Dlaczego nie widzisz przez ścianę?

Bogusław Marek, profesor anglistyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, od kilkunastu lat uczy niewidome dzieci języka angielskiego. Za wybitne osiągnięcia w tej dziedzinie otrzymał.... Order Imperium Brytyjskiego od królowej Elżbiety. W Polsce jego dorobek docenił jedynie KUL i szkoła franciszkanek dla niewidomych w podwarszawskich Laskach.



Pierwsza wizyta Bogusława u wujostwa, które...
Czyta się kilka minut

Bogusław Marek, profesor anglistyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, od kilkunastu lat uczy niewidome dzieci języka angielskiego. Za wybitne osiągnięcia w tej dziedzinie otrzymał.... Order Imperium Brytyjskiego od królowej Elżbiety. W Polsce jego dorobek docenił jedynie KUL i szkoła franciszkanek dla niewidomych w podwarszawskich Laskach.

Pierwsza wizyta Bogusława u wujostwa, które pozostało z generałem Andersem w Anglii, nie zapowiadała kariery anglisty. Umiejętność językowa kilkunastoletniego chłopaka, jaką wywoził z Zakopanego w latach pięćdziesiątych, sprowadzała się do jednego zdania: "I don't speak English". Polubił jednak Anglików, którzy na "do widzenia" dziecku zza żelaznej kurtyny podarowali prezenty. Następnym razem nad Tamizę pojechał tuż przed maturą. Zdecydowany był wówczas studiować anglistykę. Wybrał studia na Uniwersytecie Warszawskim. Raz, że w stolicy pobierał nauki medyczne brat. Dwa - chciał być daleko od zakopiańskiego domu, by się usamodzielnić.

Na studiach radził sobie na tyle dobrze, że dwie szkoły zaproponowały mu pracę naukową. Wybrał zajęcia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, bo tam katedra anglistyki ledwie ruszała i sądził, że uczelnia postawi mu ambitne zadania. I nie pomylił się. Niebawem profesja przerodziła się w pasję. Bogusław Marek zdobywał kolejne stopnie naukowe. Rok 1981 stał się cezurą w jego życiu. Podjął pracę na KUL-u i wyjechał na krótkie stypendium naukowe do Anglii, które przedłużyło się w siedmiomiesięczny pobyt nad Tamizą. Tu musiał podjąć decyzję: sprowadzić rodzinę i zostać emigrantem czy wracać do kraju? Wrócił. "Angielski" rok 1981, podobnie jak późniejszy 1991, okazał się być cezurą w jego życiu. Podczas kolejnego pobytu w Londynie poznał metodę nauczania niewidomych języka obcego. A wcześniejsza umiejętność prowadzenia prywatnych lekcji z dziećmi i konieczność przygotowywania dla nich przyborów do uczenia języka podpowiadały mu, że wybór, jakiego dokonuje, przerodzi się w kolejną pasję. - Zaczęło się od tego, że zauważyłem na londyńskiej stacji metra zdjęcie ociemniałej dziewczynki z modelem wieży Tower Bridge i podpisem, że nie zobaczy ona nigdy widoków Londynu. W ten sposób reklamowana była jedna z fundacji pomagających niewidomym. Spojrzałem na ten plakat i olśniło mnie - wspomina profesor KUL-u, Bogusław Marek. - Skoro pracuję z widzącymi dzieciakami, to dlaczego nie mogę z niewidomymi? Pomyślałem, że będą znakomite w nauce, bo mają wyćwiczony słuch, pamięć. Pojechałem do fundacji i w kilka godzin później zacząłem uczyć się alfabetu Braille'a. Jakiś czas potem przeszedłem pierwszy sprawdzian mojej przydatności. Chłopak, którego spotkałem na pływalni, dał mi swoje sztuczne gałki oczne do potrzymania. Nie poczułem obrzydzenia. Zawinąłem je w chusteczkę i tylko drżałem, by mi nie wypadły i nie stłukły się. Później, dzięki ludziom z fundacji, nawiązałem szereg kontaktów z kilkoma instytucjami wspomagającymi. Najprzydatniejsza więź okazała się z Królewskim Instytutem Niewidomych.

Po krótkim rekonesansie uczony, zafascynowany prostotą angielskiej metody nauczania obcego języka, postanowił sprawdzić swoje doświadczenie w jednej z lubelskich szkół dla ociemniałych. Nie zyskał jednak zaufania. Szansę profesorowi i jego uczniom stworzyła dopiero franciszkańska szkoła dla niewidomych w Laskach. Nauczanie angielskiego rozpoczął jako wolontariusz, dojeżdżając z Lublina. - Dzieciaki mnie od razu "przysadziły". Jedno z nich spytało: "Co, przyszedł pan na nas robić doktorat?" Głupio mi się zrobiło, bo rzeczywiście ktoś do nich przychodził, robił badania i odchodził. Nic dziwnego, że były rozgoryczone. No, ale ja angażowałem się w tę szkołę. Kiedy miałem jakieś okienko, szedłem na zajęcia do innych nauczycieli. Podpatrywałem, jak mogę wykorzystać ich doświadczenia. Nigdy nie zapomnę jednej z lekcji religii, podczas której chłopiec opisywał swoje wyobrażenie Chrystusa: Pana Jezusa wyobrażam sobie tak, jak Go sobie wyobrażam. Pan Jezus jest taki, jaki jest. A wygląda tak, jak wygląda. Ale, kiedy my się bijemy, On nie bierze w tym udziału.

Tyflopedagog

W kilku pokojach skrzypiącego uniwersyteckiego poddasza prawie po sufit piętrzą się książki. Niewielkie okna przepuszczają mało światła, które nie dla każdego spełnia tu tę samą rolę. Dla jednych jest niezbędne, innym niekonieczne potrzebne. W niewielkich pomieszczeniach wśród komputerów, drukarek poustawiane są dziwne mechanizmy, które widzącemu niewiele mówią. Dla niewidomego natomiast są znakomitą pomocą do nauki języka. Profesor Marek pokazuje kolejne urządzenia swojego pomysłu: transfograf, czyli zestaw pomocy wyjaśniający relacje pomiędzy przedmiotami a rysunkami. Rotograf to z kolei komplet elementów pokazujący, że rotacja nie zmienia kształtu. Profesor ubolewa, że brakuje mu sponsora na finansowanie kolejnych maszyn pomocnych w nauce języka angielskiego.

Obserwując zachowanie niewidomych, profesor budował swój program nauczania języka angielskiego. Również system uczenia języków. Rozpoczął też kompletowanie i nagrywanie dźwięków. W ten sposób opracowywał słownik dźwiękowo-dotykowo-brajlowski. - Mieliśmy znakomicie wykształconych tyflopedagogów (nauczycieli niewidomych). Nie byli jednak profesjonalistami od prowadzenia konkretnych przedmiotów, na przykład angielskiego, matematyki czy geografii - mówi profesor Bogusław Marek. - Uważałem, że byłoby idealnie, gdyby młodzież, na przykład z anglistyki, zdobyła doświadczenie tyflopedagoga-praktyka, no i zacząłem od siebie. W 1993 roku zrobiłem dwuletnie studia z tego zakresu na Uniwersity of London - dodaje.

Duże góry przez małe okno

Po powrocie profesor Marek rozpoczął ponownie zajęcia w Laskach i na KUL-u z grupą swoich studentów. Dzięki kolejnym spotkaniom poznawał świat "widzenia" niewidomego. Dzieci pytały: czy ryba idzie po piasku, kiedy skończy pływać? Czy kamień wygląda tak samo, jaki jest w dotyku? Jak można zobaczyć duże góry przez małe okno? Jeśli widzisz przez zamknięte okno, to dlaczego nie widzisz przez ścianę? Jak to się dzieje, że mówi się o podobieństwie Tomka do dziadka, skoro dziadek jest pomarszczony, a Tomek ma gładką skórę? - Pewnego dnia jeden z uczniów stwierdził, że według niego widzieć, to przewidywać przyszłość - opowiada profesor. - Jako osoba widząca, idąc w kierunku drzewa wiem, że ono zaraz będzie. Ociemniały "zobaczy" je dopiero, kiedy dotknie. Tak więc mam do czynienia z kimś, dla kogo czas i przestrzeń mieszają się w jakiś nowy wymiar. I trzeba to kryterium brać pod uwagę, ucząc języka. Inny przykład. Zdawać by się mogło, że kolor jest pojęciem niedostępnym niewidomym. Otóż nie. Mają skojarzenia, które im zastępują definicję kolorów. Na przykład kolor zielony to skoszona trawa. A niebieski to plaża.

Plecy sine od poklepywania

Kolejnym etapem opracowywanego programu profesora Marka była grafika dotykowa. Jej zadaniem było tłumaczenie trójwymiarowego doświadczenia świata widzących na dwuwymiarowe doświadczenie niewidomych. W uproszczeniu wygląda to tak, że profesor pisze bajkę i wraz z tekstem rozwija się w niej grafika. Kiedy profesor pisze o misiu, wypukły miś rysowany jest na sąsiedniej kartce. Profesor nazywa to "przewodnikiem po świecie widzących".

Dziś mija dziesięć lat od czasu, kiedy profesor Marek wyszkolił pierwszych dwunastu studentów anglistyki do pracy z dziećmi niewidomymi. Wtedy też na KUL-u powstał zakład tyflodydaktyki. Każdy student "dostał" swoje niewidome dziecko do nauki i "robił" na nim magisterium. Dziś profesor ma kilkudziesięciu studentów. Również kilkudziesięciu niewidomych, już dorosłych, poznało znakomicie język angielski. Wielu z nich studiuje na filologii angielskiej.

Katolicki Uniwersytet Lubelski od 2000 roku uruchomił studia specjalistyczne dla nauczycieli języka angielskiego dla ociemniałych. A zakład, w którym uczą się niewidome dzieci, wyposażony jest już dziś w dobry sprzęt, choć podstawowy, do nauki języka angielskiego, między innymi w maszyny do pisania brajlem; komputery ze skanerem do przekształcania pisma w dźwięk; drukarki transformujące alfabet widzących na brajla. Sponsorem tego drogiego sprzętu są przede wszystkim zagraniczni darczyńcy. Polskie firmy, które profesor prosił o wsparcie finansowe, na ogół nie odpowiadają albo tłumaczą, że nie mają pieniędzy. Nawet order, jaki profesor Marek otrzymał od Anglików, niewiele mu pomógł w kweście wśród ludzi dobrej woli. Profesor jest wprawdzie zapraszany, by wygłaszać wykłady, m.in. do Czech, Finlandii, Łotwy, Estonii. Również by prowadzić warsztaty. W Polsce jednak do dziś jest niewielkie zainteresowanie kształceniem niewidomych. - Gratulują mi i plecy mam sine od poklepywania - mawia profesor Bogusław Marek. - Ale dla niewidomych dzieci niewiele z tego wynika. Choć jest u nas ustawowa gwarancja nauki dla niewidomych, ale tylko na papierze - dodaje.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2005