Logo Przewdonik Katolicki

Piekielna otchłań

Tadeusz Biedzki
fot. z książki „Wyspy niepoliczone. Indonezja z bliska"

Tutaj zarabiają na życie, na utrzymanie rodzin. Ich los, los ich dzieci zależy od wul¬kanu. Dlatego, pomimo strachu, nie rezygnują z pracy, chociaż w górę strzelają opary siarki, a naukowcy z Dżakarty co rusz ślą ostrzeżenia.

Tysiąc kilometrów w linii prostej na wschód od Anak Krakatau, nieopodal wschodniego wybrzeża Jawy, z którego widać już Bali, leży wulkan Kawah Ijen. Jest to właściwie kilka kraterów położo­nych w starej kalderze o średnicy około dwudziestu kilometrów. Kratery znajdują się na wysokości od dwóch tysięcy trzystu do trzech tysięcy metrów. Nie byłyby warte wzmianki, bo podobnych jest w Indonezji wiele, gdyby nie jeden – Kawah Ijen. Ten krater wypełniony jest największym na świecie kwaśnym siarkowym jeziorem, a ze zboczy wylewa się płynna, niemal stuprocentowa siarka, którą po zastygnięciu, z narażeniem życia, wydobywają i transportują pracownicy tutejszej nielegalnej kopalni.
 
Robotnicy
Świta, gdy zbliżamy się do Kawah Ijen. Od pół godziny gro­madzą się tu robotnicy. Dotarli na miejsce na starych motorowe­rach lub w zdezelowanych, kilkudziesięcioletnich ciężarówkach, w straszliwym tłoku, niektórzy wisząc nad paką jak kiście wi­nogron. Dotarli z miejscowości odległych o kilkanaście, a nawet o kilkadziesiąt kilometrów.
Pod samym wulkanem nie ma ludzkich osad. To zbyt niebez­pieczne, bo Kawah Ijen wciąż daje o sobie znać, a co kilkanaście lat – wybucha. Władze alarmują, by nie zbliżać się do niego na odległość mniejszą niż dwa kilometry. Ale robotnicy pracujący w kraterze puszczają te ostrzeżenia mimo uszu. Oswoili się już z pomrukami dochodzącymi z głębi ziemi. To ich chleb powsze­dni. W dosłownym tego słowa znaczeniu – tutaj zarabiają na życie, na utrzymanie rodzin. Ich los, los ich dzieci zależy od wul­kanu. Dlatego, pomimo strachu, nie rezygnują z pracy, chociaż w górę strzelają opary siarki, a naukowcy z Dżakarty co rusz ślą ostrzeżenia.
Kawah Ijen ostatni raz wyrzucił tony popiołów na początku tego stulecia. Dlatego cała okolica jest zielona. Pył wulkaniczny użyźnia glebę, rośnie tu imponująca dżungla pełna wszelkich ga­tunków drzew. Na jej brzegu wyróżniają się wspaniałe bananowce, drzewa kawowe, palmy i pięciometrowe paprocie. Jest pięknie. Podziwianie bujnej i pełnej życia dżungli mogłoby być jedyną przy­jemnością robotników dojeżdżających do pracy, gdyby nie to, że jadą wczesnym rankiem, gdy jest jeszcze ciemno, i wykorzystują każdą chwilę, aby się zdrzemnąć. Kiedy wracają, są zbyt zmęczeni, by zwracać uwagę na otoczenie.(…)

 

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 27/2019, na stronie dostępna od 07.08.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki