Imperia atakują

Media coraz bardziej atakują odbiorcę. Ekrany telewizorów wrzeszczą agresywnością. Podobnie radioodbiorniki. W prasie zapanowała wulgarność. Na pierwszych stronach wielu gazet króluje libertyńska propaganda. Ukryty w prawnej bezkarności Internet pod pozorem erotyki sprzedaje pornografię. Imperia polityczne i ekonomiczne atakują dzieci, bo przygotowują nowego dorosłego.



W proteście...
Czyta się kilka minut
Media coraz bardziej atakują odbiorcę. Ekrany telewizorów wrzeszczą agresywnością. Podobnie radioodbiorniki. W prasie zapanowała wulgarność. Na pierwszych stronach wielu gazet króluje libertyńska propaganda. Ukryty w prawnej bezkarności Internet pod pozorem erotyki sprzedaje pornografię. Imperia polityczne i ekonomiczne atakują dzieci, bo przygotowują nowego dorosłego.

W proteście przeciwko takiej rzeczywistości przed trzema laty powstała w Przemyślu inicjatywa obywatelskiego projektu ustawy zakazującej medioagresji. Pod obywatelskim przedsięwzięciem podpisało się, jak do tej pory, ponad dwieście tysięcy osób. Dotychczasowe bowiem prawo albo nie brało pod ochronę nieletnich, albo, jeśli już, to w sposób niedostateczny. Natomiast szereg instytucji, których zadaniem jest ściganie przestępców medialnych, wciąż udaje, że przestępstwa nie było. Celuje w tym Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Powołana również do kontrolowania zasad etycznych w mediach - ich nieetyczności jednak nie zauważa.

Dziś projekt obywatelski ustawy jest opracowywany w Sejmowej Podkomisji Nadzwyczajnej. I wielu pomysłodawców projektu zaczyna już się obawiać, czy nie utonie on w legislacyjnych zawiłościach. "Na razie" rozrósł się on z pięciu artykułów, wnoszonych przez społeczny komitet, do trzydziestu trzech - wypracowanych przez sejmowe gremium. I jak zauważył Andrzej Zoll, dobrze by było, by projekt nie rozrastał się dalej, bo zostanie utopiony w "gąszczu paragrafów". Wydłuża się zresztą nie tylko lista artykułów ustawy, ale i czas jej opracowywania. Nadzwyczajnej Podkomisji Sejmowej przewodniczy posłanka Mirosława Kątna, reprezentująca postkomunistów. Pytana podczas sejmowej konferencji, dlaczego prace nad projektem trwają tak długo i dlaczego jest już jego szósta wersja, odpowiadała: "Ponieważ jest to trudny projekt". Wiele też osób nad projektem się trudzi. Poza posłami, z reprezentującym prawicę Tadeuszem Cymańskim, jako zastępcą szefa podkomisji, w jej pracach uczestniczą przedstawiciele strony społecznej, a także przedstawiciele Biur: Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, również Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Kultury, Ministerstwa Edukacji i Sportu, a także Ministerstwa Zdrowia.

Niejednoznaczne pojęcie: wulgarność

Ustawa jednak, jak zapewniają parlamentarzyści, ma być produktem doskonałym. Zaś "podstawowym celem proponowanego rozwiązania ustawowego jest wprowadzenie czytelnych zasad i standardów w zakresie przekazu medialnego, który umożliwiłby wspólne zaangażowanie się nadawców, producentów, władz publicznych oraz obywateli w budowę ładu w przestrzeni medialnej", mówił na konferencji ekspert, dr Krzysztof Szczerski, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Kluczowym dla ustawy założeniem jest pojęcie przestrzeni medialnej, rozumianej jako przestrzeń publiczna, a nie wyłącznie "rynek" czy "forma wyrazu artystycznego". Przestrzeń medialna to szeroko rozumiana sfera relacji międzyludzkich, dla których środkiem jest przekaz medialny w różnorodnej formie - kontynuował dr Szczerski.

Ustawa, jak zapewniał mówca, nie będzie restrykcyjna, ale ma być narzędziem "wspierającym. Pomocą, niezbędnikiem zarówno dla producentów i nadawców, jak i rodziców. Ma ona stworzyć warunki, dzięki którym obecność w przestrzeni medialnej, w dowolnym charakterze, będzie opisana w sposób pozwalający na dokonywanie z jednej strony - świadomego wyboru przez odbiorców, a z drugiej - zapewni producentom i nadawcom jednolitość i uczciwość reguł", mówił dr Szczerski.

Póki co jednak, Podkomisja pracuje nad ustaleniem precyzyjnej definicji... niecenzuralnych pojęć i zachowań. Słownik języka polskiego już nie wystarcza. Bowiem wśród przedstawicieli "parlamentarnych" stron wulgarność i obsceniczność ma niejednakie znaczenie. Dla niektórych jest po prostu... objawem dorosłości.

Niejednoznaczne pojęcie: pornografia

Z początkiem listopada w Sejmie spotkali się przedstawiciele mediów zaproszonych przez posłów Podkomisji. Jak napisali współorganizatorzy konferencji, członkowie powołanego w zeszłym roku Ruchu Obywatelskiego Dobre Media: "[...] zadaniem, jakie sobie stawiamy, jest rozszerzenie toczących się w parlamencie prac nad projektem ustawy o mediach bez przemocy, na forum debaty publicznej, obejmującej zarówno ekspertów, przedstawicieli władz publicznych, jak i nadawców oraz grupy obywateli. Istotne jest, aby projekt wywołał dyskusję na temat kondycji mediów w Polsce - od telewizji po Internet, jakości przekazu publicznego, roli mediów w edukacji społecznej i kształtowaniu postaw".

Analizę aktualnego stanu rzeczy, agresji mediów wobec dzieci i obojętności wobec tego zjawiska instytucji do tego powołanych, zwięźle przedstawił Rzecznik Praw Obywatelskich Andrzej Zoll. Jego zdaniem to, co się widzi w mediach, doskonale koresponduje z chamstwem i wulgarnością na ulicy, "wulgarność i obsceniczność zaczyna być, jest normą". Podobną "normę" przedstawił poseł Cymański. Podkreślił dowolność, z jaką sądy traktują przejawy pornografii: - W polskich sądach miały miejsce gorszące spory. Dotyczyły oceny tego, co jest pornografią. Za pieniądze eksperci pisali i piszą opinie, co jest pornografią. Była też próba opisu tego pojęcia w kodeksie. Bo niektórzy sędziowie nie wiedzieli. I jest to sytuacja skandaliczna.

Jednocześnie, jak zauważył profesor Zoll, coraz częściej wulgarność usprawiedliwia się "wolnością wypowiedzi. A to jest poważnym nadużyciem".

Na inny rodzaj zagrożenia zwrócił uwagę Rzecznik Praw Dziecka Paweł Jaros. Jak zauważył, świat dzieci może być beztroski i wesoły, ale taki nie jest. Bowiem telewizja pokazująca programy dla dzieci pełna jest agresji, a "bezwartość podnosi do rangi pozytywnej". Rzecznik zaznaczył też, iż ostatnio powstaje nowy, bardzo niebezpieczny precedens. Coraz częściej telewizja wykorzystuje dzieci w reklamach, tworząc takie obrazy, które stawiają je "w sytuacjach dwuznacznych moralnie".

Niejednoznaczne pojęcie: wychowywanie

Wiceprzewodniczący Podkomisji Tadeusz Cymański podkreślił, że sprawa relacji "Czwarta władza - społeczeństwo" staje się niezwykle ważna, kiedy się weźmie pod uwagę, że z siedmiu godzin przeznaczonych na trzy - statystyczny Polak poświęca na oglądanie telewizji. Zaznaczył jednocześnie, że po raz pierwszy widzi tak dobrą współpracę wszystkich sił politycznych w Podkomisji nad pracami związanymi z ustawą. Co wcale nie znaczy, że w Sejmie nie "spotyka nas pogardliwy język. Oraz pytania - czym się zajmujecie? Zajmijcie się problemem bezrobocia. Służbą zdrowia. I jest to odwracanie uwagi od problemu. Podnosi się też element finansowy. Że wprowadzenie ustawy będzie kosztować. Wszystko dzisiaj jest sprowadzone do pieniędzy. W Sejmie też. Ekonomia zdominowała myślenie. Import, eksport, kursy, wskaźniki, struktura wydatków. I tu widzę zagrożenie dla ustawy. Przeciwnicy mogą argumentować "nie możemy jej wprowadzić, bo nie ma pieniędzy". A przecież o ile błędy gospodarcze jakiejś ekipy mogą być nadrobione kosztem wielu wysiłków, o tyle straty w wychowaniu młodego człowieka są nie do odrobienia. Może to być zmarnowane pokolenie".

Poseł, podobnie jak wielu przedstawicieli środowisk występujących w obronie dzieci i młodzieży, zaapelował do dziennikarzy o odpowiedzialność.

Niejednoznaczne pojęcie: etyka

O etyce "czwartej władzy" i odpowiedzialności mówiła przewodnicząca Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyna Mokrosińska. Zwróciła uwagę, że mówienie o odpowiedzialności dziennikarskiej, jako czymś szczególnym, jest sztuczne. Bo "z odpowiedzialnością dziennikarską jest tak, jak z odpowiedzialnością każdego z nas. Dziennikarska odpowiedzialność w tej chwili to jest odpowiedzialność osobista. A osobista odpowiedzialność to osobista wrażliwość. Są ludzie, o których mówimy, że są nadwrażliwi i tacy, którzy są kompletnie pozbawieni wrażliwości. W tej sytuacji trudno określić granice odpowiedzialności dziennikarskiej wynikające z wrażliwości. I czas najwyższy, by pomyśleć nad zmianą prawa prasowego, w którym nastąpi ujednolicenie podmiotów prawa. Bo ktoś jednak powinien ponosić odpowiedzialność za to, co się dzieje w mediach". Przewodnicząca SDP zwróciła też uwagę na bezkarność portali internetowych, które przekazują dowolne niecenzuralne treści. - A powinno się rejestrować portale internetowe na takiej samej zasadzie, jak się rejestruje wydawnictwa - apelowała Krystyna Mokrosińska, dodając: - Wówczas będzie wiadomo, kto jest prawnie ich nadawcą i wówczas uchwycimy ich odpowiedzialność.

O innym, bardzo niebezpiecznym i niekontrolowanym świecie mediów komputerowych mówiła też dr nauk prawnych Elżbieta Czarny-Drożdżejko z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podkreśliła to, o czym się często zapomina, że konstytucja zapewnia dzieciom ochronę przed przemocą i demoralizacją. Przypomniała też o groźnym naśladownictwie bohaterów filmowych, które "może prowadzić do samobójstw. I są takie przypadki". Prawnik zwróciła uwagę również na to, jak dalece gry komputerowe uzależniają. - Według opinii ekspertów, jest ono porównywalne z uzależnieniem od LSD - powiedziała Elżbieta Czerny, apelując również o zwrócenie uwagi na zjawisko niedostrzegane przez prawo i opinię publiczną, a mianowicie na prezentowanie w ostatnich latach w polskiej telewizji reklamówek najbardziej brutalnych filmów. Reklamy te puszczane są w czasie, w którym zabroniona jest prezentacja tego typu obrazów. - Bo nie jest to film, tłumaczą kierownictwa telewizji, tylko zapowiedź. Tymczasem jest to szczególnie brutalna porcja zła - kontynuowała prelegentka - ponieważ skrót pokazuje często najbardziej wynaturzone fragmenty widowiska. I to budzi zastanowienie. Bo dziecko ogląda i zapamiętuje te przekazy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2004