Logo Przewdonik Katolicki

Za Kaczyńskiego?

Michał Gryczyński
Fot.

Przez kilka tygodni na łamach jednego z lokalnych poznańskich dzienników ukazywały się artykuły poświęcone salezjance, siostrze Halinie Rzońcy, katechetce w Szkoły Podstawowej nr 74 w Poznaniu. Zarzucano jej prawie wszystko. Najpierw, że kazała modlić się dzieciom za Kaczyńskiego, potem handel dewocjonaliami, a nawet szykanowanie niektórych uczniów. Na koniec nawet to, że siostrze...

Przez kilka tygodni na łamach jednego z lokalnych poznańskich dzienników ukazywały się artykuły poświęcone salezjance, siostrze Halinie Rzońcy, katechetce w Szkoły Podstawowej nr 74 w Poznaniu. Zarzucano jej prawie wszystko. Najpierw, że kazała modlić się dzieciom za Kaczyńskiego, potem handel dewocjonaliami, a nawet szykanowanie niektórych uczniów. Na koniec nawet to, że siostrze nie podoba się Harry Potter.



Na łamach gazety głos zabrali między innymi wielkopolski kurator oświaty Apolinary Koszlajda - uznał agitację polityczną za skandal - oraz dyrektor Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Poznania Andrzej Tomczak, który wyraził zrozumienie dla oburzenia rodziców. Jedna z matek, Danuta Kowalska, skarżyła się, że siostra nazywa jej dziecko "córką szatana". Inna, Beata Jaworska, że córka jest szykanowana tylko dlatego, że ona żyje bez ślubu kościelnego. Siostrę katechetkę oskarżono o handel dewocjonaliami po zawyżonych cenach. Pisano o rzekomych rozmowach kuratorium z kurią i o protestach rodziców, choć do Wydziału Katechetycznego nie wpłynęła żadna skarga.

Tusk, Tusk!


Siostra Halina jest zmęczona nachodzeniem dziennikarzy. - Pytają mnie ciągle o to samo - mówi - a potem i tak piszą swoje. Nigdy nie prowadziłam żadnej agitacji. Swego czasu modliłam się z dziećmi o wybór kolejnego papieża, więc i teraz modliliśmy się wspólnie o wybór dobrego prezydenta. Kiedy podałam intencję, jedno z dzieci zaczęło wołać: - Tusk, Tusk!, więc powiedziałam: - Myślę, że Lech Kaczyński też byłby dobrym prezydentem. Tyle.
Tadeusz Naklicki, ojciec dziewczynki, która chodzi do trzeciej klasy, słyszał od córki, że podczas modlitwy o wybór dobrego prezydenta rozległo się skandowanie nazwiska Tuska, co siostra odpowiednio skomentowała. Osobiście uważa, że niemałą rolę odegrały tu emocje. - Któryś z rodziców to podchwycił, a media skorzystały z sensacyjnego tematu.
Siostra Halina mówi, że po słynnej już modlitwie następnego dnia podeszła do niej wychowawczyni i oświadczyła: - Proszę w mojej klasie nie prowadzić agitacji. Również pani dyrektor powitała ją podobnymi słowami, nie pytając w ogóle, czy to prawda. - Odpowiedziałam, że nie wiedziałam, iż nie wolno modlić się o wybór dobrego prezydenta, ale skoro tak jest, to już więcej nie będę.

W zakonie św. Jana Bosko


Siostra od najmłodszych lat marzyła o pracy z dziećmi. Ukończyła studia teologiczne w Kielcach. W zakonie założonym przez św. Jana Bosko, wielkiego wychowawcę młodzieży, jest przeszło czterdzieści lat, a od ponad trzydziestu naucza. - W wielu diecezjach byłam doceniana, a nawet nagradzana. Biskup gorzowski Paweł Socha zaprosił mnie, jako instruktora, do prowadzenia szkolenia przygotowującego do pracy przyszłych katechetów - opowiada zakonnica. - Kocham dzieci i mam nadzieję, że one także mnie kochają, bo garną się do mnie. Czy to niewymowne, że ze szkoły, w której katechizuję, prawie trzydzieści dzieci uczęszcza do Oratorium prowadzonego przy naszym domu zakonnym?
- Czy siostra nazwała jedną z dziewczynek "córką szatana"? - pytam. - Nigdy nie nazwałabym tak żadnego dziecka - broni się siostra Halina. - Nie przypominam sobie także żadnego czarnego Różańca.

Niepotrzebnie


Rodzice - prosząc o zachowanie anonimowości - podkreślają, że niepotrzebnie nagłośniono wydumaną aferę, a siostrze wyrządzono krzywdę. Jedna z matek mówi, że od chwili, gdy jej córka zaczęła chodzić do szkoły, wyczuwała atmosferę niechęci wobec katechetki i dodaje: - Widziałam jej wysiłki, aby dobrze przygotować dzieci do Pierwszej Komunii św., jak i to, że rodzice niewiele jej pomagali, co mnie dziwiło. Zapewnia, że nie spotkała się nigdy z handlowaniem przez siostrę dewocjonaliami, a ponieważ dwukrotnie uczestniczyła w pielgrzymkach z jej udziałem i widziała jej bezinteresowne działania, nie wierzy, aby zabiegała o zyski dla siebie. - Podziwiałam jej spokój i opanowanie wobec dzieci, które nie zawsze były grzeczne; sama nie miałabym tyle cierpliwości - dodaje.

Leczenie ran


Siostra próbuje bronić rodziców, którzy ją oskarżają. - Oni próbują niekiedy leczyć swoje rany, raniąc innych - mówi. - W tym przypadku chodzi o dwie matki, z którymi zresztą próbowałam serdecznie porozmawiać. Już wcześniej chciały mi zaszkodzić. Wtedy pani kurator Borowczyk prosiła, aby swe zarzuty powtórzyły podczas konfrontacji na plebanii, ale nie przybyły na spotkanie. Zaskoczyła mnie ich zawziętość, bo przecież nie sprawiłam im żadnej przykrości, a ich córki lubię i nic do nich nie mam.
Kurialny wizytator nauki religii ks. Piotr Kuś wyjaśnia, że dzieci obu pań, które wysuwają oskarżenia, nie są aktualnie uczennicami siostry Haliny. - Miałem okazję rozmawiać z jedną ze wspomnianych pań i odniosłem wrażenie, że jest ona niechętna wobec siostry Haliny, a taka postawa zawsze utrudnia obiektywną ocenę sytuacji - dodaje ksiądz Kuś.
Dyrektorka szkoły Halina Hain w rozmowie z ks. Kusiem określiła postępowanie mediów jako "wywoływanie duchów przeszłości". Podkreślała też znaczenie charytatywnej działalności sióstr salezjanek na rzecz dzieci, pomoc w żywieniu i nauce czy przy przekazywaniu odzieży.
- Dziennik, który opisywał działalność katechetki, przez prawie miesiąc opublikował osiem tekstów na temat zakonnicy - mówi ks. Maciej Szczepaniak, rzecznik prasowy Kurii Metropolitalnej w Poznaniu. - To była prawdziwa telenowela, która wyrządziła wiele złego w psychice dzieci uczestniczących w tym spektaklu.
Ks. rzecznik wspomina, że sprawą siostry interesował się też jeden z ogólnopolskich środków przekazu. Po licznych rozmowach z rodzicami i nauczycielami zrezygnowano jednak z materiału. - Powiedziano mi, że nie ma żadnych podstaw do zajęcia się tym tematem.

Za siostrę


Tadeusz Naklicki twierdzi, że rozmawia z córką o tym, co dzieje się w szkole i nigdy nie słyszał, aby z ust siostry Haliny padały jakieś obraźliwe epitety pod adresem dzieci. Zarzut o handel dewocjonaliami uważa za absurdalny, bo siostra raczej rozdaje obrazki czy pisma katolickie.
Po artykułach w gazecie podczas modlitwy w trzeciej klasie jeden z chłopców dodał od siebie intencję. - Módlmy się za siostrę Halinę, aby wymazano te bzdury, które o niej piszą.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki