Logo Przewdonik Katolicki

Kto przyjmuje jedno z tych dzieci

o. Paweł
Fot.

Wychodzę na pustynię, aby przyjąć dziecko swoje głębsze ja domagające się miłości i wychowania Trzech przyjaciół zdecydowało się żyć według ewangelicznych błogosławieństw. Jeden postanowił być pokój czyniącym. Drugi oddał się dziełom miłosierdzia. Trzeci stwierdził, że nie wie, jak żyć duchem błogosłwieństw i zdecydował, by najpierw pójść...

Wychodzę na pustynię, aby przyjąć dziecko – swoje głębsze „ja” domagające się miłości i wychowania

Trzech przyjaciół zdecydowało się żyć według ewangelicznych błogosławieństw. Jeden postanowił być pokój czyniącym. Drugi oddał się dziełom miłosierdzia. Trzeci stwierdził, że nie wie, jak żyć duchem błogosłwieństw i zdecydował, by najpierw pójść na pustynię. Po pewnym czasie spotkali się w pustelni. Dwóch pierwszych, sfrustrowanych niepowodzeniami, postanowiło szukać jakiejś rady u trzeciego – pustelnika. A on nalał wody do kubka i poprosił, by zajrzeli do środka. – Widzicie coś? – zapytał. – Nie. Po chwili, gdy woda się uspokoiła, ponowił pytanie. – Teraz widzimy swoje twarze – stwierdzili. – Tak, i człowiek, dopiero gdy wyjdzie na pustynię, jest w stanie zobaczyć swoje wady.

Historia opowiadana przez Ojców Pustyni miała zabezpieczać przed pójściem na skróty. Jeśli nie zobaczę siebie, swojej biedy duchowej, poranień, noszonych przez lata skutów grzechów i pragnień, by żyć w niezależności od Boga, to grozi mi, że cały wysiłek bycia dobrym człowiekiem i bycia dla innych będzie piękną fasadą i życiem w zakłamaniu. A każdą nieprzyjętą przez siebie prawdę o sobie będę przypisywać ludziom dookoła siebie.

Człowiek prawdziwie oddany Bogu staje się dla ludzi o przewrotnym sercu jak lustro, w którym odnajdują własną nieprawość. Ludzie nieprawi nienawidzili Jezusa, zarzucając Mu te grzechy, których nie widzieli w sobie.

Pustynia modlitwy prowadzi do prawdy. Wysiłek wytrwania na modlitwie, do której wcale mnie nie ciągnie, której nie przeżywam i owocowania na początku nie zauważam, jest właśnie wyjściem na pustynię. Wychodzę na pustynię, aby przyjąć dziecko – swoje głębsze „ja” domagające się miłości i wychowania. Przyjąwszy dziecko, stawszy się jak dziecko, mogę wejść do królestwa niebieskiego, czyli przyjąć mądrość zstępującą z góry, przyjąć sercem przygotowane dla maluczkich Boże obdarowanie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki