Logo Przewdonik Katolicki

Ludzie od szarej roboty

Mateusz Wyrwich
Fot.

Nazywa się ich "szarymi działaczami związkowymi". W "Solidarności" pracują nieprzerwanie od dwudziestu pięciu lat. Zarówno podczas legalnej działalności związku, jak i nielegalnej w latach osiemdziesiątych. Również obecnie. Dziś mało kto o nich pamięta. Wtopieni w rzeczywistość Rzeczypospolitej, o którą walczyli, jak w mazowiecki piasek, nie pojadą nawet na centralne uroczystości...

Nazywa się ich "szarymi działaczami związkowymi". W "Solidarności" pracują nieprzerwanie od dwudziestu pięciu lat. Zarówno podczas legalnej działalności związku, jak i nielegalnej w latach osiemdziesiątych. Również obecnie.



Dziś mało kto o nich pamięta. Wtopieni w rzeczywistość Rzeczypospolitej, o którą walczyli, jak w mazowiecki piasek, nie pojadą nawet na centralne uroczystości obchodów 25-lecia "Solidarności" do Gdańska. Chociaż mają zaproszenia. Nie stać ich na to. Rzeczpospolita dzisiejsza sprowadziła wielu z nich do roli paupersów.
Z mazowieckich Siedlec jest ich czterech, spośród kilkudziesięciu działaczy z dawnego miasta wojewódzkiego. Znają się połowę swego życia. Trzech z nich niedawno skończyło pół wieku - Krzysztof Golbiak, Sławomir Musiej i Tomasz Olko. Tylko Bogusław Olszewski ma od nich o dziesięć lat mniej. Ale staż działacza ten sam, bo aktywność społeczno-polityczną w Ruchu Młodej Polski zaczynał jeszcze jako uczeń szkoły średniej. Choć mają własne problemy, niemal każdego dnia żyją sprawami innych. Jeden coś organizuje. Drugi z kimś się spotyka. Trzeci walczy o kolejny zapis w układach zbiorowych korzystnych dla pracowników. Następny jedzie do stolicy na posiedzenie Zarządu Regionu "Solidarności". I tak niemal każdego dnia. Każdego tygodnia. Praca, działalność związkowa, rodzina. Nikt ich z żadnego obowiązku nie zwalnia.

Prawda i kłamstwo


Wszyscy chętnie przyłączyli się do "Solidarności" w 1980 roku. Bo PRL był dla nich czasem zakłamania i koszmaru. - Był to kraj pełen iluzji i pruderii - mówi pracujący wówczas w zakładach "VIS" w Siedlcach Tomasz Olko. - Komuniści za wszelką cenę próbowali doprowadzić do deprecjacji Kościoła i takich wartości, jak: honor, prawda, uczciwość.
- Komuniści tworzyli system, który wyjątkowo psuł młodych ludzi - podkreśla Bogusław Olszewski, wówczas działacz RMP. - Kazali nam wierzyć w bohaterów, którzy tak naprawdę byli antybohaterami. Przygotowując się do matury, musiałem kłamać, bo znałem prawdziwą historię Polski, tę z opowieści ojca i dziadka, a także z tajnych wykładów prowadzonych przez RMP.
Wiedzę o prawdzie historycznej każdy z nich czerpał również od ludzi II Rzeczypospolitej, dziennikarzy Radia Wolna Europa, Głosu Ameryki czy BBC. Ze zgrozą słuchali o absurdach gospodarczych, które prowadziły Polskę na skraj ruiny gospodarczej. Wreszcie powiedzieli dość. I zastrajkowali. Jednak w Siedlcach strajków podobnych do lubelskich, gdańskich czy szczecińskich nie było. Ludziom brakowało tu odwagi albo też i świadomości złego.

