Niewolnik XX wieku (cz. III)

Niniejsza, przedostatnia część wspomnień Henryka Stachurskiego, więźnia niemieckiego kacetu oraz sowieckiego łagru, dotyka wątku desperackich prób wyswobodzenia się głównego bohatera. Nigdy nie podejmował ich w pojedynkę - zawsze szedł w grupie dawnych ciemiężycieli - Niemców. Wspólny, niewolniczy los bratał bowiem nacje, pokolenia, charaktery. Uciekinierzy mieli przeciwko sobie...
Czyta się kilka minut

Niniejsza, przedostatnia część wspomnień Henryka Stachurskiego, więźnia niemieckiego kacetu oraz sowieckiego łagru, dotyka wątku desperackich prób wyswobodzenia się głównego bohatera. Nigdy nie podejmował ich w pojedynkę - zawsze szedł w grupie dawnych ciemiężycieli - Niemców. Wspólny, niewolniczy los bratał bowiem nacje, pokolenia, charaktery. Uciekinierzy mieli przeciwko sobie bezmiar przestrzeni Związku Radzieckiego, zamieszkały przez ludzi, którzy w pewnym okresie za każdego ujawnionego "zeka - zbiega" otrzymywali państwową premię w wysokości 100 rubli. Czasem zegarek. Władza pomyślała o wszystkim.

Historia ucieczek jest nieodłączną częścią starych i nowych dziejów rosyjskich "krain skazańców". Nieugaszone pragnienie wolności - wbrew wszelkim "zdroworozsądkowym przesłankom"! - niejeden raz okazywało się silniejsze od reguł nieludzkiego systemu. Większość eskapad na zawsze pozostanie anonimowa, były jednak i takie, które przeszły do legendy. Owe "mity nadziei" mają często polskich bohaterów - oto sławny konfederat barski, Maurycy August hrabia Beniowski, zaledwie w kilka miesięcy od zesłania na Kamczatkę organizuje spisek, zdobywa rosyjski okręt i drogą morską dociera do Francji! Wraz z dwudziestoma sześcioma towarzyszami przez pewien czas Beniowski jest idolem młodzieży Europy.

Niezwykłych zdarzeń nie trzeba bynajmniej szukać w czasach odległych. Zaledwie kilka lat temu Rosjanie uwolnili "ostatniego jeńca II wojny światowej". Węgier, mający za sobą ponad pół wieku spędzone w radzieckich łagrach i szpitalach psychiatrycznych, był cieniem człowieka. Kaleki, myślami nieobecny, dogorywający.

Osadzeni w sowieckich "zonach" obcokrajowcy zajmują dużo miejsca w opowieści Stachurskiego. Zapamiętał Holendrów, Węgrów, Francuzów. - Byli zagubieni. Wielu nie orientowało się, czy wojna jeszcze trwa, czy nie. Lata leciały i "Ruscy" zwalniali "zagranicznych". Gdzieś ich wywozili - czy dotarli do domów? - nie wiadomo. Po śmierci Stalina zaczęli wypuszczać... Tamten czas w ogóle był niezwykły - u straży żałoba, a u więźniów radość. Nawet Niemcy zaczęli wyjeżdżać do siebie, ale nigdy nie puścili ich wszystkich. Z tych, co zostali, część zawsze chciała uciekać.

Henryka, "więźnia z urodzenia", nikt nie musiał namawiać nawet na najbardziej szalone wyprawy. Chciał wolności! To była jego obsesja, sens życia. Był młody - wspomina.

Drogowskaz: kłody jadą na Zachód

Syberyjska rejterada! Każdy jej dzień zasługuje, aby stać się kanwą ciekawej powieści. Nam, z uwagi na brak miejsca, musi wystarczyć kadłubowa relacja. - Jedenastu nas było, w tym dwóch Polaków - opowiada Stachurski. - Pierwsza ucieczka nie wypaliła. Złapali nas na stacji towarowej. Stamtąd ruszały transporty drewna, na zachód szły. Cywile nas wydali - i zaraz przyszli mundurowi z psami. Zagnali z powrotem do obozu, tam bili, niektórym połamali kości. Kilka lat gotowaliśmy się do kolejnej ucieczki: na długo przedtem suszyło się chleb z plewami, kompletowało ubranie. Zajechaliśmy dalej, ale znów była wpadka. W kilka tygodni, idąc pieszo, jadąc na wagonach, zrobiliśmy około 500 kilometrów. Dopiero dużo później, za trzecim razem… W ZSRR nie było już wtedy takiego mocnego terroru, czujność ludzi też osłabła. Inne czasy przyszły. Ucieczka była trudna, długa - nie wszyscy wytrzymali. Jednego z "naszych" pochowaliśmy. Szliśmy wolno - Niemcy mieli swoje lata, za to znali trochę geografii. Żyliśmy w lasach jak zwierzęta. Tory nas prowadziły, pociągami towarowymi podjeżdżaliśmy. Aż wreszcie dotarliśmy do "zachodniej" puszczy - do Białowieży. Bug to dzika rzeka, miejscami płytka, można przejść… Pierwsza miejscowość, w której zatrzymaliśmy się na dłużej - Czeremcha. Tutaj zaczęliśmy rozglądać się, poznawać świat. Ciągle z ukrycia.

W podbiałostockich lasach zbiegów zastaje rok… 1980! cdn.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 22/2005