Logo Przewdonik Katolicki

Oczyszczająca ustawa

Mateusz Wyrwich
Fot.

A kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych (Mt 18, 6) Ponad osiemdziesiąt pięć procent gier komputerowych w Polsce, przeznaczonych dla dzieci od pierwszej klasy szkoły podstawowej wzwyż, prowadzi do brutalnego unicestwienia przeciwnika. Ponad połowa filmów, dozwolonych w Polsce już od lat piętnastu, zawiera bardzo brutalne sceny i jest zakazana w...

„A kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych…”
(Mt 18, 6)

Ponad osiemdziesiąt pięć procent gier komputerowych w Polsce, przeznaczonych dla dzieci od pierwszej klasy szkoły podstawowej wzwyż, prowadzi do brutalnego unicestwienia przeciwnika. Ponad połowa filmów, dozwolonych w Polsce już od lat piętnastu, zawiera bardzo brutalne sceny i jest zakazana w większości krajów zachodnich.

Kontrola ustawowa treści przekazywanych małoletnim jest w Polsce fragmentaryczna. Jest to niezgodne zarówno z art. 17 Konwencji o prawach dziecka ONZ, jak też z przepisami Rady Unii Europejskiej. Wraz z upadkiem komunizmu, który kontrolował wszystkie dziedziny życia, na polski rynek nieomal wkroczyła anarchia. Bez mała w każdym miejscu i o każdej porze można było zaopatrzyć się w alkohol. W prawie wszystkich kioskach w centrum miast leżały publikacje pornograficzne. Jakby komuś na tym zależało, punkty sprzedaży alkoholu i pism pornograficznych lokalizowano blisko szkół i kościołów. Z czasem lewackie media do wartości numer jeden podniosły bezbożny slogan: „Róbta, co chceta”. Natomiast nosiciele libertyńskich sloganów mówiących, że każdemu wszystko wolno, oczywiście za wyjątkiem negowania libertyńskich haseł, odnosili sukces po sukcesie. Co zresztą nie było znowu takie trudne po blisko czterdziestu latach totalitaryzmu.

W połowie lat dziewięćdziesiątych sytuacja nieznacznie zaczęła się zmieniać. Alkohol odsunięto od szkół i kościołów o... kilkadziesiąt metrów. A „twarde” fotografie pornograficzne zakryto. Wprowadzono też, wraz z ustawą o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, nakaz oznaczania przez wydawców telewizyjnych stopnia szkodliwości emitowanych programów. Jednakże edytorzy z czasem zapomnieli o swoich obowiązkach. A zwrócona im uwaga przez KRRiT bądź nałożona kara traktowane były jak zamach na wolność środków masowego przekazu. Lewicowe media okrzykiwały wtedy Krajową Radę mianem cenzora.

„Zanik czynności wyższych”
Tymczasem coraz więcej środowisk, organizacji i stowarzyszeń rodziców zaczęło podnosić alarm. To bowiem, co ukazywało się w wielu stacjach telewizyjnych, dalekie było – czasem nawet mimo oznaczeń – od zapowiadanych standardów. Już pod koniec ubiegłego wieku dziennik „Rzeczpospolita” alarmował, że młody widz, oglądając w ciągu tygodnia telewizję, narażony był na: „Pół tysiąca trupów, ponad dwa tysiące scen przemocy, ponad sześćdziesiąt ostrych scen erotycznych, pół tysiąca słów powszechnie uważanych za obraźliwe”. I to w czasie chronionym, a więc od godziny szóstej do dwudziestej trzeciej. Podobne zjawisko potwierdzały monitoringi przeprowadzone przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich. Niebawem jednak rzekomi fachowcy zaczęli zapewniać zaniepokojonych rodziców, że przekazywane brutalne treści nie są w żaden sposób szkodliwe dla dzieci. Przekonywali, powołując się na tak zwane autorytety, że jeśli dziecko „wyszaleje się” przy brutalnych grach bądź oglądaniu drastycznych filmów, później będzie „łagodne jak baranek”. Taką tezę propagowały zachodnie lewicowe ośrodki prasoznawcze. Powołując się na owe „autorytety”, podobną tezę lansowała polska lewica, doświadczona w indoktrynacji polskiego społeczeństwa. – Okazało się, że za pieniądze można znaleźć różnych ekspertów z tytułami profesorskimi, którzy w sposób korzystny dla nadawcy czy wydawcy opiszą i będą bronić najbardziej brutalnych obrazów – mówi poseł PiS Tadeusz Cymański. Sprawozdawca projektu Ustawy o ochronie małoletnich przed szkodliwymi treściami prezentowanymi w środkach masowego komunikowania, wniesionej we wrześniu do Sejmu. – „Wyjaśnią”, że nie pokazuje się brutalnej zbrodni, ale dynamiczną scenę z użyciem przedmiotów twardych. Będą uzasadniać, że brutalne zabijanie przez kawałkowanie ciała to pokazywanie zaniku czynności życiowych. Tymczasem, jak mówią prowadzone od lat badania, częste oglądanie krwi, egzekucji, wyuzdania, hedonizmu, zwykłego chamstwa, a zwłaszcza przemocy i agresji na ekranie wywiera na młodych ludzi negatywny wpływ. I skutkuje często w późniejszym ich życiu wybuchami agresji, wejściem na drogę przestępstwa, przeróżnymi problemami z psychiką.

Lansowane w Europie Zachodniej tezy o „oczyszczającym wpływie brutalności w mediach” stawały się jednak coraz mniej popularne w miarę występowania niepokojących oznak i zdarzeń wśród młodzieży; przypadków depresji i samobójstw pod wpływem brutalnych filmów i gier komputerowych, wzrostu apatii. Opinia publiczna coraz szerzej zaczęła występować przeciwko brutalizacji. Głośnym echem w Europie odbiła się sprawa ucznia z Erfurtu, który w 2002 roku po niezdanym egzaminie maturalnym zamordował szesnaście osób z rady pedagogicznej. Jak stwierdzili psychologowie i do czego on sam się przyznał przed popełnieniem samobójstwa, zrobił to pod wpływem brutalnych gier komputerowych. Po tym wydarzeniu i ogólnonarodowej debacie w Niemczech wprowadzono zakaz produkcji oraz sprzedaży tego typu gier. Okazało się bowiem, że ponad 80 proc. z nich było „grami w zabijanie”.

Państwo nie chce wyręczać rodziców
W Polsce przed pięciu laty został wniesiony do Sejmu obywatelski projekt Ustawy o ochronie małoletnich. Określał, jakie treści nie mogą być prezentowane w mediach, a także jak powinny być one klasyfikowane w poszczególnych kategoriach wiekowych. Jednak przez całą poprzednią kadencję, zdominowaną przez lewicę, propozycja obywateli nie mogła trafić pod obrady. I dziś obecnemu projektowi przeciwna jest lewica, która twierdzi, że ustawa „będzie pretekstem do nałożenia cenzury na media”. – Jest pewna grupa ludzi uważających, że tylko rodzice powinni czuwać nad tym, co ogląda dziecko – stwierdza poseł Tadeusz Cymański. – Podkreślają, że nikt nikomu nie każe oglądać telewizji, kupować brutalnych gier. To oczywiste. My też nie zamierzamy wyręczać rodziców. Ale trzeba spojrzeć na rodziny bezbronne, gdzie oboje rodziców większość dnia poświęca na pracę, a dziecko tkwi przed telewizorem bądź przed komputerem. Albo też na takie, gdzie w domu włącza się telewizor, by wyeliminować nudę, bądź kupuje komputer, żeby dzieci wyciszyć. Państwo nie chce takich rodziców wyręczać, ale im pomóc. A projektowana ustawa w niczym nie ogranicza ani twórców, ani nadawców. Jest jednak szansą dla rodziców, którzy będą mogli łatwo zapoznać się przed obejrzeniem filmu czy zakupem gier bądź czasopism, dla jakiej kategorii wiekowej te pozycje są przeznaczone. Chodzi nam o oznakowanie produktu, które będzie wskazywało, jakie zagrożenia niesie on ze sobą. Nic poza tym. Dziś już niemal cały cywilizowany świat to robi. Wszystkie kraje europejskie w tej akurat kwestii są daleko do przodu. Tymczasem my w Polsce możemy oglądać parapornograficzny film „Intimacy”, zabroniony w krajach Europy Zachodniej. Film, który u nas dozwolony jest już od lat piętnastu.

Projekt ustawy zakłada również powstanie Centrum Dobrych Mediów. Niewielkie biuro wraz z powołaną społeczną radą będzie zajmować się, jak przewiduje projekt ustawy, pracami związanymi z przestrzeganiem ustawy przez media. Podobna instytucja istnieje już w Holandii.

Art. 10. projektowanej ustawy

1. Zabronione jest pokazywanie i rozpowszechnianie w środkach masowego komunikowania w publicznej przestrzeni medialnej przekazów zagrażających fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi małoletnich.

2. Zabronione jest pokazywanie i rozpowszechnianie w środkach masowego komunikowania przekazów określonej kategorii małoletnim, którzy nie osiągnęli wieku określonego dla tej kategorii z zastrzeżeniem ust. 4.

3. Zabronione jest zamieszczanie w prasie przeznaczonej dla dzieci i młodzieży scen przemocy, obscenicznych i wulgarnych.

4. Zabrania się sprzedaży w systemie samoobsługowym czasopism zawierających sceny, o których mowa w ust. 3.

5. Zabrania się wystawiania w miejscach widocznych dla nieletnich czasopism zawierających sceny, o których mowa w ust. 3.

6. W razie wątpliwości co do wieku nabywcy lub odbiorcy przekazu, osoba dokonująca sprzedaży lub rozpowszechniania przekazów uprawniona jest do żądania okazania dokumentu stwierdzającego wiek nabywcy lub odbiorcy.

7. Audycje i inne przekazy w rozumieniu ustawy o radiofonii i telewizji oznaczone kategorią „E” i „F” mogą być rozpowszechniane wyłącznie w godzinach od 23 do 6.

8. Nadawcy są zobowiązani do oznaczania audycji i innych przekazów, z wyłączeniem serwisów informacyjnych, reklam, telesprzedaży, transmisji sportowych i przekazów tekstowych, odpowiednim symbolem graficznym, określonym w przepisach ustawy, przez cały czas ich emisji telewizyjnej oraz zapowiedzią słowną informującą o zakwalifikowaniu do określonej kategorii.

9. […]

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki