Logo Przewdonik Katolicki

Sto lat zbrodniarza

Ksawery Śliwiński
Fot.

Dokładnie 20 lat temu w skromnym moskiewskim mieszkaniu umierał człowiek, o którym nikt już prawie nie pamiętał, a młodsze pokolenie Rosjan nie znało nawet jego nazwiska. Tymczasem jeszcze 30 lat wcześniej w jego rękach znajdowały się losy świata. Nierzadko od jego podpisu pod dokumentem zależały przesiedlenia milionowych narodów i los niezliczonych istnień ludzkich. Szczególną...

Dokładnie 20 lat temu w skromnym moskiewskim mieszkaniu umierał człowiek, o którym nikt już prawie nie pamiętał, a młodsze pokolenie Rosjan nie znało nawet jego nazwiska. Tymczasem jeszcze 30 lat wcześniej w jego rękach znajdowały się losy świata. Nierzadko od jego podpisu pod dokumentem zależały przesiedlenia milionowych narodów i los niezliczonych istnień ludzkich. Szczególną nienawiść czuł do Polski. Przez dziesięciolecia był w państwie sowieckim pierwszą osobistością po Stalinie. Marzył, by dożyć stu lat. Zmarł w zapomnieniu w 97. roku życia, życia naznaczonego licznymi zbrodniami.

Człowiek, który przeszedł do historii jako Wiaczesław Mołotow, naprawdę nazywał się Skriabin. Urodził się 9 marca 1890 r. w rodzinie kupieckiej, w osadzie Kukawka, w Guberni Wiackiej. Jego ojciec, trudniący się handlem, zapewnił wszystkim swoim synom gruntowne wykształcenie.

Partyjne narodziny
Młody Wiaczesław kształcił się w Kazaniu. W 1906 r., gdy rodzinny Kazań ogarnęło już na dobre przedrewolucyjne wrzenie, szesnastolatek wraz z innymi kolegami wstąpił do bolszewików. Wcześniej w tajnym kółku samokształceniowym studiował literaturę marksistowską. Lata studenckie spędził w Petersburgu, gdzie uczył się w Instytucie Politechnicznym. Zaczął też pracować w pierwszej bolszewickiej gazecie, o tytule zakrawającym dziś na bolesną ironię – „Prawda”. Tam publikował liczne artykuły, często pod pseudonimem. Jeden z nich – Mołotow – użyty po raz pierwszy w 1918 r., stał się z czasem partyjnym, a więc obowiązującym nazwiskiem dotychczasowego Wiaczesława Skriabina.

Mołotow już na początku partyjnej kariery nie miał „właściwego” pochodzenia, nie wykazywał wystarczającej żarliwości rewolucyjnej, nie był obdarzony talentem krasomówczym i pozostawał raczej w drugim szeregu partyjnych funkcjonariuszy bolszewickich. Jednak już wtedy dał się poznać jako człowiek niezwykłej obowiązkowości, tytanicznej pracy, gorliwy i pilny, a ponadto mający niemal pełne wyższe wykształcenie, co było rzadkością wśród rosyjskich komunistów. Te zalety pozwalały Mołotowowi wolno, ale konsekwentnie wspinać się po szczeblach partyjnej, a z czasem też państwowej hierarchii. Już w 1919 r. poznał się przelotnie z Leninem podczas wspólnej podróży przez Rosję agitacyjnym pociągiem „Czerwona Gwiazda”. Wkrótce Lenin, który dobrze zapamiętał Mołotowa, powołał go do nowego składu Komitetu Centralnego i Biura Politycznego partii.

Stalin karze i wybacza
Wpływ Mołotowa na bieżące sprawy państwa sowieckiego wzrósł niepomiernie, kiedy to w 1930 r. został wybrany na przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych ZSRR, a więc premiera sowieckiego imperium. Wtedy stał się najwyższym wykonawcą zbrodniczej stalinowskiej polityki kolektywizacji. Od 1930 r. przez następne lata wielokrotnie wyjeżdżał do różnych części Związku Radzieckiego, gdzie – wyposażony w nieograniczone pełnomocnictwa – nadzorował przymusowe wysiedlanie „bogatych, rządców, obszarników i kułaków”. W praktyce represje Mołotowa dotykały niewinnych ludzi. Gdy w 1932 roku Mołotow wyjechał na Ukrainę, by tam osobiście nadzorować dostawy zbóż, na terenie jego działalności i gospodarczych eksperymentów doszło do straszliwej klęski głodu, jakiej nie znała historia ludzkości. Wskutek tej klęski zginęły miliony niewinnych ludzi, dochodziło nawet do tragicznych przypadków kanibalizmu…

Wkrótce jednak sam Mołotow popadł w niełaskę Stalina. Nagle odsunięto go od ważnych spraw i misji. Wydawało się, że kwestia aresztowania i likwidacji Mołotowa, jak i wielu innych komunistów, jest już przesądzona. Miał być oskarżony o współpracę ze zdradzieckimi frakcjami w partii bolszewickiej. Wyjechał na przymusowy urlop, co wówczas było niemal jednoznaczne ze zgubą – wszyscy wiedzieli, że w zwyczajach Stalina nie leży usuwanie komisarza ludowego przez aresztowanie go na miejscu, w czasie pracy. Stalin najczęściej wysyłał swą przyszłą ofiarę na wypoczynek albo inspirował ogłoszenie w prasie o planowanym awansie na wysokie stanowisko państwowe, po czym ofiara w ciągu kilku dni lub tygodni ginęła w kazamatach Łubianki lub po prostu o niej już nie słyszano... Takiej grze psychologicznej Stalina Mołotow poddany był przez sześć tygodni. Ostatecznie nic mu się nie stało. Wrócił z urlopu do swoich obowiązków premiera. Wydaje się, że Stalin nie chciał pozbyć się Mołotowa, ale poprzez cyniczną i nieludzką presję uczynić go jeszcze bardziej uległym narzędziem.

Na czele dyplomacji
W maju 1939 roku wskutek intryg Mołotowa z jego rządu odszedł ludowy komisarz spraw zagranicznych Maksim Litwinow. Stanowisko szefa sowieckiej dyplomacji objął sam Mołotow, który nadal pozostawał premierem. Było to preludium do wielkiej ofensywy dyplomatycznej, jaką zaplanował w przededniu II wojny światowej. Jej głównym celem było zbliżenie państwa sowieckiego do hitlerowskiej III Rzeszy, owocem zaś osławiony pakt, podpisany przez ministrów spraw zagranicznych obu państw – Joachima Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa, którzy w imieniu swoich przywódców, Adolfa Hitlera i Józefa Stalina, dokonali podziału Europy Środkowej i Wschodniej.

17 września 1939 roku zgodnie z zapisami tajnego załącznika do paktu nastąpiła zbrojna napaść ZSRR, bez wypowiedzenia wojny, na Polskę. ZSRR zobowiązał się do zbrojnego wystąpienia przeciw Polsce w sytuacji, gdyby III Rzesza znalazła się w stanie wojny z Polską, co było eufemistycznym określeniem przewidywanego jeszcze przed wybuchem II wojny światowej najazdu Niemiec na Polskę. W przemówieniu radiowym Mołotow poinformował naród rosyjski „o wewnętrznej bezzasadności i jawnej bezcelowości istnienia państwa polskiego”. Wkrótce też na forum Rady Najwyższej ZSRR rosyjski premier zdobył się na stwierdzenie tak wyjątkowo obraźliwe, że jest ono do dziś pamiętane w naszym kraju: „Polskie koła rządzące chełpiły się «trwałością swojego państwa» i «potęgą» swojej armii. Tymczasem wystarczyło krótkie uderzenie na Polskę, najpierw ze strony armii niemieckiej, a następnie Armii Czerwonej, by nie pozostało nic z tego kalekiego tworu traktatu wersalskiego, żyjącego z ucisku kilku narodów”.

Pogarda i zapomnienie
Lata wojny mijały na Kremlu szybko. Mołotow nadal pełnił swoje funkcje w państwie radzieckim. Po najeździe hitlerowskich Niemiec na ZSRR bardzo szybko rozpoczął rozmowy dyplomatyczne z przywódcami politycznymi Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i innych krajów. Później uczestniczył w konferencjach pokojowych w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Większość swoich obowiązków wypełniał do roku 1949, kiedy to nieoczekiwanie popadł znów w niełaskę u Stalina. Odebrano mu stanowisko ministra spraw zagranicznych, a później także kolejne godności. Mimo postępującego zniedołężnienia Stalina aparat represji działał jak przed laty. Nie zdążył on jednak pochłonąć życia Mołotowa. Po śmierci Stalina w 1953 r. ekipa Chruszczowa w ciągu kilku lat ostatecznie pozbyła się jego. Zajmował coraz bardziej trzeciorzędne stanowiska, został m.in. wysłany jako ambasador ZSRR do Mongolii. Ostatecznie w 1961 r. Mołotowa wydalono z partii. Wcześniej kilkuset miastom, osiedlom i zakładom przemysłowym na terenie całego Związku Radzieckiego zmieniono nazwy zawierające w sobie nazwisko dawnego szefa dyplomacji ZSRR.

Niegdyś wielki dygnitarz partyjny i zastępca krwawego dyktatora stał się teraz jednym z wielu rosyjskich emerytów. Przez lata słał do radzieckich przywódców wnioski o rehabilitację. Były one konsekwentnie odrzucane. Mołotowa nikt już nie słuchał, nie był już nawet otoczony pogardą. Młodsze pokolenie Rosjan nawet go nie znało. W 1984 r., na dwa lata przed śmiercią, został wreszcie oficjalnie zrehabilitowany. Zmarł w końcu 1986 r., w wieku 97 lat. Nie spełniło się więc jego marzenie o dożyciu stu lat. Schyłek życia spędził w zapomnieniu – wbrew pozorom było to jego szczęście – dzięki temu nikt bowiem nie rozliczył jego zbrodni, o których w obecnej Rosji również często się zapomina.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki