Logo Przewdonik Katolicki

Kochamy seriale

Adam Suwart
Fot.

Mają równie dużą widownię żarliwych fanów, jak i lożę zagorzałych krytyków. Przedstawiają naszą rzeczywistość i odbijają życie przeciętnego człowieka mówią ich obrońcy. Są szczytem kiczu i trywialności kontrargumentują przeciwnicy. Seriale telewizyjne. Od kilkunastu lat na dobre zagościły w domach Polaków, pojawiając się nie tylko na ekranach...

Mają równie dużą widownię żarliwych fanów, jak i lożę zagorzałych krytyków. – Przedstawiają naszą rzeczywistość i odbijają życie przeciętnego człowieka – mówią ich obrońcy.
– Są szczytem kiczu i trywialności – kontrargumentują przeciwnicy. Seriale telewizyjne. Od kilkunastu lat na dobre zagościły w domach Polaków, pojawiając się nie tylko na ekranach telewizorów, ale stając się tematem rodzinnych rozmów, nieraz bardzo burzliwych. Z czego wynika ten fenomen?



Zjawisko telenoweli nie jest naszym odkryciem, przyszło do nas z Zachodu, gdzie kultura medialna była zawsze bardziej rozwinięta. Pamiętajmy, że telenowela to nie jest wynalazek telewizji, ale radia, a niektórzy badacze mówią, że wręcz prasy XIX-wiecznej, kiedy to pojawiła się w niej powieść w odcinkach – tłumaczy prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.

Z potrzeby plotki
– Są różne motywacje, dla których ludzie oglądają seriale. Po pierwsze, utożsamienie i pokazanie, że coś tak przeciętnego, jak życie codzienne może być pokazywane w mediach i wszyscy mogą o tym mówić. Wynika to też z jakże charakterystycznej dla człowieka potrzeba plotki. Żyjemy podobno w globalnej wiosce, a nie za bardzo znamy swoich sąsiadów, więc przynajmniej możemy sobie podyskutować, co się zdarzyło np. w „Klanie” – mówi dr Agnieszka Doda z Zakładu Semiotyki Kultury Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu.
„Genealogia” seriali telewizyjnych w Polsce sięga lat 70., kiedy w dekadzie gierkowskiej reżim zafundował Polakom „pierwsze tasiemce”, które skupiały przed telewizorami w weekendowe popołudnia dziesiątki tysięcy telewidzów. – Docierały one do nas na początku z krajów latynoamerykańskich. Były to seriale najczęściej oparte na zasadzie bajki. Przedstawiały fenomen z dawnych czasów, z epoki niewolnictwa, kiedy przełamywano bariery między tzw. klasami społecznymi. Najczęściej chodziło o to, żeby królewicz pokochał biedną niewolnicę czy służącą i by miłość zwyciężyła – opowiada dr Doda. W takich serialach po ciągnących się tygodniami, a nawet miesiącami perypetiach miało dojść do szczęśliwego zakończenia. Długo jednak ono nie nadchodziło, bo ciągle na drodze bohaterów serialu piętrzyły się przeszkody.
Wielu Polaków do dziś pamięta „Niewolnicę Isaurę”, „Pannę Dziedziczkę” czy akcję serialu „W kamiennym kręgu”. Jednym z celów ówczesnych władz było zainteresowanie ludzi odległymi problemami. W latach 70. odcięta dotąd od świata socjalistyczna Polska, nagle – za pośrednictwem południowoamerykańskich oper mydlanych – zaczęła podziwiać z zapartym tchem blichtr, przepych i bogactwo odległych krajów, baśniowe rezydencje, rozległe rancza, urodziwych aktorów. Jakże przyjemnie było wówczas oderwać się od szarzyzny polskiej rzeczywistości. Ulice naszych miast pustoszały w godzinie emisji „kultowych” seriali.

Nadal pożądane
Myliłby się ten, kto by pomyślał, że wraz z nastaniem wolnej Polski, która coraz bardziej upodabniała się do wytęsknionego Zachodu, telenowele stracą rację bytu. Co w naszych polskich warunkach jest tak fascynującego w serialowym świecie? – Odkryliśmy telenowele, które wlały się do nas pełnym strumieniem, właściwie rzeką, w połowie lat 90. Budujemy dziś nowy świat, który socjologowie nazywają światem anomii, czyli światem, gdzie nie ma norm społecznych. W tym ciągle zmieniającym się świecie jesteśmy zabiegani, coraz bardziej dla siebie obcy i egocentryczni, więc rzeczywistość telenoweli jawi się jako bardziej trwała, stabilna i kompensuje nam chaos codzienności – mówi prof. Maciej Mrozowski.

Związani z telenowelą
Prof. Mrozowski wymienia kilka podstawowych typów więzi łączących nas ze światem telenoweli. Po pierwsze, dostarcza nam ona wiedzy o tym, jak żyją ludzie. W telenowelach mamy całą galerię przeróżnych typów osobowych i społecznych. – Ludzie to oglądają i często później naśladują. Do rangi anegdoty urosło ciekawe zdarzenie: kilka lat temu w serialu „Klan” pojawiła się mimochodem zastawa porcelany, którą w szybkim czasie wykupiono ze sklepów – dodaje prof. Mrozowski.
– Jeśli serial przekracza kilkanaście odcinków, nie jest możliwe zachowanie wewnętrznie spójnej osobowości bohaterów serialu – podkreśla dr Agnieszka Doda. Osobowość kreuje się wówczas np. w ten sposób, że ktoś posługuje się swoistym językiem. Ktoś ma po prostu swoje charakterystyczne powiedzonka czy określenia, które naznaczają go, przydają mu wyrazistości. Np. w „Plebanii” było to „kurza twarz”, w „Złotopolskich” – „w mordę”, a w Klanie – „absolutnie” – mówi dr Doda.
Prof. Mrozowski podkreśla tzw. eskapistyczną funkcję telenoweli: uciekamy w świat fikcji imitującej rzeczywistość. – Bardzo dobrze się przeżywa cudze problemy. Szczególnie bez moralnych zobowiązań, specjalnego wysiłku intelektualnego. Jest to dla nas bezpieczne. W każdej chwili można przerwać to przeżywanie i spokojnie wrócić do swojej codzienności, a w dowolnym momencie znów zanurzyć się w świecie serialowej fikcji – opowiada prof. Mrozowski.
Po trzecie, chętnie obserwujemy, jak ludzie o określonej pozycji społecznej, statusie materialnym, zatrudnieniu powinni się zachowywać; co człowiekowi z danej grupy przystoi, a co nie. Głównie chodzi tu o to, żeby być dobrze ocenionym społecznie i żyć w zgodzie z przyjętymi i wykreowanymi normami – mówi warszawski medioznawca.

Wpływ na masy
Seriale dają – w dość zgodnej opinii fachowców – przynajmniej częściową możność wpływania na wybory moralne i kształtowanie zachowań etycznych. – W Polsce w serialach widzimy np. przełamanie swoistego polskiego tabu, że nie można ułożyć sobie życia szczęśliwie w pewnych sytuacjach życiowych – mówi dr Agnieszka Doda z poznańskiego uniwersytetu. Elementem swoistej dramaturgii serialu jest np. zdrada małżeńska i rozwód. – Widzimy to chociażby na przykładzie popularnego ostatnio polskiego serialu pt. „M jak miłość”. Jest tam jedna szczęśliwa i krystaliczna rodzina wyjściowa starszych państwa Mostowiaków. Schemat ten mówi: korzeń jest dobry, więc odnogi mogą sobie pozwolić na szaleństwo, na zepsucie. Ale nawet te „zepsute” odnogi rodziny Mostowiaków zostają usprawiedliwione w naszych oczach, ponieważ są kochane przez tę rodzinę wyjściową, która jest wierna, nieskalana moralnie i ma swoisty dar rozgrzeszania. Takie rozgrzeszanie się to też ciekawy mechanizm, który mówi nam, że nie jest z nami tak źle, skoro nawet w serialach pokazywane są pewne sytuacje życiowe, które znajdują tam swoje usprawiedliwienie – dodaje dr Doda.

Polacy mniej krytyczni?
Oddziaływanie takie jest w Polsce tym mocniejsze, że – jak stwierdza prof. Mrozowski – za sprawą naszej historycznej specyfiki (II wojna światowa, stalinizm) nastąpiło spłaszczenie struktury społecznej, wytrzebienie wyższych, wzorcotwórczych warstw społecznych. W ten sposób zostały porozrywane kanały transmisji dziedzictwa kultury. To, co w stabilnych społeczeństwach zachodnich jest dalej ważnym kanałem transmisji kultury (rodzina, przyjaciele, środowisko, szkoły, Kościoły), u nas zostało mocno nadwątlone. Jeżeli teraz wracamy do pewnych tradycji i uczymy się ich ze świata zewnętrznego, to nie mamy innego efektywniejszego kanału, jak media, które nas mają tego nauczyć, udzielić nam pewnej lekcji – konkluduje profesor Mrozowski.

Wpływają na nasze wybory
Trudno się spodziewać, żeby w najbliższym czasie telenowele miały się stać przeżytkiem. Nie będzie tak zapewne nawet w obliczu rozwoju technologicznego mediów. Telenowele z jednej strony trafiają na psychologiczne zapotrzebowanie widzów, z drugiej zaś mogą być orężem kreowania rzeczywistości i wpływania nawet na zachowania konsumenckie. – Znane są techniki manipulowania promocyjnego. Na marginesie telenoweli umieszcza się różne produkty (marki samochodów, wyposażenie wnętrz, ubrania, napoje) i w tym sensie środowisko życia bohaterów telenoweli jest nasycone ukrytymi przekazami reklamowymi, które mają kreować pożądany obraz, w nadziei, że ludzie będą ten obraz imitować i sięgną po dane produkty – zauważa prof. Mrozowski
Przykład z pozoru tak trywialny jak serial czy telenowela jest więc ważkim dowodem na to, jakim narzędziem wpływu na masy jest telewizja, którą zawsze ożywia człowiek i jego moralna intencja, widoczna w każdym ludzkim działaniu, choć nieraz skrzętnie ukrywana. Także w przypadku telenoweli wiele zależy od tego, jakie wzorce i postawy zaproponuje nam reżyser.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki