Logo Przewdonik Katolicki

Studenckie rozmowy przy skrzynce piwa

Magdalena Woźniak
Fot.

Latem wielu studentów pracuje sezonowo w różnych miejscach, by zarobić trochę pieniędzy. Jak się ostatnio przekonałam, czasami zyskać można o wiele więcej niż tylko gotówkę do portfela. Dorabiając w kompanii piwowarskiej, spotkałam mnóstwo młodych ludzi z różnych środowisk. Pewnego dnia podczas przerwy śniadaniowej padło pytanie: Czy warto mieszkać z ukochaną osobą...

Latem wielu studentów pracuje sezonowo w różnych miejscach, by zarobić trochę pieniędzy. Jak się ostatnio przekonałam, czasami zyskać można o wiele więcej niż tylko gotówkę do portfela.

Dorabiając w kompanii piwowarskiej, spotkałam mnóstwo młodych ludzi z różnych środowisk. Pewnego dnia podczas przerwy śniadaniowej padło pytanie: „Czy warto mieszkać z ukochaną osobą przed ślubem?”.

Z początku każdy nieśmiało i z dużym dystansem wypowiadał swoje zdanie na ten temat. Zresztą, co się dziwić, skoro jeszcze parę minut wcześniej jedyną kwestią, jaką omawialiśmy, była segregacja butelek piwa. Jednak z minuty na minutę zupełnie sobie obcy ludzie zaczęli dyskutować. Przeważnie powracał jeden i ten sam argument, żeby ze sobą zamieszkać i „się sprawdzić”.

Zadałam sobie jednak pytanie, co to znaczy „się sprawdzić”? Przecież miłość, która łączy dwie osoby, sama w sobie jest sprawdzianem. Jest tyle sytuacji na co dzień, by zastanowić się, czy chcemy spędzić z ukochaną osobą całe swoje życie, że nie powinno poddawać się jej kolejnej próbie. Kiedy zawiera się sakrament małżeństwa, ma się świadomość, że trzeba dbać o ten związek, gdyż jest już nierozerwalny. Nikt od razu nie trzaśnie drzwiami, nie spakuje walizek i nie odejdzie, ponieważ, jak to powiedział św. Augustyn, a słyszymy to także ostatnio bardzo często w pięknej piosence z oratorium „Tu es Petrus”: „Miłość to wierność wyborowi”.

Z drugiej strony zastanawiam się, dlaczego ludzie podróżują w czasie i usilnie biegną w przyszłość, przeskakując pewne etapy w życiu. Po zawarciu małżeństwa para staje się rodziną, która po wyjściu z kościoła z podniesionym czołem powinna iść do wspólnego już domu, by razem zamieszkać. Taka powinna być kolej rzeczy. Dziecko z podstawówki, które nagle stwierdzi, że chciałoby być już w liceum, nie bierze tornistra i nie kieruje się w stronę szkoły średniej, bo wie, że musi jeszcze zakończyć obecny etap, aby przejść do kolejnego.

W życiu są pewne decyzje, które podejmujemy tylko raz, ufając, że są słuszne. Tak jest z małżeństwem czy z decyzją o narodzinach dziecka. Nikt nie sprawdza, czy macierzyństwo mu odpowiada. Nie pożycza niemowlęcia, by sprawdzić, czy chce być rodzicem. Dlaczego więc ktoś tworzy fikcyjną rodzinę? Czy „prawie mąż” albo „prawie żona” to już rodzina?

Mam wrażenie, że rozmowa dała studentom zgromadzonym przy pakowaniu piwa wiele do myślenia. Zakładając jednak, że niektórzy z nich i tak pójdą własną ścieżką i zamieszkają z partnerem przed ślubem, zastanawiam się, czy nie będą tego kroku żałować? Skoro już przed ślubem dzielili wspólny dom, to co zmieni się dla nich po zawarciu sakramentu małżeństwa?

Czasu nie da się cofnąć. Nie sfabrykuje się tego wyjątkowego uczucia bycia nowożeńcem i świadomości, że teraz rozpoczyna się nowe życie. Po weselu będzie powrót do tego samego domu i do tej samej codzienności – bo przecież trudno w takiej sytuacji mówić, że wchodzi się „na nową drogę życia”. Jedyne, co jest wówczas nowe i piękne, to obrączki na palcach i świadomość, że powraca się na drogę Bożych przykazań.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki