Czym Kuba zaskoczyła Księdza w pierwszych dniach pobytu na wyspie?
- Tych chwil zaskoczenia było dość dużo. Po wyjściu z samolotu niemiłosierny upal i wilgoć. Policjanci niemal na każdym skrzyżowaniu ulic. Brak transportu wewnętrznego. Jeździły wtedy duże autobusy zwane „camelio” (wielbłądy), które w godzinach szczytu mogły pomieścić 220 osób. Tylko tubylec wiedział, gdzie jest przystanek, nie wspominając o rozkładzie jazdy, który nie istniał. Zrujnowane ulice, zapchane kanalizacje, budynki jak po II wojnie światowej.
Jak wygląda życie Kubańczyków?
- Kubańczycy dzielą siebie na kilka grup: biali mieszkańcy o wyższym standardzie życia, mulaci i czarni. Warunki mieszkaniowe - różne, odrębne dzielnice dla mundurowych i biednych, pożal się Boże… Rozwalające się rudery. Kilkanaście osób w jednym domu o rozwalającym się dachu i przeciekającym suficie. Warunki bytowe kubańskich księży właściwie niczym nie różnią się od sytuacji misjonarzy. Tylko ich mentalność inna, czasem trudna do zrozumienia, według zasady: „Co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro”.
Czy na Kubie jest własność prywatna? Działa rzemiosło?
- Trudno coś powiedzieć o własności prywatnej. Placet na wszystko ma rząd i partia. Teraz np. można już mieć prywatną restaurację w swoim domu, oczywiście bez możliwości reklamowania jej i tylko z czterema stolikami. Jako taka własność prywatna prawie nie istnieje. Ktoś ma np. krowę, ale i tak nie może jej zabić, choć cierpi głód, bo za to może trafić na 7 lat do więzienia. Warsztaty prywatne? Istnieją umowne. Tubylcy wiedzą, kto jest fachowcem i często nieoficjalnie służą sobie usługami.
Gdzie robią codzienne zakupy?
- Przeważnie w sklepach dla nich przeznaczonych za ich walutę wewnętrzną (niewymienialną). Inne sklepy, w których jeszcze coś można kupić, nie są na kieszeń przeciętnego Kubańczyka zarabiającego miesięcznie od 10 do 25 dolarów. Ceny w nich zbliżone są do tych w Polsce, a nawet wyższe.
Podobno na Kubie nie wolno wyjeżdżać na wieś…
- Można wyjeżdżać na wieś lub do innego miasta, ale trzeba mieć pozwolenie od odpowiednich władz - tak, jak u nas w czasie stanu wojennego. Powód jest prosty: chodzi o to, by nie kupować produktów i nie sprzedawać w innym miejscu lub nie kontaktować się z osobami o innych poglądach.
Na czym polega tutejszy system kartkowy?
- Działa tzw. system zeszytowy. Każdy Kubańczyk może kupić na miesiąc: 10 jajek, 5 deko kawy, 2 mydełka, 7 libra ryżu (1 libra = 453,53 g), 6 lb cukru, 1 lb kurczaka, 0,5 lb mielonki, 1 lb fasoli. A tubkę pasty do zębów dla całej rodziny raz na 3 miesiące.
Czy w każdym domu jest radio i telewizor?
- Kubańczycy posiadają radio, bo muszą słuchać wiadomości rządowych. Zaś telewizor dość rzadko i przeważnie lampowy.
W związku z tym jeszcze gorzej wygląda pewnie dostęp do interentu?
- Internet mogą mieć tylko instytucje lub obcokrajowcy mieszkający czasowo na Kubie (30 godz. miesięcznie za 30 dolarów). TV satelitarna jest zakazana. Za nielegalne posiadanie prawdopodobnie grozi 2 lata więzienia lub 2,5 tys. dolarów grzywny. W ostateczności zostaje skonfiskowany sprzęt i w zamian idzie się na ugodę, zostając donosicielem.
Stawiam więc naiwne pytanie: Dlaczego na wszystko trzeba mieć pozwolenie?
- Bo o wszystkim musi wiedzieć rząd i partia.
Kolejna ważna dziedzina życia to zdrowie. Jak wygląda opieka medyczna?
- Jest różnie. Ta dla turystów, za odpowiednie pieniądze, jest na dość znośnym poziomie. Niestety, tubylec nie może sobie na ten komfort pozwolić. Dla nich szpitale są w opłakanym stanie. A wykwalifikowani lekarze są wysyłani np. do Wenezueli w zamian za ropę.
Czy docierają do was jakieś leki z zagranicy?
- Czasem docierają, ale nie drogą pocztową, bo większość po drodze po prostu wyparowuje. Czasem wewnątrz paczki znaleźć można notę: przepraszamy, ale paczka przyszła naruszona… pewno w samolocie sama się otworzyła. Działa więc tzw. turystyka alternatywna.
Co może Ksiądz powiedzieć o szkolnictwie?
- Nie za wiele. Do szkół nie jesteśmy wpuszczani. Nauczycielami zostają uczniowie po skończonej szkole średniej, więc edukacja nie jest na dostatecznym poziomie.
Na placach zabaw nie widać dzieci…
- Place zabaw są pozamykane, bo przecież - ironizuję - dzieci mogłyby coś popsuć, a turyści powinni widzieć, że mamy wszystko w jak najlepszym stanie.
Czy wie Ksiądz coś na temat funkcjonowania więzień?
- Jest ich dość dużo. Ostatnio nawet pozwolono do niektórych wpuścić wyznaczonych księży. Mnie nie udzielono takiego pozwolenia.
Za jakie przestępstwa są najcięższe kary?
- Najwyższe kary są za przestępstwa przeciwko ustrojowi. Są też wręcz absurdalne: Przeszło 60-letni mężczyzna sprzedaje tabliczki marmolady na ulicy zrobione przez siebie. Rezultat to 3 lata więzienia. Za łapanie ryb można dostać 7 miesięcy. Za zabicie własnej krowy do 7 lat.
Jak wyglądają praktyki religijne Kubańczyków?
- Są raczej płytkie. 50 lat systemu ateistycznego dość skutecznie zniszczyło wiarę. Jest jednak grupa ludzi dość religijnych i ofiarnych.
Czy w takim razie np. młodzież się spowiada?
- Tak, ale bardzo rzadko. Samo pojęcie grzechu jest specyficzne - jak ktoś nie widzi, że coś złego robię, to grzechu nie ma.
Jednym z charakterystycznych słów z życia religijnego jest „santerija”? Co ono oznacza?
- Są to wierzenia afrokubańskie o dwóch głównych gałęziach Lucumi i Yoroba. Po prostu kolonizatorzy sprowadzali niewolników z Afryki, a ci przywieźli swoje wierzenia tradycyjne, które zmieszały się z religią chrześcijan. W większości święci santeriji to święci chrześcijańscy, tylko o innych nazwach. I tak Łazarz nazwany jest Babalu Aye, czyli bóg odpowiedzialny za choroby i cuda. Santerija to rytuał wierzeń i ceremonii połączony z magią, spirytualizmem i tańcami rytualnymi oraz przedmiotami uważanymi za święte jak kamienie, drzewa.
Czy na Kubie jest masoneria?
- Oczywiście, że jest. Ma swą lożę kubańską w Hawanie naprzeciwko kościoła księży Jezuitów. Jeżdżąc po Kubie, spotyka się liczne małe świątynie z napisem loża masońska i z odpowiednimi masońskimi symbolami.
W czym Kubańczycy upatrują swoją przyszłość? I czy w ogóle ją widzą?
Odnosi się wrażenie, że Kubańczycy raczej nie upatrują w niczym swojej przyszłości. Wydaje się, że młodzi żyją z dnia na dzień bez żadnej perspektywy. Jeszcze ci starsi pamiętający lata przed rewolucją narzekają, że żyje im się coraz ciężej, ale nic nie mogą zdziałać. Nawet nie mogą o tym mówić swoim dzieciom czy wnuczkom, bo ci w swojej nieświadomości mogą powiedzieć o tym w szkole, a zaufani nauczyciele doniosą, gdzie potrzeba. Szkoda, że w ludziach, tym bardziej w młodzieży, panuje taka frustracja i zniechęcenie. Choćby kiedyś wszystko materialne zostało odbudowane, to znów potrzeba będzie wielu pokoleń, by odbudować sumienia ludzkie, które zostały wypalone przez 51 lat komunizmu.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









