Logo Przewdonik Katolicki

„W ciszy i ufności leży wasza siła”

Olga Nadskakuła
Fot.

Do Taizé przybywa się jak do źródła powiedział w trakcie swej wizyty na wzgórzu we Francji w 1986 r. Papież Jan Paweł II. Miejsce to od lat przyciąga tysiące ludzi, którzy pragną na nowo odkryć obecność Chrystusa w swoim życiu. O atmosferze wakacyjnych spotkań w Taizé z Edytą Strzelecką, uczestniczką tegorocznych rekolekcji w ciszy, rozmawia Olga Nadskakuła Dlaczego...

„Do Taizé przybywa się jak do źródła”– powiedział w trakcie swej wizyty na wzgórzu we Francji w 1986 r. Papież Jan Paweł II. Miejsce to od lat przyciąga tysiące ludzi, którzy pragną na nowo odkryć obecność Chrystusa w swoim życiu. O atmosferze wakacyjnych spotkań w Taizé z Edytą Strzelecką, uczestniczką tegorocznych rekolekcji w ciszy, rozmawia Olga Nadskakuła

Dlaczego wybrała Pani rekolekcje właśnie w Taizé?
– Znam Taizé już od ośmiu lat, byłam tam wcześniej trzy razy. Jest to miejsce, do którego warto wracać. Duchowość proponowana w Taizé jest tak prosta, że każdy może się w niej odnaleźć, a jednocześnie zawsze jest coś nowego do odkrycia.

Co jest takiego niezwykłego?
– Taizé jest otwarte na każdego – poszukujących, jak i na osoby chcące pogłębić swoją wiarę. Wielość grup rekolekcyjnych sprawia, że każdy ma szansę znaleźć swoje miejsce. Rekolekcje polegają przede wszystkim na tym, by wejść w rytm życia wspólnoty tamtejszych braci, a podstawą ich życia jest modlitwa trzy razy dziennie.

A jak spędza się czas poza modlitwą?
– Rekolekcje w Taizé są adresowane do ludzi dorosłych, stąd dużo możliwości i swoboda decydowania o tym, w jaki sposób będzie się spędzać czas na wzgórzu. Słowem-kluczem wszystkich rekolekcji jest zaufanie – bracia chcą żyć zaufaniem, dlatego przyjmują każdego i towarzyszą mu na jego drodze do odkrywania głębi wiary.
Ta wolność wyboru określonego sposobu przeżywania rekolekcji wpisuje się jednak w pewne określone zasady organizacyjne. Taizé przyjmuje jednorazowo sześć tysięcy osób, dlatego wszystko musi być doskonale zorganizowane.

W tym roku wybrała Pani rekolekcje w ciszy. Czym różniły się one od poprzednich?
– Pobyt w Taizé to nieustanne święto narodów – czasem jest to „głośna” radość bycia razem, czasem – w grupie ciszy – doświadcza się radości w inny sposób. Jest to osobiste, wręcz kontemplacyjne „świętowanie” swojej relacji z Bogiem. Osoby przebywające w ciszy mieszkają w osobnym miejscu, są w jakiś sposób odgrodzone od „głośnego” Taizé.

o jest „tajemnicą” rekolekcji w ciszy?
– Działanie Pana Boga w sercu każdej z osób odbywających te rekolekcje. Bóg prowadzi każdego w sposób indywidualny, każdego inną drogą, ale też każdemu daje się spotkać. Wprowadzając nas w te rekolekcje, powiedziano nam, że w tym czasie lepiej poznamy siebie i właśnie przez to zauważymy działanie Boga w naszym życiu. W moim przypadku to się sprawdziło.

Tydzień w ciszy to bardzo wymagająca formuła. Jak Pani poradziła sobie z tym zadaniem?
– Ten czas był potrzebny, żeby przemyśleć, jak wiara ma się realizować w naszej codzienności. W trakcie tych rekolekcji stawiałam sobie konkretne pytania, poszukując na nie odpowiedzi w modlitwie, w osobistej medytacji nad fragmentami Pisma Świętego i w Różańcu. W grupie ciszy czas pomiędzy modlitwami jest wypełniony tak jak pragnie tego uczestnik. Jest możliwość pracy twórczej, wiele osób próbuje swoich sił w malowaniu, lepieniu z gliny. Do mnie zawsze przemawiała muzyka, dlatego skorzystałam z możliwości uczestnictwa w otwartych próbach chóru.

Czy nie odczuwała Pani żalu, że rekolekcje w ciszy wyłączają z możliwości poznania ludzi z całego świata?
– Nie miałam co prawda możliwości rozmawiania z ludźmi, jednak poznawałam ich w inny sposób: przez obserwację. Trzeba było domyślać się czyjegoś nastroju z wyrazu twarzy, zachowania. To uczy wrażliwości. Oczywiście bracia sugerują, by na rekolekcje w ciszy wybierali się ci, którzy już choć raz byli w Taizé. Każdy bowiem, kto przyjeżdża tu po raz pierwszy, ma mnóstwo pytań, czuje się zagubiony. Po przeżyciu tygodnia można poczuć się w Taizé jak u siebie; wtedy też jest odpowiedni czas na ciszę.

Czy Pani oczekiwania względem tych rekolekcji przełożyły się na rezultaty?
– Tak, a nawet przerosły moje oczekiwania. Jednym mogłam się tylko „rozczarować”: chciałam się ubogacić wewnętrznie, a zrozumiałam, że najważniejsze jest duchowe ubóstwo. Niejednokrotnie za bardzo trudzimy się w naszych duchowych poszukiwaniach, a to co najpiękniejsze po prostu samo przychodzi w odpowiednim czasie, jeśli tylko potrafimy cierpliwie czekać.

Dziękuję za rozmowę

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki