Zasłonię Cię od burzy

Jest taki wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, w którym jak refren powtarzają się słowa "Synku niebo się chmurzy, zasłonię Cię od burzy". Wypowiada je matka. Mój rozmówca, Marian Piernikowski, od lat wychowuje samotnie syna. Broni go i chroni. Bo jest ojcem.

Jest Pan ojcem dziecka chorującego na

- Na autyzm. Tak, Marcin jest dzieckiem autystycznym. Ma 19 lat, a wychowuję...
Czyta się kilka minut

Jest taki wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, w którym jak refren powtarzają się słowa "Synku niebo się chmurzy, zasłonię Cię od burzy". Wypowiada je matka. Mój rozmówca, Marian Piernikowski, od lat wychowuje samotnie syna. Broni go i chroni. Bo jest ojcem.

Jest Pan ojcem dziecka chorującego na…

- Na autyzm. Tak, Marcin jest dzieckiem autystycznym. Ma 19 lat, a wychowuję go samotnie od czasu, gdy skończył cztery i pół roku. Wychowywałem też drugiego syna, a w ogóle mam ich trzech. Moim marzeniem było wychowywanie ich wszystkich. Jednak stało się inaczej. Kiedyś liczyłem na pomoc najstarszego syna, jednak sprawiał on poważne problemy wychowawcze, ostatecznie wyjechał do babci. Z całej trójki niepełnosprawny jest tylko Marcin.

Na czym polega codzienna opieka nad Marcinem?

- To niemal całkowite oddanie. Spacery, przygotowywanie posiłków - praktycznie robię przy nim wszystko. Jednak nie ubolewam. Jest dla mnie szczęściem to, że mam dla kogo żyć.

Czym jest dla Pana pomoc nauczycieli ze Szkoły Specjalnej we Włocławku? Na jakie zajęcia uczęszcza Marcin, czego się uczy?

- Pomoc nauczycieli jest bezcenna. Marcin ma zajęcia m.in. z logopedą i pedagogiem specjalnym, uczęszcza na zajęcia gimnastyki korekcyjnej. Uczy się przez 17 godzin w tygodniu. Pedagog uczy mego syna samodzielności. Są to zajęcia zalecane przez ośrodek SINAPSIS w Warszawie, gdzie leczę Marcina. Byłem zaskoczony i uszczęśliwiony, że to pani pedagog sama zaproponowała, że będzie uczyła Marcina "prac domowych", czyli np. robienia zakupów, wykonywania podstawowych, codziennych czynności życiowych. Cieszę się, że syn trafił do tej szkoły, której pracownicy są przyjaźnie usposobieni i do niego, i do mnie. Tak samo, jak i do innych dzieci i ich rodziców.

Czy sytuacja życiowa, w jakiej Pan wychowuje Marcina, znajduje zrozumienie u władz lokalnych, u społeczności?

- Moje problemy dobrze rozumie wiceprezydent Włocławka Dorota Dzięgelewska, bowiem ona też wychowuje niepełnosprawnego syna. Dodam, że mam żal do niektórych instytucji, z samej swej istoty mających sprawować pieczę nad takimi rodzinami jak moja. Nie uskarżam się jednak, bowiem nie wyobrażam sobie życia bez Marcina i w tym sensie nie odczuwam żadnych trudności. Oby tylko nie szwankowało moje zdrowie. Byłbym szczęśliwym człowiekiem, gdybym miał przy sobie wszystkich synów.

Co lub kto jest źródłem Pańskiej siły?

- Sił dodaje mi Pan Bóg, którego stawiam na pierwszym miejscu. Jesteśmy katolikami, razem z Marcinem regularnie uczestniczymy we Mszach św. Wiele lat temu przez moją głęboką wiarę doprowadziłem do tego, że moja żona odeszła od Świadków Jehowy i nawróciła się. Nie była nawet ochrzczona. Chodziłem więc wraz z nią na nauki, które prowadził w Warszawie ks. Jan Twardowski. Skierował nas do niego ks. Marian Duś, obecnie biskup pomocniczy warszawski, wówczas proboszcz parafii św. Piotra i Pawła w Warszawie. Towarzyszyłem żonie od chrztu św. poprzez kolejne sakramenty aż do ślubu.

Dziś słyszałem, jak szkolna katechetka określiła Pana mianem "człowieka wielkiego".

- Uważam, że gdyby syn tej Pani był niepełnosprawny tak jak mój, postępowałaby tak jak ja. Kto kocha Boga, musi także kochać bliźniego.

Wiele osób mogłoby się dziwić Pana poświęceniu…

- Tak, poświęciłem się niemal wyłącznie Marcinowi. To że mam go przy sobie, jest dla mnie największą nagrodą. Jest kochającym dzieckiem i jest kochany. Dbam o niego najlepiej, jak potrafię, ale martwię się o przyszłość Marcina. Może znajdzie się dla niego miejsce w zakładzie opiekuńczym przy którymś klasztorze? Największe zaufanie mam do Kościoła i wiem, że w takim ośrodku nie byłby on prześladowany przez innych pensjonariuszy. Marcin jest niezwykle łagodny. Muszę mu znaleźć miejsce, w którym miałby spokój.

Zachował Pan we wspomnieniach jakieś szczególne wydarzenia związane z wychowaniem Marcina?

- Powiem o jednym. Kiedyś postanowiła odejść ode mnie żona. Zabrała dzieci i wyjechała z nimi i ze swą matką. Przyjechała po 13 miesiącach, przywiozła Marcina i powiedziała: "Masz swojego synalka. Zobacz, jak dobrze się go wychowuje". No i odjechała. Płakaliśmy obaj - ja ze szczęścia, że odzyskałem jednego z synów, natomiast Marcin dlatego, że mama go opuściła…

Myślę, że wielu mężczyzn może uczyć się od Pana, co to naprawdę znaczy być ojcem, jak ważna jest jego rola w życiu dziecka i jak wielka jest siła miłości, wiary i nadziei. Na Pana ręce składam życzenia dla wszystkich naszych czytelników, którzy są ojcami; wszak 23 czerwca obchodziliśmy Dzień Ojca... Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiał

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 26/2005