Ślub w dwudziestym dniu pożogi...

20 sierpnia 1944 roku. Warszawa walczy i krwawi. Wre bój. Niemcy od rana nacierają na Starówkę. Kierowanym przez kabel "Goliatem" niszczą ścianę pałacu Mostowskich, wdzierają się do środka. Tracimy redutę. Ogień trawi gmach Banku Polskiego.

Ale i powstańcy osiągną tego dnia znaczący sukces. Po uporczywych szturmach udaje się zająć "PAST-ę", słynny stołeczny wysokościowiec....
Czyta się kilka minut

20 sierpnia 1944 roku. Warszawa walczy i krwawi. Wre bój. Niemcy od rana nacierają na Starówkę. Kierowanym przez kabel "Goliatem" niszczą ścianę pałacu Mostowskich, wdzierają się do środka. Tracimy redutę. Ogień trawi gmach Banku Polskiego.

Ale i powstańcy osiągną tego dnia znaczący sukces. Po uporczywych szturmach udaje się zająć "PAST-ę", słynny stołeczny wysokościowiec. Miasto obiega radosna wieść.

W cieniu tych dramatycznych wydarzeń rozgrywa się scena jakby z innego świata: do kościoła pw. św. Michała przedziera się… młoda para! To Zosia i Wacław - żołnierze grupy "Granat". Kluczą pomiędzy barykadami. Objęci. Przyrzekli sobie - jeśli przyjdzie im w tych godzinach zginąć, to tylko razem…

Przeżyli. Niedawno przypadła 61. rocznica ich ślubu.

Prezentujemy autentyczną opowieść o miłości silniejszej niż wojna.

Państwo Zofia i Wacław Szczepańscy od dziesięcioleci mieszkają w Bydgoszczy. Wiodą ciche, skromne życie emerytów; doczekali się prawnuka. Pan Wacław ukończył 90 lat, małżonka jest o jedną dekadę młodsza. Chociaż powojenny los nie zawsze obchodził się z nimi łagodnie, szwankowało zdrowie, zachowali pogodę ducha. "Kiedy ktoś wyniósł cało głowę stamtąd, z Warszawy, przeszedł przez piekło okupacji, wie, że życie, choć momentami trudne, jest darem. Z niego należy korzystać jak najmądrzej, jak najlepiej…" - w tenże sposób streścić można credo familii Szczepańskich.

Kozacki czar

Uczucie połączyło przeciwności: o takich jak ona zwykło się w tamtych czasach mówić "kurczaczek", względnie "chucherko"; o takich jak on - "pistolet" albo "kozak". - Czasem aż uśmiecham się do siebie, kiedy myślę, jak Pan Bóg zdołał nas połączyć. Niby wszystko ich dzieliło: chłopak z dalekich stron, dziewczyna z zapadłej wioseczki pod Rzeszowem, różnica wieku, w kraju grasują hitlerowcy… A ten charakter Wacia!? - Ja spokojna, a on zawsze na pierwszej linii, pcha się do każdego niebezpieczeństwa! Jak z takim wytrzymać? Muszę jednak przyznać, że tą swoją "innością" od razu mi zaimponował… - stwierdza pani Zofia. Małżonek, skromnie przemilczając okupacyjne czyny (na szczęście pani domu doskonale pamięta, jak przed laty wybranek jej serca "zorganizował" i przewiózł w trumnie karabin maszynowy, innym zaś razem odłączył od przetaczanego na bocznicy pociągu wagon pełen masła, podstawiając w jego miejsce pusty, itd.), podsumowuje: - Taki już byłem, że nigdy nie miałem "pietra". Jak wydano rozkaz, to wiedziałem, że zrobię wszystko, aby go wykonać. W bitwie, w akcji nie myślało się o strachu… Poza tym szło wtedy o Polskę. To, do czego zdolny jest wróg, zobaczyłem w 1939 roku. Po tym już wahać się nie mogłem. Byłem przecież wtedy zawodowym wojskowym! "Strachać się" po prostu nie umiałem…

Kozak. Nic dodać, nic ująć.

Pierwsze zachwyty, pierwsze boje…

Pan Wacław urodził się na prastarych Kujawach, wychował nad brzegami Gopła. Rodzina musiała być uboga, gdyż Wacek, osiągając "swoje lata", postanowił, iż dłużej nie będzie dla niej ciężarem - zaciągnie się do armii. Tak zrobił, trafiając do stacjonującego w Bydgoszczy 11. Dywizjonu Artylerii Konnej. I tu młody wojskowy z miejsca się zakochał - w koniach! Zachwyt nad tymi zwierzętami nie minął aż do dziś. - Cóż tam służyły za koniki! - rozpływa się Szczepański. - Mądre, przyjazne. Zawsze nosiłem w kieszeni cukier, żeby je częstować. Lubiły mnie - na zawodach jeździeckich zajmowałem dobre miejsca. Dowódca gratulował, wyróżniał. Kiedy ojciec przyjechał odwiedzić mnie w wojsku, poprowadziłem go na ujeżdżalnię, pokazałem, jak konno potrafię skakać przez przeszkody. Widziałem, że jest dumny.

"Romantyczna epoka armii w siodle" zbliżała się jednak do kresu. Choć siły agresorów nie miały we Wrześniu łatwej przeprawy z naszym wojskiem - ostatecznie zwyciężyły. Na pierwszą w swoim życiu frontową kampanię Wacław Szczepański wyruszył w stopniu kaprala. Artyleria spieszyła na pomoc Warszawie. Ludzie i konie po raz ostatni wojowali razem. I razem ginęli.

W niewielkiej podrzeszowskiej Babicy młodziutka Zosia wsłuchuje się w hiobowe wieści płynące ze stolicy…Cdn.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2005