazjach mam bardzo mieszane uczucia, bowiem z jednej strony przyznawana nagroda sprawia mi ogromną radość, z drugiej – ogromnie peszy, gdyż to, co robię, wypływa tylko i wyłącznie z potrzeby mojego serca. Słowa jednej z moich piosenek mówią, że dobry świat to ty i ja, bo tak naprawdę sensem naszego życia jest drugi człowiek.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













