Logo Przewdonik Katolicki

''Fronda''nr 36

N. B.
Fot.

"Fronda" nr 36 Nie ma lekkich tematów w wakacyjnym numerze "Frondy". Jak zwykle są one porażające i wywracające do góry nogami ten tak zwany święty spokój, w jakim chcielibyśmy żyć. Na dodatek śmiało mogę powiedzieć, że dawno nie było tak ciekawego numeru: kiedy zasiadłam do czytania, skończyłam dopiero na końcowej 336 stronie, nie opuszczając żadnego tekstu. A więc przede...

"Fronda" nr 36

Nie ma lekkich tematów w wakacyjnym numerze "Frondy". Jak zwykle są one porażające i wywracające do góry nogami ten tak zwany święty spokój, w jakim chcielibyśmy żyć. Na dodatek śmiało mogę powiedzieć, że dawno nie było tak ciekawego numeru: kiedy zasiadłam do czytania, skończyłam dopiero na końcowej 336 stronie, nie opuszczając żadnego tekstu. A więc przede wszystkim "Fronda" obala tym razem mit "śmierci mózgowej", publikując arcyciekawy artykuł dominikanina ojca Jacka Norkowskiego. Po skończeniu studiów medycznych wstąpił on do zakonu i odbył staż w centrum bioetycznym Pope John XXIII Medical-Moral Research w Bostonie. Później na Uniwersytecie Angelicum w Rzymie uzyskał licencjat, broniąc pracy na temat mózgowych kryteriów śmierci człowieka. Okazuje się, że niczego nowego nie wymyślił, zwracając uwagę na problem... zabijania dawców organów do przeszczepów. Czy jest w ogóle coś takiego jak "śmierć mózgowa"? Wielu lekarzy ma co do tego wątpliwości, i to jakie. "Fronda" podaje nam dalej obszerny tekst dr. Alana Shewmona - neurologa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, który w trakcie swojej praktyki lekarskiej radykalnie zmienił zdanie na temat śmierci mózgowej. To zagadnienie ma ścisły związek z dziedziną transplantacji, a pojęcie "śmierci mózgowej" zostało wprowadzone w połowie lat siedemdziesiątych i wcale nie z powodów jakichś nowych odkryć w tej kwestii, a w związku z rozwojem transplantologii. Brzmi to koszmarnie, ale aby przeszczepić na przykład serce, potrzebny jest... żywy człowiek; wystarczy, że nie posiada świadomości. Blok tekstów na ten temat wieńczy rozmowa z profesorem Janem Talarem z Bydgoszczy, który uporem, pracą i szacunkiem do człowieka przywrócił życie dwustu osobom pogrążonym w śpiączce.
Oprócz tych najbardziej wstrząsających spraw obalony zostaje mit nieomylnej Margaret Mead, "świętego" Alfreda Kinseya, o którym kręci się apologetyczne filmy i - żeby nie wypaść z roli głównego homofoba kraju - "Fronda" znów wtrąca się w sprawy homoseksualistów.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki