Logo Przewdonik Katolicki

Wielka katecheza Benedykta XVI

ks. Dariusz Madejczyk
Fot.

Kiedy w środowy, chłodny, ale słoneczny poranek docieraliśmy na plac św. Piotra, około godz. 8.30 większość sektorów była już wypełniona ludźmi, którzy czekali na papieską audiencję. A miała się ona zacząć dopiero za dwie godziny.

  
Chociaż trzymaliśmy w dłoniach bilety na ostatnią audiencję papieża Benedykta XVI, nie było pewności, czy uda się dotrzeć w głąb placu i choćby przez chwilę być bliżej niego. Atmosfera ostatnich chwil pontyfikatu i świadomość, że uczestniczymy w historycznym wydarzeniu, udzielały się wszystkim, więc wszyscy chcieli też być w samym centrum wydarzeń – tam, gdzie papież.
Kiedy po jakiejś godzinie oczekiwania w absolutnym ścisku znaleźliśmy się wreszcie w kolejnej grupie wpuszczonej do jednego z bliższych sektorów, całkiem niespodziewanie trafiliśmy w „strategiczne” miejsce, gdzie miał przejeżdżać papieski papamobile. I rzeczywiście, kilkanaście minut przed godz. 11.00 mogliśmy raz jeszcze zobaczyć z bliska uśmiechniętą twarz Ojca Świętego Benedykta XVI.
 
„Panie, czego ode mnie żądasz?”
Trudno przeniknąć myśli człowieka, który ostatni raz jako papież spogląda na wiernych i tym prostym gestem pozdrowienia z okien przeszklonego samochodu żegna się z nimi. Może zresztą tego rodzaju dywagacje są w ogóle niepotrzebne… Gdy Ojciec Święty zakończył objazd placu, po wysłuchaniu czytania z Listu do Kolosan, we wzruszających słowach sam mówił o swoich przeżyciach, które towarzyszyły mu, gdy rozpoczynał pontyfikat w 2005 r., i tych, których doświadcza w jego ostatnich dniach.
„Kiedy 19 kwietnia – wspominał Benedykt XVI – niemal osiem lat temu, zgodziłem się przyjąć posługę Piotrową, miałem silną pewność, która mi zawsze towarzyszyła: tę pewność życia Kościoła Słowem Bożym. W tym momencie, jak już wielokrotnie mówiłem, w moim sercu rozbrzmiewały następujące słowa: „Panie, czego ode mnie żądasz? Na moje ramiona nakładasz wielki ciężar, ale jeśli tego ode mnie żądasz, na Twoje słowo zarzucę sieci, będąc pewnym, że Ty mnie będziesz prowadził, także pomimo wszystkich moich słabości. A Pan mnie naprawdę prowadził, był blisko mnie, każdego dnia mogłem odczuwać Jego obecność”.
Każdy pontyfikat jest głęboko analizowany, bywa streszczany w pewnych hasłach, które towarzyszyły posłudze danego papieża. Ostatnie słowa papieża Benedykta są chyba też takim hasłowym podsumowaniem tego, co słyszeliśmy przez prawie osiem lat jego pasterzowania jako biskupa Rzymu. Wiara i zaufanie – to dwa słowa, które powracały w czasie papieskich pielgrzymek i przenikały nie tylko całe jego nauczanie, ale przede wszystkim samo życie. Benedykt XVI całym swoim życiem pokazywał, że w centrum musi być Chrystus, że Kościół do Niego ma prowadzić wszystkich ludzi i Jemu trzeba powierzyć wszystko, czym żyjemy.
 
Łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego
Decyzja Ojca Świętego o tym, by się wycofać i służyć Kościołowi przez modlitwę i refleksję, jest też niezwykłą katechezą o Kościele i miłości do niego. Gdy papież mówi o swoich przeżyciach, o pytaniach, które stawiał Panu Bogu, o tym jak prosił o światło, by podjąć właściwą decyzję, w jego sercu jest zawsze troska o dobro Kościoła i pewność, że w tej łodzi, którą jest Kościół, zawsze obecny jest Chrystus. „Czułem się jak Piotr i apostołowie w łodzi na Jeziorze Galilejskim – mówił Ojciec Święty. – Pan dał nam wiele dni słonecznych i łagodnego wiatru, dni, kiedy połów był obfity. Były też jednak chwile, kiedy wody były wzburzone i wiatr przeciwny, jak w całej historii Kościoła, a Pan zdawał się spać. Ale zawsze wiedziałem, że w tej Łodzi jest Pan i zawsze wiedziałem, że łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego. Pan nie pozwoli, aby zatonęła. To On ją prowadzi, rzecz jasna także poprzez ludzi, których wybrał, bo tak zechciał. Taka była i jest pewność, której nic nie może przysłonić”.
To ważne słowo o całym życiu Kościoła, ale także ważne słowo na najbliższe dni. Stoimy w obliczu bardzo niezwykłego konklawe. A właściwie to trzeba by powiedzieć, że obecne konklawe będzie się odbywało w niezwykłym, innym niż dotąd kontekście. Tym kontekstem nie jest jednak to, że w Castel Gandolfo mieszka i modli się emerytowany papież. On, tego możemy być pewni, nie chce mieć na to konklawe innego wpływu jak tylko poprzez modlitwę – bo łódź Kościoła należy do Chrystusa. Tym nowym kontekstem jest, nie waham się tego powiedzieć: szaleństwo mediów i tych, którzy im ulegają, że można i należy w jakiś sposób wpływać na kardynałów, by wybrali nowego papieża według różnych, mniej czy bardziej mądrych, ludzkich oczekiwań. A przecież „łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego”… Nie potrzeba nam dziś prowokacyjnych plakatów z informacją, na którego kardynała głosować. Nie potrzeba nam głosów ateistów, którzy będą podpowiadali, które przykazanie nowy papież powinien wykreślić z Dekalogu i nie potrzeba „dobrych rad” polityków, którzy chcą się przypodobać takim czy innym środowiskom, zapominając, że ich życie i decyzje wpierw powinny się podobać Panu Bogu. Potrzeba na natomiast zaufania, że w łodzi Kościoła jest Pan. On jej nie opuszcza. On zawsze jest z nami.
Nie brakuje dziś ludzi, także młodych, którzy rozumieją znak, którym staje się dziś dla Kościoła nowe miejsce, jakie we naszej wspólnocie zajął Benedykt XVI. Tym „miejscem” jest modlitwa. W ślad za nim tysiące ludzi modli się dziś za kardynałów, by nie wybierali sami, ale czynili to z Boża pomocą, otwarci na światło Ducha Świętego. Akcja „Adoptuj kardynała” (www.adoptacardinal.org), zapoczątkowana przez niemiecką młodzież, jest konkretnym zadaniem i mocnym świadectwem, które musi w tych dniach przemawiać do ludzi wierzących i pokazywać drogę, po której idzie Kościół, czyli każdy z nas, ludzi wierzących. To zaproszenie do objęcia modlitwą konkretnych kardynałów streszczają w jakiś sposób słowa samego papieża, który dziękuje za wyrazy solidarności i modlitwę, o której zapewniają go ludzie z całego świata: „Można tu namacalnie dotknąć, czym jest Kościół – nie jest on organizacją, ani też stowarzyszeniem religijnym lub humanitarnym, ale żywym ciałem, komunią braci i sióstr w Ciele Jezusa Chrystusa, który nas wszystkich jednoczy. Doświadczenie Kościoła w ten sposób i możliwość niemal namacalnego dotknięcia siły jego prawdy i miłości jest motywem radości, w czasie, kiedy tak wielu mówi o jego upadku. Widzimy jednak jak bardzo Kościół jest dziś żywy!”.
*
Ostatnia papieska audiencja Benedykta XVI od pozostałych różniła się zapewne niezwykłą atmosferą, liczbą transparentów, klimatem radosnego pożegnania, z kimś, kto odchodzi, ale duchowo będzie wciąż bardzo blisko. To jednak, co robiło największe wrażenie, to właśnie ostatnie słowa Ojca Świętego. Wielka katecheza o Kościele i miłości do Kościoła. Katecheza, którą Józef Ratzinger przygotowywał od najmłodszych lat swojego życia, gdy modlił się z rodzicami i wraz z nimi przeżywał każdą niedzielą Mszę św. Dobrze tę katechezą przeczytajmy i niech w nas pozostanie jako swego rodzaju papieski testament.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki