Logo Przewdonik Katolicki

Zaordynować muzykę

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Z prof. Wojciechem Pospiechem, specjalistą w zakresie muzyki baroku, wykładowcą w Akademii Muzycznej w Łodzi oraz w Zespole Szkół Muzycznych w Bydgoszczy, rozmawia Katarzyna Jarzembowska Od pewnego czasu głośno mówi się o dobroczynnym wpływie muzykoterapii. Szpitalne sale zamieniają się w sale koncertowe Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, czym dla chorego człowieka...

Z prof. Wojciechem Pospiechem, specjalistą w zakresie muzyki baroku, wykładowcą w Akademii Muzycznej w Łodzi oraz w Zespole Szkół Muzycznych w Bydgoszczy, rozmawia Katarzyna Jarzembowska

Od pewnego czasu głośno mówi się o dobroczynnym wpływie muzykoterapii. Szpitalne sale zamieniają się w sale koncertowe…
– Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, czym dla chorego człowieka jest terapia muzyką. W Centrum Onkologii w Bydgoszczy jeszcze do niedawna pochylał się nad cierpiącymi – nie tylko z Najświętszym Sakramentem – ksiądz Arkadiusz, który zwrócił się z prośbą, aby młodzi słuchacze wydziału wokalnego uświetnili liturgię – zagrali lub zaśpiewali tym, którym zostało parę tygodni lub miesięcy. Miałem pewne obawy – zwłaszcza przy tym „marketingowym” podejściu do życia – że oni tę strategię księdza Arka odrzucą. Tymczasem studenci, ku mojemu zdumieniu, podejmują służbę. To jest tak, jak gdyby otworzyć „Baśnie” Andersena, w których zdarzają się cuda – bo okazuje się, że przy dzisiejszym zabieganiu młody człowiek wybiera jednak powołanie.

Skąd to połączenie – onkologia plus muzyka?
– Pana doktora Sylwestra Milczarka znałem wcześniej, gdyż opiekował się moją żoną Ewą, która zachorowała na raka piersi. Pamiętam, że wtedy „karmiłem” ją nie tylko dobrym słowem, ale również tym, co podpowiadała mi intuicja – barokiem wokalnym i instrumentalnym. Słowo może kłamać, ale nie muzyka, która rodzi się z jakiegoś natchnienia. To sprawiło, że moja żona jest dzisiaj wśród nas, że działa i prowadzi jedną z najlepszych szkół muzycznych w Polsce. Właśnie w czasie spotkania z panem doktorem doszliśmy do wniosku, że chcielibyśmy połączyć dwie dziedziny – leczenie onkologiczne ze strategią leczenia muzyką, unikając nazwy „muzykoterapia”, gdyż to określenie zostało „rozmienione na drobne”. Jest coś takiego w muzyce, czego my do końca nie rozumiemy. Nieraz sam odtwarzam jakiś utwór Jana Sebastiana Bacha czy Georga Philippa Telemanna i nagle dzieje się ze mną coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Chcemy tę strategię walki z chorobą przenieść do szpitali. Tylko muszą zaistnieć „sprzyjające okoliczności” – i nie myślę tutaj o pieniądzach…

Jeżeli nie chodzi o pieniądze, to o…
– Chodzi o dobre nagrania, wrażliwych ludzi, o właściwe dozowanie leków w postaci utworów. I to jest krok do nowej specjalizacji. Dzisiaj w sukurs medycynie musi iść cała sztuka – dla jednych będzie to leczenie poezją, dla innych malarstwem. Chory potrzebuje tego promyka nadziei, że przyjdzie do niego drugi człowiek i da mu lek – nie tylko farmakologiczny. Da mu lek w postaci muzyki.

Czy jest gotowy repertuar, który wykorzystuje się w muzykoterapii? Wspomniał Pan o muzyce baroku.
– Muzyka baroku ma soczystość harmonii, ma przejrzystość treści i ma podstawowe afekty – radość, tęsknotę, smutek i żal. Nie ma bardziej bezpośredniego dojścia do psychiki człowieka, jak poprzez te afekty. Poza tym trzeba zapewnić choremu pewną „otoczkę”. On musi mieć przy sobie dobrego człowieka, nie tylko dobrego fachowca. Nie wystarczy, że położymy pacjenta na złotej poduszce i włączymy dowolną muzykę. Ważne jest to, aby utwory dobrać pod kątem psychoanalitycznym. Każdy pacjent jest kimś innym dla terapeuty. Ważne jest to, żeby samemu wierzyć w przesłanie utworu. Jest taki fragment w „Wielkiej mszy h-moll” Jana Sebastiana Bacha – „Dona nobis pacem”. Zostawiłbym chorą osobę z tym utworem, właściwie nastawiając parametry techniczne, czyli głośność, barwę, dynamikę. Poprzez taką terapię muzyką i my będziemy służyli różnym ludziom – nawet takim, którzy już przestali wierzyć w siebie. A przestać wierzyć w siebie, to znaczy przestać istnieć. Muzyka może to wszystko przywrócić. Wierzę w to, że jeżeli komórki rakowe nie są śmiercionośne tak do końca, to muzyka i inne gatunki sztuki mogą wspomóc leczenie. Co do repertuaru… Ważna jest również muzyka klasyczna, zwłaszcza Wolfgang Amadeusz Mozart. W muzykoterapii strategiczne są jego dwie opery: „Cosi fan tutte” i „Wesele Figara”. Niepoślednie znaczenie ma także muzyka Maurycego Ravela.

W leczeniu farmakologicznym przepisuje się, na przykład, dwie tabletki dziennie. Jak to przełożyć na muzykę? Dwie godziny Jana Sebastiana Bacha dziennie?
– Godzina to ani dużo, ani mało. Tabletka ma swoją wagę i objętość, a muzyka nie ma takiego przelicznika – najpierw pięć minut, potem dziesięć. Może się zdarzyć taka osoba, która ma wielkie łaknienie – będzie słuchała muzyki godzinę. A człowiek zamknięty w sobie, rozbity od wewnątrz przyjmie zaledwie taką muzyczną pigułkę w kilkuminutowym odcinku. To musi być indywidualny dobór. Zresztą… leki można przedawkować, muzyki – nie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki