Logo Przewdonik Katolicki

Licz na Boga, ale sam się staraj…

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Data urodzenia: 23 lipca 1905 rok. Miejsce urodzenia: Sosenka na Nowogródczyźnie ("świat zabity deskami"). Zawód: nauczyciel. Trudno w kilku linijkach zawrzeć stuletnią historię - i to historię ludzkiego życia, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami Aleksander Zujewski przeżył dwie wojny światowe, doświadczył nędzyi nieraz zawiódł się na "przyjaciołach", ale zawsze postępował...

Data urodzenia: 23 lipca 1905 rok. Miejsce urodzenia: Sosenka na Nowogródczyźnie ("świat zabity deskami"). Zawód: nauczyciel. Trudno w kilku linijkach zawrzeć stuletnią historię - i to historię ludzkiego życia, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami… Aleksander Zujewski przeżył dwie wojny światowe, doświadczył nędzyi nieraz zawiódł się na "przyjaciołach", ale zawsze postępował zgodnie z ojcowską radą: "Bądź uczciwym człowiekiem".



Opatrzność Boża nade mną czuwała. W Ostrej Bramie tyle łez wypłakałem. Już więcej nie mam prawa żądać… Jest takie ładne rosyjskie przysłowie: "Licz na Boga, ale sam się staraj". To właśnie robię - od stu lat…

Po szczeblach "kariery"


Zanim zaczął wykładać łacinę, a później rosyjski i niemiecki, ciężko pracował - jako kilkuletni chłopiec pasł krowy i owce. W 1913 roku rozpoczął naukę w rosyjskiej szkole powszechnej, ale wybuch I wojny światowej sprawił, że ukończył polską szkołę podstawową. Dalszą edukację w Gimnazjum Biskupim w Nowogródku zaproponował Aleksandrowi proboszcz - procedura była mniej więcej taka, że księża wyszukiwali kandydatów i kierowali do "Małego Seminarium". Zujewski został przyjęty 5 sierpnia 1923 roku. - Dopiero tam poznałem życie, chociaż panował rygor. Na spacer chodziliśmy tylko całym zespołem - i to raz w tygodniu! - wspomina.
Kolejnym krokiem były studia wyższe z filozofii - najpierw w seminarium duchownym w Pińsku, później na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Również z przerwą - tym razem spowodowaną służbą wojskową. - W czerwcu 1931 roku opuściłem Kraków jako plutonowy podchorąży - dodaje. Pięć lat później uzyskał tytuł magistra filozofii. - Jak złapałem dyplom uniwersytetu w Wilnie, pomyślałem: "Bracie, ciebie Pan Bóg wynosi!". Z trzech zawodów: lekarz, ksiądz i nauczyciel wybrałem ten ostatni…
Pierwszym przystankiem - od 1 września 1936 roku - było Gimnazjum Ojców Jezuitów w Wilnie. W prywatnej szkole Zujewski wykładał grekę i łacinę. Wówczas pół grona pedagogicznego stanowiły osoby świeckie - resztę dopełniali duchowni. Oprócz tej posady pojawiła się szansa pracy w Liceum Eksperymentalnym im. Jędrzeja i Jana Śniadeckich. To był dobry czas, jednak… nadszedł wrzesień 1939 roku.

Profesor wielu pokoleń


- Zostałem zmobilizowany jako sierżant podchorąży do Baonu Sanitarnego. W Rejowcu, w czasie nalotu na stację kolejową, bomba upadła koło mnie, ale nie wybuchła, powtórzyło się to jeszcze raz w Brześciu Litewskim. Byłem wzięty do niewoli przez bolszewików 22 września. Znalazłem się w więzieniu w Kałuszu. Powrót do Wilna był bardzo trudny, jednak Bóg pozwolił dotrzeć cało… - wspomina tamte dni. Aleksander Zujewski trafił do Bydgoszczy - jako repatriant - 3 grudnia 1945 roku. Początkowo korzystał z opieki PUR-u (Państwowego Urzędu Repatriacyjnego). Od 1950 roku pracował w Miejskim Ośrodku Metodycznym jako kierownik sekcji języka rosyjskiego. Do czasu przejścia na emeryturę (w 1972 roku) uczył w szesnastu szkołach, m.in. w Gimnazjum i Liceum Żeńskim, Liceum Pedagogicznym, Studium Nauczycielskim, Liceum Rolniczym, Szkole Cukierniczo-Piekarskiej, Szkole Podstawowej nr 14 czy Liceum Ekonomicznym. - Moja uczciwa praca znalazła uznanie u najwyższych władz. W październiku 1974 roku odebrałem Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski - dodaje z dumą.
Pan Aleksander oprócz łaciny, greki i rosyjskiego posługuje się niemieckim, angielskim i częściowo francuskim. Zaledwie trzy lata temu przestał udzielać korepetycji! Na swoją "setkę" nie wygląda! Poza tym nie ma czasu na nudę… W każdy czwartek gra w brydża, czyta, prowadzi notatnik rodzinny, pisze o sanktuariach maryjnych czy historii operacji wileńskiej. - Taki wiek trzeba wykorzystać, jak Bóg daje - mawia. Jakiś czas temu na jego biurku stanął… komputer! Mimo to woli listy tradycyjne, bo w maila trzeba "kliknąć"… Panu Aleksandrowi życzymy kolejnych stu lat, chociaż to może i za mało…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki