Logo Przewdonik Katolicki

Kubańczykom na pomoc

ks. Dariusz Madejczyk
Fot.

Z Przemysławem Häuserem, ambasadorem Zakonu Kawalerów Maltańskich na Kubie, rozmawia ks. Dariusz Madejczyk Co to znaczy: być ambasadorem Zakonu Maltańskiego? Jest to normalna służba dyplomatyczna, czyli reprezentowanie interesów swojego kraju w innym kraju, w tym wypadku: reprezentacja Kawalerów Maltańskich na Kubie. Zakładam jednak, że bycie ambasadorem to także działanie na rzecz...

Z Przemysławem Häuserem, ambasadorem Zakonu Kawalerów Maltańskich na Kubie, rozmawia ks. Dariusz Madejczyk


Co to znaczy: być ambasadorem Zakonu Maltańskiego?

Jest to normalna służba dyplomatyczna, czyli reprezentowanie interesów swojego kraju w innym kraju, w tym wypadku: reprezentacja Kawalerów Maltańskich na Kubie. Zakładam jednak, że bycie ambasadorem to także działanie na rzecz kraju, do które jest się posłanym. Jako ambasador Zakonu Kawalerów Maltańskich, w którego założeniach jest niesienie różnorakiej pomocy ludziom, tym bardziej czuję się do tego działania na rzecz Kubańczyków powołany, zwłaszcza że przesłanie Zakonu jest bardzo jednoznaczne: obrona wiary i służba ubogim.

Czy w tamtejszych realiach daje się to przesłanie realizować?
Ten pierwszy człon – obrona wiary - jest bardzo trudny. Kraj jest laicki, a problemy wiary zostały zepchnięte do sfery prywatnej każdego obywatela. Właściwie jako dyplomata nie mogę tego komentować, myślę jednak, że czytelnicy „Przewodnika” doskonale wiedzą, co mam na myśli. Natomiast organizacja i koordynacja wszelkiej pomocy humanitarnej, szczególnie pomocy skierowanej dla ludzi chorych i bardzo ubogich – to jest zadanie realizowane w każdym kraju na świecie. Bez względu na to, czy jest to Kuba, czy np. Niemcy, Francja lub Polska.

Normalnie ambasador Zakonu działa we współpracy z lokalnymi strukturami Kawalerów w danym kraju. W moim przypadku jest to o tyle skomplikowane, że centrala Kubańskiego Stowarzyszenia Kawalerów Maltańskich znajduje się w Maiami… Do zagospodarowania jest oczywiście pomoc płynąca z Europy, a w tym momencie bardzo intensywnie zajmuję się też organizacją pomocy ze strony przyjaciół w Polsce. Otwartość ze strony ludzi, z jaką się w tej sprawie spotkałem, jest dla mnie wprost zadziwiająca.

Jakie były początki działalności Pana Ambasadora na Kubie?
- Zaczęło się wszystko od ludzi. Niezwykle ważną postacią na Kubie, właściwie od pierwszego dnia mojego pobytu w tym kraju, jest kard. Jaime Lucas Ortega y Alamino, arcybiskup Hawany. Powiedziałbym, że jest on moim aniołem stróżem na Kubie. Dzięki niemu udało mi się poznać kraj i miejsce Kościoła katolickiego na Kubie. W bardzo dobrych relacjach jesteśmy też z abp. Luiggim Bonazzim, nuncjuszem apostolskim na Kubie.

U początku mojej działalności bardzo dużą pomoc otrzymałem również od przedstawicieli Ambasady RP w Hawanie. Przyjęto mnie tam w sposób bardzo przyjacielski i udzielono ogromnej pomocy przy organizacji placówki dyplomatycznej Zakonu.

Trzon ambasady stanowią: pani Corina Mari, sekretarz ambasady, a zarazem niesamowity dyplomata, oraz pan Sławomir Wroński, pierwszy sekretarz ambasady – młody człowiek, który ma bardzo dobry kontakt z młodymi wolontariuszami. Ja siłą rzeczy wiele czasu spędzam poza Kubą, bo tylko tak można organizować pomoc, na której tak bardzo nam zależy.

Jaka jest podstawowa działalność ambasady?
- Rozpoczęliśmy od podstaw, tzn. od dożywiania ludzi, którzy borykają się z bardzo poważnymi problemami. Są to przede wszystkim ludzie chorzy i starsi, zwłaszcza po siedemdziesiątce.

Młodzi, jak wiadomo, zawsze sobie jakoś radzą; starsi wymagają bardzo konkretnej pomocy. Ambasada współpracuje dziś z wieloma parafiami, przy których działają kuchnie przyparafialne. To one codziennie goszczą ludzi starszych i matki samotnie wychowujące dzieci. Tym ludziom wydaje się 2–3 posiłki dziennie i raz na miesiąc większą paczkę z produktami takimi jak mąka czy olej. Każda z kuchni jest w stanie wydać dziennie ok. 100 posiłków, a samych punktów jest obecnie mniej więcej 30 w całym kraju.

Jak wygląda organizacja takiej kuchni?
- Z tym bywa różnie. Wiele parafii nie posiada odpowiednich pomieszczeń. Tak więc w praktyce bardzo często w bocznych nawach kościołów ustawia się krzesła i stoliki, i tam właśnie można spokojnie spożywać posiłki.

Cały pomysł nie jest nowy. Jest to działanie, które zrodziło się już jakiś czas temu, zupełnie spontanicznie, jako typowa działalność parafialna, potem natomiast kuchnie otrzymały wsparcie Zakonu Maltańskiego.

Kto w szczególny sposób jest odpowiedzialny za tę pomoc?
- Cała akcja rozwija się głównie dzięki wolontariuszom. Bardzo mnie cieszy, że są to przede wszystkim ludzie młodzi.



Rozumiem, że są to Kubańczycy?
- Tak, jest to w większości kubańska młodzież. Najczęściej są to wychowankowie tamtejszych parafii. Ci młodzi ludzie zostali po prostu przyciągnięci do Kościoła, co w tamtejszych warunkach nie jest łatwe i teraz wspierają swoich proboszczów. Jak wygląda życie religijne młodzieży, niech zilustruje wypowiedź jednego z proboszczów, opowiadającego o grupie wycieczkowej, która odwiedziła jego kościół: młodzież z grupy nie wiedziała ani co to za budynek, ani kim jest Człowiek na krzyżu…

Jak możemy pomóc Kubańczykom?

„Przewodnik Katolicki” oraz Caritas Archidiecezji Poznańskiej pragną wesprzeć akcję Ambasady Zakonu Kawalerów Maltańskich na Kubie. W związku z tym zachęcamy naszych Czytelników, którzy chcieliby przyjść z pomocą kuchniom parafialnym na Kubie, do dokonywania wpłat na specjalne konto:

Caritas Archidiecezji Poznańskiej
Bank Śląski 78 1050 1520 1000 0023 1750 4120
Tytuł wpłaty: Darowizna – Kuba - PK


Czym jeszcze zajmuje się ambasada?
- Oprócz pomocy materialnej, jak widać, potrzebna jest więc także pomoc natury duchowej. Mówi się, że większość mieszkańców Kuby to ludzie wierzący. Na Mszach św. jest ich jednak niewielu. By wyjść jakoś naprzeciw tym duchowym potrzebom, postanowiłem na początek odświeżyć w pamięci Kubańczyków wizytę Jana Pawła II na Kubie, której 10. rocznica będzie obchodzona w styczniu 2008 roku. Rozpocząłem w tej sprawie rozmowy z rządem kubańskim (i otrzymałem już nawet wstępną zgodę), by zorganizować w Hawanie wystawę fotograficzną zdjęć Arturo Mari, poświęconą tamtej pielgrzymce. Zakładam, że po Hawanie wystawa ta powinna trafić do wszystkich największych miast w kraju i mam nadzieję, że to się uda.

Drugi projekt ma charakter filmowy. Chodzi o to, by w parafiach, gdzie funkcjonują kuchnie, zainstalować duże telewizory z odtwarzaczami DVD i prezentować na nich filmy religijne czy dokumentalne, takie jak np. „Jezus z Nazaretu”, „Pasja” czy „Tajemnice Watykanu”. Chodzi o to, by ludzie, zwłaszcza starsi, zamiast grać w domino, zaczęli poznawać to, czego do tej pory nie wiedzieli. Jako człowiek mediów i pasjonat filmu, pomyślałem, że jest to akcja naprawdę nowoczesnej ewangelizacji.

Trzecia rzecz, na jakiej bardzo mi zależy, to renowacja starych kościołów na Kubie. Znajduje się tam wiele wspaniałych świątyń, które dotknął już ząb czasu. Wydaje mi się, że przywrócenie im dawnej świetności to też jedno z niezwykle ważnych zadań, jakie mamy do spełnienia.

By mówić w bardziej realny sposób o pomocy dla Kubańczyków, warto wspomnieć, jak wygląda sytuacja finansowa mieszkańców Kuby.
Przeciętna płaca wielu zwykłych ludzi to ok. 15-20 dolarów miesięcznie, czyli jakieś 40-50 złotych. Może ta kwota wydaje się nieprawdopodobnie niska, ale przecież pamiętamy jeszcze czasy, gdy także w naszym kraju tyle się zarabiało… Koszty utrzymania jednej kuchni wahają się między 300 a 500 kubańskich peso, czyli 250-450 euro miesięcznie. Osobiście staram się pozyskiwać środki na ten cel na całym świecie. I jak dotąd udaje się to wszystko rozwijać. Myślę jednak, że także Polacy mają tu wiele do zrobienia.

Co w takim razie mogą zrobić Czytelnicy „Przewodnika Katolickiego”?
Mogą zrobić rzecz bardzo konkretną. Caritas Archidiecezji Poznańskiej uruchomiło specjalne subkonto, na które każda osoba, pragnąca udzielić wsparcia, może wpłacać pieniądze na pomoc dla Kuby. Te pieniądze, poprzez Ambasadę Zakonu Kawalerów Maltańskich, zostaną spożytkowane właśnie we wspomnianych kuchniach. Całość działań związanych z wydawaniem środków jest dokumentowana, tak by środki finansowe przeznaczane na ten cel nie zostały zmarnowane, ale były dobrze wykorzystane.

Dodam jeszcze, że Kubańczycy bardzo sobie tę pomoc cenią. Ale cenią sobie także samą pamięć. Świadomość, że ktoś o nich pamięta, jest dla nich bardzo budująca. Na spotkaniach w parafiach często powtarzam: „pamiętajcie, że nie jesteście sami”. To jest dla nich niesamowite wsparcie. Naprawdę nie chodzi tylko o posiłek. Oni niezwykle się cieszą, że świat o nich pamięta.

Przemysław Häuser - ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Zakonu Kawalerów Maltańskich na Kubie; producent filmowy; promotor medialnej dokumentacji pontyfikatu Jana Pawła II. Jego produkcje filmowe to m.in. „Tajemnice Watykanu” i przygotowywany właśnie na podstawie książki kard. St. Dziwisza film „Świadectwo”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki