Słoneczne ryzyko

W Polsce lekarze co roku diagnozują ok. 6 tys. zachorowań na nowotwory skóry, w tym ok. 2 tys. na najgroźniejszego czerniaka złośliwego. Przyczyną jego powstania jest głównie nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne. Dochodzi wtedy do uszkodzenia naturalnych mechanizmów sterujących regeneracją skóry. Zwiększa się ryzyko nieprawidłowych podziałów komórkowych i rozpoczęcia procesu...
Czyta się kilka minut

W Polsce lekarze co roku diagnozują ok. 6 tys. zachorowań na nowotwory skóry, w tym ok. 2 tys. na najgroźniejszego czerniaka złośliwego. Przyczyną jego powstania jest głównie nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne. Dochodzi wtedy do uszkodzenia naturalnych mechanizmów sterujących regeneracją skóry. Zwiększa się ryzyko nieprawidłowych podziałów komórkowych i rozpoczęcia procesu nowotworowego. Do wizyty u lekarza powinien nas skłonić każdy pieprzyk, który zmienia swój kolor, kształt czy zaczyna boleć. By uchronić się przed zgubnym działaniem promieni UV, lekarze zalecają stosowanie kremów ochronnych.

Osoby o jasnej karnacji i jasnych oczach są bardziej wrażliwe na działanie słońca niż osoby śniade. Opalający się na czerwono blondyni o jasnej karnacji powinni stosować latem kremy z filtrem przeciwsłonecznym o faktorach 40-60. Osobom o ciemniejszej karnacji opalającym się na brązowo wystarczy krem o faktorach 10-30. W świetle słonecznym zawarte są trzy różne rodzaje promieniowania ultrafioletowego: UVA, UVB i UVC. Promieniowanie UVA postarza skórę, niszcząc jej włókna kolagenowe, UVB odpowiada za oparzenia słoneczne i powoduje nowotwory oraz drażni oczy. Promienie UVC są zatrzymywane przez warstwę ozonu i nie powinny docierać na powierzchnię Ziemi, chyba że trafią na dziurę ozonową. Wbrew wcześniejszym poglądom, nie tylko promieniowanie UVB, ale również UVA może powodować nowotwory skóry. Udowodnił to zespół dr. Gary'ego Halliday'a z University of Sydney. W próbkach tkanek, jakie pobrał od pacjentów z rakiem skóry, odkrył uszkodzenia także zlokalizowanych głęboko komórek warstwy podstawnej, z której regenerują się płycej położone części skóry. Promienie UVA mogą być groźne także dlatego, że ich ilość w atmosferze jest znacznie większa niż promieni UVB i nie zmienia się w ciągu roku, bez względu na pogodę. Promienie UVA docierają do skóry właściwej oraz do powierzchniowych naczyń krwionośnych, przez co mogą wywierać wpływ na cały organizm. Przenikają szyby okienne, chmury i większość cienkiej odzieży. Zaleca się, by preparaty ochronne stosowane przy opalaniu zabezpieczały skórę zarówno przed promieniowaniem UVA, jak i UVB. Zdaniem specjalistów, kremy z filtrem UV powinno się używać przez cały rok, zawsze jeśli planujemy przebywanie poza pomieszczeniem ponad 20 minut i na ok. 20 minut przed wyjściem z domu. Słońce tak samo wpływa na skórę w bezruchu i w czasie zajęć fizycznych na powietrzu (nie ma znaczenia, czy leżymy na leżaku, czy gramy w piłkę - słońce działa na skórę tak samo). Należy się opalać w sposób umiarkowany. Nie trzeba jednak całkowicie rezygnować ze słońca. Jego promienie umiejętnie dozowane czynią wiele dobrego dla skóry. Niewątpliwa jest ich rola np. w produkcji witaminy D3 i w konsekwencji zapobieganiu krzywicy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 26/2005