Logo Przewdonik Katolicki

Mit modelingu

Aleksandra Polewska
Fot.

Uwaga, fałszywi prorocy! Wiele dziewcząt marzy o karierze modelki, świat mody jawi im się jako nadzwyczajne środowisko. Rzeczywistość jednak daleka jest od mitu, w który wiele z nich wierzy. Warto ją poznać. Z Anną, absolwentką szkoły modelek, rozmawia Aleksandra Polewska Zobaczyłaś ogłoszenie o naborze do szkoły modelek i... - I spóźniłam się na spotkanie. Stałam...

Uwaga, fałszywi prorocy!

Wiele dziewcząt marzy o karierze modelki, świat mody jawi im się jako nadzwyczajne środowisko.
Rzeczywistość jednak daleka jest od mitu, w który wiele z nich wierzy. Warto ją poznać.
Z Anną, absolwentką szkoły modelek, rozmawia Aleksandra Polewska



Zobaczyłaś ogłoszenie o naborze do szkoły modelek i...
- I spóźniłam się na spotkanie. Stałam pod drzwiami sali, bojąc się je otworzyć. Myślałam bowiem: za chwilę ujrzę 150 przysłowiowych Claudii Schiffer. A ja, nie dość, że jestem brunetką, to mam 165cm wzrostu! W końcu otworzyłam drzwi... i osłupiałam. W sali siedziało kilkadziesiąt zwyczajnych dziewczyn. Żadnych zjawiskowych piękności. Runął pierwszy mit modelingu, w jaki wierzyłam! Spotkanie prowadziły dwie młode kobiety: jedna niższa i bardzo zadbana - była to charakteryzatorka, i druga, wysoka, bardzo chuda, przemęczona, zaniedbana. Modelka. Najlepsza modelka regionu, nazwijmy ją Beata. Znałam jej twarz z okładek kolorowych pism.

Zaniedbana, przemęczona modelka? I obok piękna charakteryzatorka?
- Na zdjęciach modelka ta wyglądała jak anioł. W rzeczywistości jej oczy były małe, cera nie najlepsza itd. Ale miała to, co potrzebne jest modelce: odpowiedni wzrost, wagę i fotogeniczność. Jeśli ktoś jest fotogeniczny, może być nawet krasnoludkiem, byle tylko chudym. Wady urody maskuje się tzw. grubym makijażem, z jakim żadna dziewczyna nie wyszłaby na ulicę. Czego nie ukryje makijaż, maskuje się światłem. Poza tym dzięki programom komputerowym do obróbki fotografii można dokonać cudów... Jedyne, czego nie załatwi ani makijaż, ani światło, ani komputer to fotogeniczność.

Dlaczego Beata wyglądała w rzeczywistości źle?
- To, że była "na topie", wiązało się z niekończącymi się dietami. W środowisku modeli każdy jest za gruby. Diety modeli to nie - jak się powszechnie uważa - warzywa, chude mięso i woda. Gdy dowiedziałam się, że muszę schudnąć o dziesięć kilogramów, poprosiłam Beatę o poradę, jaką dietę zastosować. Usłyszałam: "Przez dwa tygodnie nic nie jedz, tylko pij wodę. Gdy będziesz bardzo głodna, zjedz kawałek czekolady. Możesz też stłumić głód colą. Ale nie pij zbyt dużo, jest kaloryczna. Jeśli zdarzy się, że rzucisz się na jedzenie, zawsze możesz pójść do łazienki i zwrócić. Wiesz, jak to się robi". Zapytałam, czy tryb życia, jaki prowadzi, nie pozostaje bez wpływu na jej zdrowie. Dowiedziałam się, że odczuwa negatywne objawy, lecz: "albo chcesz być modelką, albo chcesz być zdrowa. Kiedyś minie mój czas w branży, więc teraz zarabiam, ile mogę".
Co sprawia, że dla modelki przestaje się liczyć nawet własne zdrowie?
- Po pierwsze, perspektywa zarobku. Po drugie, agencje modeli, szkoły modeli to miejsca, w których ludziom może uderzyć woda sodowa do głowy. Społeczeństwo patrzy na modeli jak na wybrańców. I oni zaczynają się tak czuć. To jest jak narkotyk, można się uzależnić. A to wcale nie są najpiękniejsi ludzie świata, tylko bardziej pewni siebie niż inni. W szkołach modelek sprawdza się przysłowie: do odważnych świat należy.

Czego się nauczyłaś w szkole modelek?
- Owszem, nauczyłam się wielu rzeczy, ale przede wszystkim zobaczyłam i zrozumiałam, że słynna aura modelingu to jeden wielki mit. Zaczęłam doceniać to, co mam, choć przyznam, że zapędziłam się w kozi róg z dietami. Od ukończenia szkoły minęło kilka lat, a ja nadal walczę z nadwagą, której tam się nabawiłam - przez odchudzanie. Rozregulowałam sobie przemianę materii. Kiedyś mogłam jeść wszystko, w każdych ilościach i być szczupła. Teraz jest inaczej. Dowiedziałam się też, że presja bycia chudym (nie szczupłym!) wiąże się z ekonomią. Po prostu producenci odzieży zużywają mniej materiału, szyjąc dla ludzi chudych, przy czym szycie odzieży dla kobiet chudych jest mniej pracochłonne niż dla tych o kobiecych kształtach. Stąd cała ta propaganda "chudości". Zobaczyłam na własne oczy, że najbardziej liczą się - nawet w tej branży - osoby, które są sobą, podkreślają swą niepowtarzalność. Nie trzymają się kanonów mody czy piękna. Przekonałam się też, że nie warto robić z siebie towaru i sprzedawać twarzy producentom margaryny.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki