Manipulacja jako terapia

"Rzeczpospolita" podejmuje w chwili obecnej dość ważny temat: "Narodowy Fundusz Zdrowia nie wpisał zabiegu zapłodnienia in vitro do procedur kontraktowanych na rok 2005, co jest sprzeczne z obowiązującą ustawą zdrowotną. (...) Po co nam ustawy, które nie wchodzą w życie, a tylko prowadzą do wzmożonych złych emocji i przygnębienia?

() Nowa ustawa zdrowotna wskazuje terapie,...
Czyta się kilka minut

"Rzeczpospolita" podejmuje w chwili obecnej dość ważny temat: "Narodowy Fundusz Zdrowia nie wpisał zabiegu zapłodnienia in vitro do procedur kontraktowanych na rok 2005, co jest sprzeczne z obowiązującą ustawą zdrowotną. (...) Po co nam ustawy, które nie wchodzą w życie, a tylko prowadzą do wzmożonych złych emocji i przygnębienia?

(…) Nowa ustawa zdrowotna wskazuje terapie, których nie można finansować z pieniędzy publicznych (tzw. negatywny koszyk świadczeń medycznych) i zgodnie z tym, co zaproponowało Ministerstwo Zdrowia i przegłosowali w Sejmie posłowie lewicy, nie należy do nich zapłodnienie in vitro".

Temat jest osadzony oczywiście w bardzo konkretnej przestrzeni cierpienia ludzkiego - niepłodności. Pisałem już chyba kiedyś o tym, że w moim odczuciu w przypadku bezpłodności, słowo "cierpienie" jest bardziej adekwatne niż słowo "choroba". Nie każda bezpłodność jest chorobą, każda - jest cierpieniem. Chorobę można i należy leczyć. Pytanie tylko, czy zabieg zapłodnienia in vitro jest leczeniem? Przyczyna "choroby" nie zostaje usunięta. Bezpłodność zostaje bezpłodnością. Można by szukać tutaj raczej analogii z protetyką niż terapią. Ale to porównanie nie jest do końca prawdziwe. W protetyce wykorzystuje się sztuczny, etycznie neutralny materiał. Tutaj, w sztucznym zapłodnieniu dokonuje się manipulacji na "materiale rozrodczym" ludzkim, to znaczy na człowieku.

Czy manipulacja na człowieku jest terapią? I na litość boską, dlaczego miałbym za nią jako podatnik płacić? Nie znajduję żadnego racjonalnego uzasadnienia pokazującego, że ten proceder jest terapią. Bezpłodna para wchodzi do kliniki bezpłodna i taką z niej wychodzi. A że z dzieckiem? Cóż, w takim razie, także państwo (to znaczy podatnicy) powinni refundować adopcję. Różnica jest tak naprawdę tylko jedna - sztuczne zapłodnienie in vitro jest nieetyczne, adopcja jest gestem miłości, przyjęciem daru dziecka już istniejącego i czekającego na miłość.

Raz jeszcze powtarzam, nie ignoruję cierpienia małżeństw niepłodnych. Ale ignoruję ignorancję i demagogię.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2005