Przerwany początek


Miesiące legalnej "Solidarności" lat 1980-1989 wszyscy nieomal zgodnie nazywają miesiącami beztroskiej i twórczej wolności. Dystansuje się od tego tylko Krzysztof Golbiak. Mówi: - Owszem cieszyłem się, bo z szarości powstała różnorodna Polska. Nie wiem jednak, czy na początku "Solidarności" mojej uciechy bardziej nie dominował lęk o to, że wejdą Sowieci. Ludzie pamiętali tu ich wizytę w 1939 roku i sześć lat później. To był koszmar. Bałem się też powtórzenia 1970 roku. Znałem go z relacji naocznych świadków. Uważałem, że komuniści pozwolą nam na kilkumiesięczne działanie. Kiedy okazało się, że te kilka miesięcy przemienia się w kilkanaście, przestałem się bać Sowietów i powtórzenia Grudnia.
- Dla mnie była to tylko taka pseudowolność - opowiada Tomasz Olko. - Władza manipulowała opinią przez swoje media. Zmniejszali zaopatrzenie i mówili, że brak jedzenia w kraju to rezultat powstania "Solidarności". Niestety, wielu ludzi tę propagandę kupowało.
Bogusław Olszewski wolność, która zapanowała po 1980 roku, traktował jako przedsionek do nowego życia. - Miałem nadzieję, że już tak zawsze będzie. Sławomir Musiej wspomina: - Pracowałem jak w amoku w naszym oddziale "Solidarności". - Było nieprawdopodobnie powszechne zaangażowanie tysięcy ludzi w naprawianie Polski. Zupełnie nie myślałem, że kiedyś może się to skończyć, że komuniści wypowiedzą nam wojnę. Wydawaliśmy codziennie "Biuletyn Informacyjny" i "Odnowę". Czasem było tak, że nie wracałem do domu, bo nie było na to czasu.

Wolność w niewoli


Stan wojenny przemienił szesnaście miesięcy legalnej działalności w niewolę. Wprowadził nową rzeczywistość, z której jedni członkowie "Solidarności" odpadli, inni - rozpoczęli żmudną pracę. Z czwórki opisywanych działaczy "Solidarności" tylko Sławomir Musiej został internowany. Był wówczas sekretarzem oddziału "Solidarności" w Siedlcach i delegatem Zarządu Regionu Mazowsze. Przesiedział w obozie do listopada 1982 roku. Bogusław Olszewski do Siedlec wrócił po tygodniu ukrywania się na wsi. - Uważałem, że zbrodnia w kopalni "Wujek" to robota Sowietów, że Jaruzelski "tylko" wprowadził stan wojenny, a resztę robią Sowieci.
- Kiedy uświadomiłem sobie, że rozpoczął się stan wojenny, to jakby mi pół życia przepadło - opowiada Krzysztof Golbiak. - Szybko jednak zebrałem się i pobiegłem do naszej siedziby "Solidarności". Jeszcze nie była zrujnowana. Tam się dowiedziałem, który z kolegów jest internowany, aresztowany. I właściwie od pierwszego momentu zacząłem działać. Wynosiliśmy powielacz, papier. Szybko zorganizowaliśmy zbiórkę pieniędzy dla rodzin internowanych. Z Tomkiem Olko robiliśmy pierwsze ulotki wykonane metodą fotograficzną, przedstawiające napis "Solidarność" zgnieciony wojskowym butem.
Niebawem Krzysztof Golbiak zajął się też kolportażem podziemnej prasy, książek, znaczków. Tym zajęciem trudnił się do czerwcowych wyborów 1989 roku. Z kolei Tomasz Olko wraz z kilkoma osobami z Siedlec i Warszawy zajął się współtworzeniem siedleckiego podziemnego radia "Solidarność", które nadawało przez kilka lat. Również redagował audycje. W dwa lata później wszedł do działających już od dłuższego czasu w Siedlcach podziemnych struktur. Brał także udział, jak pozostali jego koledzy, w rocznicowych manifestacjach. Również we Mszach Świętych, które w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego miały dodatkową, symboliczną wymowę.
Bogusław Olszewski wraz z kilkoma kolegami ze szkoły rozrzucali ulotki. Po egzaminie dojrzałości, w 1982 roku, rozpoczął pracę na kolei. Szybko zajął się kolportażem prasy podziemnej. Nawiązał kontakt z podziemiem trójmiejskiej "Solidarności".
Sławomir Musiej po wyjściu z obozu internowania nie czuł się zrezygnowany. Po krótkiej "rekonwalescencji" rozpoczął pracę w podziemiu. Pomagał również w prowadzeniu diecezjalnego Komitetu Pomocy Charytatywnej. Podobnie jak we współorganizowaniu wykładów z historii i nauki społecznej Kościoła, zainicjowanych przez tamtejszą Kurię.

Słabość komunistów


Dziś czterej działacze mówią, że cezurą w ich działalności była śmierć księdza Jerzego Popiełuszki. Każdy z nich podkreśla, że od tego momentu nie mieli już żadnych wątpliwości, iż będą walczyć o niepodległą Polskę. - Zamordowanie księdza uzmysłowiło mi, nieomal dotykalnie, że komuniści, ten ich aparat, potrafi zabijać. Choć już wcześniej pokazali to w kopalni "Wujek", dla mnie jakoś było to odległe - mówi Bogusław Olszewski. - Ale też to morderstwo uwidoczniło mi, jak już są słabi, skoro zabijają. Od tego czasu nie miałem najmniejszej wątpliwości, że koniec komunistów jest pewny.
- Nie mogłem już wtedy zrezygnować z dalszej walki. Przestraszyć się - opowiada Sławomir Musiej. - Śmierć księdza Popiełuszki odebrałem jako śmierć kogoś bardzo bliskiego, z rodziny.
- Wówczas pomyślałem sobie, może to źle zabrzmi, że każda epoka ma swoich męczenników. Swojego księdza Brzózkę, Skorupkę - mówi Krzysztof Golbiak. - To dodawało mi sił.

Nadzieja


Kolejne dni w podziemnej działalności przybliżały wyidealizowany cel, jakim miała stać się wolna Polska. Choć czasem, szczególnie kiedy popadali w rutynę dnia codziennego, Rzeczpospolita rozpływała im się w marzeniach. Rok 1989 przyjęli z euforią, choć dla każdego z nich inne wydarzenie symbolizowało odzyskaną niepodległość. Dla jednego były to rozmowy Okrągłego Stołu. Dla innego rejestracja "Solidarności". Dla kolejnego - czerwcowe wybory. Czy wreszcie wybór Mazowieckiego na premiera. Dziś każdy z czterech działaczy uważa, że ich walka o niepodległą Polskę nie poszła na marne. Dzięki niej Polska odzyskała niepodległość. Choć na to, co się dzisiaj dzieje w polskiej polityce i gospodarce patrzą bardzo krytycznie. Ich zdaniem ci "nowi" związkowcy, którzy niejako otrzymali od nich niepodległą Polską w dziedzictwie, nie potrafili jej godnie zagospodarować. Tomasz Olko uważa, że dziś w Polsce dzieje się źle, ponieważ nie udało się przez piętnaście lat zbudować niezależnego sądownictwa. - A to demoralizuje społeczeństwo - podkreśla. I dodaje: - Ekipa polityczna, związana niegdyś z "Solidarnością", powinna odejść i oddać władzę nowym działaczom politycznym. Już pokazali, że nie potrafią zaproponować narodowi niczego nowego. Ani kraju zdekomunizować, choć Polacy tego oczekiwali. Podobnie uważa Krzysztof Golbiak, podkreślając, że dla niego największym błędem ekip solidarnościowych był właśnie brak dekomunizacji. - To bowiem pokazuje, że można bezkarnie czynić zło - podkreśla. Z kolei Sławomir Olszewski akcentuje: - Nie może być dobrze w państwie skoro ludzie, którzy wywalczyli niepodległość Polski, nie mogą pojechać na uroczystości rocznicowe do Gdańska, bo ich na to nie stać. A ci, którzy ich prześladowali, zarabiają duże pieniądze. Stworzyli bowiem własne kapitały z państwowych pieniędzy bądź pobierają wysokie emerytury za utrzymywanie PRL i obcego reżimu. No i za zwalczanie opozycji - mówi Sławomir Musiej, podkreślając, że sytuacja, w jakiej znalazła się Polska, jest też "zasługą" całego społeczeństwa. - To przecież sami Polacy dobrowolnie głosują na skompromitowanych komunistów i nieudolnych polityków z ekip solidarnościowych. Ale jestem pewien, że podczas kolejnych wyborów nieudolni i skompromitowani politycy zostaną wreszcie rozliczeni przez naród.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki