Logo Przewdonik Katolicki

Matka Izraela

ks. Tadeusz Hanelt
Fot.

Do dziś pamiętam ten wieczór. Do moich obowiązków, jako młodej dziewczyny, należało wyjście w godzinach wieczornych do studni, która znajdowała się poza miastem, aby zaczerpnąć wody do dzbana i przynieść do domu. Przybycie wysłańca Abrahama Owego wieczoru, gdy napełniłam swój dzban wodą i zamierzałam wracać do domu, jakiś nieznajomy wędrowiec zabiegł mi drogę i poprosił:...

Do dziś pamiętam ten wieczór. Do moich obowiązków, jako młodej dziewczyny, należało wyjście w godzinach wieczornych do studni, która znajdowała się poza miastem, aby zaczerpnąć wody do dzbana i przynieść do domu.

Przybycie wysłańca Abrahama
Owego wieczoru, gdy napełniłam swój dzban wodą i zamierzałam wracać do domu, jakiś nieznajomy wędrowiec zabiegł mi drogę i poprosił: Daj mi się napić z twego dzbana. Był najwidoczniej bardzo spragniony i po długiej podróży. Jego szaty były zakurzone, a oblicze zmęczone. Obok wędrowca stało dziesięć wielbłądów, koło których kręciło się kilka sług. Pomyślałam, że również słudzy i wielbłądy są spragnione, wylałam więc wodę z dzbana do koryta i powiedziałam: Także dla twych wielbłądów naczerpię wody, aby mogły pić do woli. Zrobiłam to nie oczekując żadnej zapłaty. Natomiast wędrowiec ów zdziwiony czekał w milczeniu, aby się przekonać – jak to mi później wyjaśnił – czy Pan pozwoli mu dopiąć celu podróży, czy nie.

Gdy zwierzęta się napiły, człowiek ów wyjął złoty kolczyk oraz włożył mi na ręce dwie złote bransolety ważące dziesięć syklów. Patrzyłam zdumiona, nie rozumiejąc, co to wszystko znaczy. Zapytał mnie: Czyją jesteś córką, powiedzże mi; czy w domu twego ojca jest miejsce dla nas na nocleg?. Nie miałam już ojca. Byłam córką Betuela, wnuczką Nachora, prawnuczką Teracha, ojca Abrahama. Domem, w którym mieszkałam z matką i rodzeństwem, zarządzał mój najstarszy brat Laban. Nie znałam wprawdzie owego przybysza, ale gościnność wschodnia wymagała, by przyjąć pod dach każdego, kto o to prosi. Pobiegłam szybko do domu, aby zawiadomić brata o przybyszach i by on, zgodnie z należnym obyczajem, sam wprowadził ich do domu.

Małżeństwo Rebeki
Mój brat, Laban, był człowiekiem chciwym. Gdy zobaczył złoto na moich rękach i usłyszał, że ów bogaty darczyńca chce u nas przenocować, wybiegł natychmiast do źródła, by go przywitać. Z późniejszych relacji – bo przecież jako młoda kobieta nie brałam udziału w rozmowach – dowiedziałam się, jak to się wszystko odbyło. Laban przywitał przy źródle przybysza i zaprosił do domu. Podróżny, gdy postawiono mu wieczerzę, oświadczył: Nie będę jadł dopóki nie przedstawię swej prośby i zaczął wyjaśniać, skąd pochodzi i po co przyjechał do Haranu. Jestem sługą Abrahama – mówił – Pan w szczególny sposób błogosławił memu panu, toteż stał on się zamożny [...] Żona zaś mego pana, Sara, urodziła w podeszłym swym wieku syna. Jemu to oddał on całą swoją majętność. Pan mój kazał mi przysiąc, że spełnię takie polecenie: Nie wolno ci wziąć żony dla mojego syna spośród kobiet Kanaanu – kraju, w którym przebywam, lecz masz udać się do rodziny mego ojca, do moich krewnych, i stamtąd wziąć żonę dla mego syna. [...] Gdy więc dziś przyszedłem do źródła, modliłem się: Panie, Boże pana mego Abrahama, jeśli taka wola Twoja, spraw, abym dopiął celu podróży, którą odbywam. [...] Niech więc stanie się tak, żeby ta dziewczyna wyszła czerpać wodę. A gdy jej powiem: Daj mi się napić trochę wody z twego dzbana, niechaj mi powie: Pij ty i wielbłądy twoje napoję; to będzie ta kobieta, którą Pan wybrał dla syna pana mojego. [...] Na pytanie, czy dadzą mnie za żonę owemu nieznanemu krewnemu, Laban odpowiedział: Ponieważ Pan tak zamierzył, nie możemy powiedzieć nie lub tak. Masz przed sobą Rebekę, weź ją z sobą i idź. Niechaj będzie ona żoną syna pana twego, jak postanowił Pan. Zawołali mnie, by zapytać (brat bowiem nie mógł mnie wydać za mąż bez mojej zgody), czy zgadzam się iść z tym człowiekiem do dalekiego kraju, do Kanaanu, by poślubić syna Abrahama. W sercu kochałam już tego nieznanego mi krewnego, którego Bóg przeznaczył mi na męża, więc z ochotą odpowiedziałam: Chcę iść.

Razem z Izaakiem
Po wielu dniach drogi, gdy przeszliśmy przez Aleppo, Damaszek, rzekę Jordan, Sychem i dotarliśmy w okolice Hebronu, zobaczyłam na polu samotnie idącego mężczyznę. Był smutny. Zapytałam sługę, który mnie wiódł od Haranu: Kto to jest ten mężczyzna, który idzie ku nam przez pole? To mój pan – odpowiedział. Serce zabiło mi mocniej, wszak to mój przyszły mąż. Okazało się, że jego smutek spowodowany był śmiercią jego matki Sary. Izaak okazał się dobrym człowiekiem, takim, jakim go sobie wymarzyłam. Poślubił mnie i wprowadził do namiotu swej matki. Czułam się szczęśliwa, bo bardzo mnie kochał. Jedyne, czego jeszcze pragnęliśmy, to potomstwo. Dopiero po dwudziestu latach małżeństwa poczułam, że noszę w łonie dzieci – tak, dzieci, bo okazało się, że mam urodzić bliźniaki. Zapytałam wyrocznię Pana i usłyszałam: Dwa narody są w twym łonie, dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; jeden będzie silniejszy od drugiego, starszy będzie sługą młodszego. Nie rozumiałam tej przepowiedni do chwili porodu. Okazało się, że urodziłam dwóch chłopców, z których pierwszy – nazwany Ezawem – był cały pokryty owłosieniem, a drugi – imieniem Jakub – wyszedł z mego łona trzymając go za piętę.

Każdy z nich miał inny charakter. Ezaw był zawadiaką, nie można go było utrzymać przy namiotach. Zawsze gdzieś biegał. Gdy podrósł, stał się zręcznym myśliwym, za co bardzo go cenił i szczególnie kochał mój mąż. Jakub natomiast wolał przebywać w namiocie. Był chłopcem spokojnym, niesprawiającym kłopotu, trochę lękliwym. Prawdę mówiąc, więcej kochałam Jakuba za jego cichość, posłuszeństwo i stałe przebywanie ze mną.

Oszukanie męża
Minęły lata. Ezaw miał już kilka żon i to z kobiet Kanaanu, czego ani mój mąż Izaak, ani ja nie aprobowaliśmy. Ale on zawsze robił, co chciał, a Izaak, zakochany w synu, stale mu ustępował. Bałam się, co to będzie, gdy Izaak umrze, a władzę nad naszym szczepem obejmie Ezaw. Dlatego podjęłam pewną myśl, ale musiałam poczekać na możliwość jej realizacji. Gdy Izaak oślepł i zadecydował, że zrezygnuje z władzy nad szczepem i przekaże ją Ezawowi, postanowiłam działać.

Wezwałam Jakuba i powiedziałam do niego: „Słyszałam jak ojciec rozmawiał z twoim bratem Ezawem i dał mu takie polecenie: Przynieś dla mnie coś z polowania i przyrządź smaczną potrawę, abym zjadł i pobłogosławił cię wobec Pana przed śmiercią. Teraz więc synu mój – mówiłam dalej – posłuchaj mego polecenia, które ci dam. Idź, weź dla mnie z trzody dwa dorodne koźlęta, ja zaś przyrządzę z nich smaczną potrawę dla twego ojca, taką, jaką lubi. Potem mu zaniesiesz, on zje i w zamian za to udzieli ci przed śmiercią błogosławieństwa”. Jakub się przestraszył: Przecież mój brat Ezaw jest owłosiony, ja zaś gładki. Jeżeli się mnie dotknie mój ojciec, będzie wyglądało tak, jak gdybym z niego żartował, i wtedy mogę ściągnąć na siebie przekleństwo zamiast błogosławieństwa. Odpowiedziałam, że wtedy na mnie spadnie to przekleństwo, natomiast on ma zrobić tak, jak mu poleciłam. Trzeba przyznać, że Jakub był bardzo posłusznym synem. Przyrządziłam wspaniałą potrawę, taką jaką Izaak bardzo lubił, wzięłam szaty Ezawa i ubrałam w nie Jakuba. Miejsca nieokryte przez ubranie, a więc szyję i ręce, owinęłam skórkami koźląt. Miałam nadzieję, że Izaak, będąc niewidomy, po zapachu i dotyku rozpozna Ezawa, i da błogosławieństwo memu ukochanemu synowi Jakubowi. I tak też się stało. Wprawdzie dziwił się trochę barwie głosu, bo rozpoznawał Jakuba, ale poczuwszy zapach ubrań Ezawa i dotknąwszy skórkami okrytych rąk stwierdził: Głos jest głosem Jakuba, ale ręce – rękami Ezawa. Spełniło się moje marzenie – Jakub dostał ojcowskie błogosławieństwo należne pierworodnemu synowi. To on stanie się głową naszego szczepu!

Sytuacja stała się mniej przyjemna, gdy Ezaw wrócił z polowania. Dowiedziawszy się, że młodszy brat podebrał mu ojcowskie błogosławieństwo, zaczął się odgrażać: Gdy nadejdą dni żałoby po moim ojcu, zabiję mego brata Jakuba. Usłyszawszy to, wezwałam Jakuba i powiedziałam do niego: Ezaw, twój brat zamierza cię zabić. Posłuchaj więc mnie, synu mój: przygotuj się i uchodź do mego brata, Labana, do Haranu. Pozostań tam jakiś czas, dopóki nie uśmierzy się gniew twego brata. [...] Czemu miałabym was obu jednocześnie stracić? Zdawałam sobie sprawę, że Ezaw w zemście będzie nieobliczalny, ale prawo karze śmiercią mordercę brata. Lepiej, by Jakub uciekł; choć ta rozłąka będzie dla mnie bolesna, pocieszać mnie będzie myśl, że żyje i jest bezpieczny u mojej rodziny.

Kres życia
Jakub udał się do Haranu, zamieszkał u Labana, ale wieści o nim niezwykle rzadko dochodziły. Gdy wrócił po dwudziestu latach, nie znalazł już matki wśród żyjących. Pochowano ją u boku Izaaka, tam gdzie złożone były ciała Abrahama i Sary – w grocie Makpela, niedaleko Hebronu. Tam później złożą też ciało jej ukochanego syna Jakuba.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki