Logo Przewdonik Katolicki

Służby demokracji ludowych w obronie PRL

Mateusz Wyrwich
Fot.

Wraz z powstaniem "Solidarności" swoją działalność na terenie Polski bardzo uaktywniły służby specjalne państw Układu Warszawskiego, a prace swe zdwoiły w stanie wojennym. Szczególnie wyróżniały się grupy operacyjne z CSRS i NRD. O działaniu tych służb mówili naukowcy podczas czerwcowej konferencji zatytułowanej: "Komunistyczny aparat bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej...

Wraz z powstaniem "Solidarności" swoją działalność na terenie Polski bardzo uaktywniły służby specjalne państw Układu Warszawskiego, a prace swe zdwoiły w stanie wojennym. Szczególnie wyróżniały się grupy operacyjne z CSRS i NRD.
O działaniu tych służb mówili naukowcy podczas czerwcowej konferencji zatytułowanej: "Komunistyczny aparat bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej 1944/45-1989", między innymi Monika Tatzscher z tzw. Instytutu Gaucka czy Petr Blazek z podobnej instytucji w Czechach.
Monika Tatzscher podkreślała, że Stasi miała w Polsce liczne rezydentury. Główną ich siedzibą była Ambasada NRD, mieszcząca się, nomen omen, kilkaset metrów od wojennej siedziby gestapo w Warszawie. Na terenie Polski działało kilkuset agentów Stasi, zaproszonych na podstawie porozumienia pomiędzy rządem PRL a NRD. Działali w niemal wszystkich strategicznych instytucjach, między innymi w wojsku, milicji, prokuraturze, a także w zakładach pracy, biurach czy placówkach naukowych. Mieli swoich świadomych i nieświadomych polskich agentów, jak na przykład pracującego na potrzeby czeskiej StB wojewodę wrocławskiego Janusza Owczarka czy też Stanislava Dworaka, lektora języka czeskiego na uniwersytetach we Wrocławiu i Katowicach.
Już podczas strajków na Wybrzeżu i Pomorzu działały grupy specjalne sił bezpieczeństwa Układu Warszawskiego. Poza Sowietami szczególną aktywnością wykazywali się Niemcy z NRD i Czechosłowacy. Przedstawiciele tych dwóch państw najmocniej naciskali na Sowietów, by państwa Układu Warszawskiego wkroczyły do Polski w ramach "internacjonalistycznej pomocy".
Przed wprowadzeniem stanu wojennego zarówno enerdowskie, jak i czechosłowackie siły bezpieczeństwa rozlokowały swoje specjalne grupy operacyjne na terenie całej PRL. Było to możliwe na podstawie podpisanych przez polskich komunistów umów ze służbami specjalnymi tych państw w 1980 roku. Najwięcej agentów "bratnich krajów" działało na terenie Pomorza, Wybrzeża i Śląska. Mówili o tym Jens Gieske z tzw. Instytutu Gaucka czy Czech Petr Blazek. Służby te korzystały też niekiedy z pomocy polskich służb specjalnych, zarówno cywilnych, jak i wojskowych, szczególnie w stanie wojennym.
Nie mniej uwagi co Polakom Stasi i czeska StB poświęcały na terenie Polski swoim obywatelom, chcąc ich "chronić" przed "niebezpiecznymi" wpływami "Solidarności". "Chronieni" byli zarówno ci, którzy utrzymywali kontakty z działaczami "Solidarności" podczas jej legalnego działania, jak i ci, którzy mimowolnie mogli ulegać jej wpływom. Stasi ponadto zajmowała się infiltrowaniem przedstawicieli polskiej opozycji odwiedzającej kraje zachodnie, szczególnie w RFN.
Jak bardzo Stasi poważnie traktowała pracę swoich agentów na terenie Polski, mogą świadczyć jej wydatki. Według Moniki Tatzscher, nakłady finansowe enerdowskiego MBP, wyasygnowane na ten cel, były znaczne. Już u schyłku swej działalności "[...] w roku 1989 niemieckie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwa przeznaczyło na działalność w Polsce ponad pół miliona marek zachodnioniemieckich. Była to największa suma, jaką kiedykolwiek przeznaczono na działalność grup operacyjnych poza NRD". Współpraca polskich i enerdowskich służb trwała nawet wtedy, kiedy premierem był Tadeusz Mazowiecki. Nie wiadomo, czy za jego wiedzą, czy też nie. Jeszcze jesienią 1989 roku podpisano porozumienie o współpracy obu ministerstw.

Akcja "Północ"


Również ogromnym pragnieniem rządu czechosłowackiego było rozlokowanie swoich wojsk na terenie Polski. Podobnie jednak jak "internacjonalistyczne potrzeby" enerdowskich Niemców, powstrzymywał je wielki brat - ZSRS, a także komuniści z Węgier. Nie byli bowiem pewni, jak by się zachowało ich wojsko w razie ewentualnej inwazji. Wciąż pamiętano aktywny udział Polaków podczas rewolucji węgierskiej w 1956 roku.
Mimo "niepewności losów internacjonalistycznej pomocy", wielkie przygotowania do niej czynili politycy i funkcjonariusze CSRS. Niewykluczone, że "w zamian za bratnią pomoc" polskich komunistów w 1968 roku. Już w grudniu 1980 roku zamknięto granicę polsko-czechosłowacką. Związane to było z rozpoczęciem ćwiczeń wojskowych opatrzonych kryptonimem "Karkonosze". Manewry te, według ocen niektórych historyków, miały stanowić preludium do inwazji na Polskę. Podobne ćwiczenia czeskiego wojska odbyły się również w trakcie wprowadzania stanu wojennego w Polsce.
Dużym przedsięwzięciem w pomocy czeskich komunistów polskim było zorganizowanie działań pod kryptonimem "Sever". Co znaczyło w tłumaczeniu na polski - "Północ". Sztab przedsięwzięcia działał w Pradze, ale też i w kilku innych miastach Czechosłowacji. Mówił o tym podczas warszawskiej Konferencji Petr Blazek. Opisywał, że jednym z zadań akcji było przygotowanie na terenie Polski stu trzydziestu działań operacyjnych. Do większych należało wydanie przez czeskie służby bezpieczeństwa StB broszury dezinformacyjnej zatytułowanej "Dokąd zmierza Polska?". Jej wydawcą miała być rzekomo jedna z luksemburskich oficyn. Publikacja, tłumaczona na kilka języków i obliczona na oddziaływanie w stronę zachodniego czytelnika, miała przekonywać, jak niebezpieczna dla Europy jest działalność "Solidarności" i polskiej opozycji.
Wśród działań powziętych przez StB na terenie Polski prowadzone były również podsłuchy rozmów telefonicznych. Na ich podstawie powstało siedemnaście tysięcy raportów przekazanych do polskiego MSW. StB gromadziła też kartoteki "wrogich Polsce osób". Znaleźli się w nich zarówno działacze "Solidarności", jak i obywatele PRL odwiedzający zachodnie ambasady na terenie Czechosłowacji. Inwigilowano także Polaków zatrudnionych na terenie CSRS. Szczególnie bacznie śledzono opozycjonistów z "Solidarności Polsko-Czechosłowackiej" i Karty 77.
Rezydentura akcji "Sever", podobnie jak w przypadku służb bezpieczeństwa NRD, mieściła się na terenie eksterytorialnym w Warszawie, czyli w Ambasadzie Czechosłowacji. Jej przedstawiciele spotykali się często z oficerami polskiego MSW. Podczas tych narad zapadały wspólne uzgodnienia, "dla obrony socjalizmu w państwach Układu Warszawskiego". StB, podobnie jak Stasi, miała w Polsce setki swoich informatorów. Wśród nich znajdował się wysoko postawiony funkcjonariusz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej o nieustalonym do dziś nazwisku. Czesko-polska "bratnia pomoc" była bardzo wszechstronna. Czesi zajmowali się w sposób ciągły i przez kilka lat nasłuchem zarówno legalnych rozgłośni polskiego radia, jak również nielegalnych stacji radia Solidarność. Wyposażali też polskie MSW w aparaturę do pelengacji radiowej. Nie był to jedyny sprzęt do walki z polskim społeczeństwem. Do PRL z CSRS dostarczano także armatki wodne, wozy pancerne, tarcze i pałki dla ZOMO. Również petardy i granaty rozpraszające tłumy.
Akcję "Sever" ograniczono wiosną 1983 roku. Całkowicie natomiast zaniechano w czerwcu następnego roku, uznając, że jej zadania zostały spełnione, a "sytuacja w Polsce jest już ustabilizowana". Czechosłowaccy funkcjonariusze otrzymali za tę akcję sowite nagrody, medale, a także uznanie sowieckich towarzyszy.
Zakończenie akcji "Sever" nie oznaczało jednak wycofania czechosłowackich służb bezpieczeństwa z terenu Polski. Jak wyjaśnił Petr Blazek, działały one do roku 1989, a ich zadaniem była obrona "państw socjalistycznych przed kontrrewolucją".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki