Logo Przewdonik Katolicki

Nie przekładać Papieża!

Szymon Hołownia
Fot.

Papieski samolot odleciał do Rzymu. Pozostający na miejscu dziennikarze zanim powrócą do ulubionych tematów (koalicji, Radia Maryja i lustracji) przez dzień lub dwa będą maglować każdego, kto nawinie im się pod rękę, zadając to samo pytanie: Co pozostawił nam Benedykt XVI?. Jedni odpowiedzą, że głównie mocny apel do księży, by zajmowali się przede...

Papieski samolot odleciał do Rzymu. Pozostający na miejscu dziennikarze – zanim powrócą do ulubionych tematów (koalicji, Radia Maryja i lustracji) – przez dzień lub dwa będą maglować każdego, kto nawinie im się pod rękę, zadając to samo pytanie: „Co pozostawił nam Benedykt XVI?”.

Jedni odpowiedzą, że głównie mocny apel do księży, by zajmowali się przede wszystkim prowadzeniem ludzi do Boga, a nie polityką, biznesem czy wyświetlaniem dramatycznych prawd historii oraz by nie gnuśnieli w swoich bezpiecznych parafiach, a szukali nowych miejsc i nowych form dotarcia do współczesnego człowieka. Inni skupią się na przesłaniu do młodzieży; prośby o to, by niezależnie od tego, co młodzi będą budowali w swoim życiu, zaczynali od położenia fundamentu, którym jest osobista przyjaźń z Bogiem. Wielu z pewnością zwróci uwagę na poruszające przemówienie w KL Birkenau. Byli tacy, którzy oczekiwali, że Papież przeprosi tu za Holocaust. Były ambasador Izraela w RP Szewach Weiss przytomnie odpowiadał im, że przepraszanie to, owszem, ważny gest, ale przecież wybaczyć tę zbrodnię mogliby tylko ci, którzy padli jej ofiarą. Benedykt słusznie wybrał więc inną drogą – w głąb. Pokazywał, że ci, którzy boją się przepowiedzianego w Piśmie Świętym Antychrysta, nie powinni liczyć na to, że będzie on wyglądał jak bohater grany przez Ala Pacino w znanym filmie „Adwokat diabła”, wykonujący szatańskie sztuczki i otoczony przez lubieżne panie. Antychryst nie wyskoczy z wulkanu, skąpany w obłokach siarki. Antychrystem może się stać każdy z nas, nasz sąsiad, przyjaciel, polityk. Gdy przyjdzie, nie będzie zadawał dziecinnych pytań w stylu: „Czy chcesz służyć szatanowi?”, zapyta raczej rozsądnie: „Czy chcecie, by przywrócono wam honor, czy interesuje was postęp, potęga kraju?”. To, co stało się w Niemczech w latach 30. XX wieku pokazuje dobitnie, że Antychryst nie spada z nieba, nie musi – wystarczy, że zwycięży w demokratycznych wyborach. To nie Bóg ściąga nam nieszczęście na głowę. Robimy to sobie sami. Szykujemy się, by zwalczać piekielne fajerwerki, nie widzimy, że prawdziwe zło jest zwykle do bólu banalne, powszednie, ma twarz konkretnego człowieka.

Benedykt – zwłaszcza w tym przemówieniu – zostawił wiele nowych myśli. Ale zostawił nam też nowe słowa. We wszystkich swoich homiliach zaproponował nowy dla polskich uszu język, którym można mówić o wierze. Precyzyjny, nieuciekający w dygresję, niemnożący niekończących się odwołań, koncentrujący się na jednym, a nie próbujący poruszyć tysiąc wątków na raz. Ludzie, którzy w polskim Kościele piszą listy pasterskie do wiernych albo pobożne książki, dostali dobrą lekcję. Modlę się, by nie wzięli się teraz za przekładanie słów Papieża „na nasze”.

Autor jest zastępcą kierownika działu Plus-Minus i Rzecz o książkach dziennika „Rzeczpospolita”

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki