Prawda pociąga

Z ojcem Dariuszem Cichorem, przeorem klasztoru oo. Paulinów w Warszawie rozmawia Natalia Budzyńska



Pracował Ojciec kilka lat na parafii w Belgii. W jakiej kondycji znajduje się obecnie Kościół w Europie Zachodniej?

- W krajach Europy Zachodniej od wielu lat systematycznie słabło życie religijne. Fakt ten wiązał się zarówno z przemianami, jakie zachodziły w środowiskach katolickich...
Czyta się kilka minut

Z ojcem Dariuszem Cichorem, przeorem klasztoru oo. Paulinów w Warszawie rozmawia Natalia Budzyńska

Pracował Ojciec kilka lat na parafii w Belgii. W jakiej kondycji znajduje się obecnie Kościół w Europie Zachodniej?

- W krajach Europy Zachodniej od wielu lat systematycznie słabło życie religijne. Fakt ten wiązał się zarówno z przemianami, jakie zachodziły w środowiskach katolickich tych krajów po Soborze Watykańskim II, jak i z bogaceniem się społeczeństwa, z pewną mentalnością konsumpcyjną, która ze swej istoty zawęża horyzont ludzkiego życia do spraw czysto ziemskich. To powodowało obojętność ludzi na sprawy wiary, bo skoro jest nam dobrze, to właściwie do czego potrzebny nam Bóg? Podłoże tej głębokiej laicyzacji, dechrystianizacji społeczeństwa zachodniego tkwi właśnie w tym egzystencjalnym pytaniu: po co mi Pan Bóg? Bo do tej pory Pan Bóg był potrzebny wielu osobom przede wszystkim po to, by zapobiegać różnym nieszczęściom, żeby chronić człowieka przed niespodziewanymi doświadczeniami, nieszczęściami. I kiedy człowiek wyzwolił się dzięki postępom cywilizacji z niektórych zagrożeń i lęków, poczuł się zabezpieczony w swoim dobrobycie, to stwierdził, że nie ma po co chodzić do kościoła, skoro Pan Bóg tak naprawdę nie jest mu potrzebny. Funkcjonowanie Kościoła z sakramentami i bardzo nikłą katechezą nie wystarczało już jako odpowiedź na pytanie: po co jest Pan Bóg.

Ta odpowiedź nie była wystarczająca, by chodzić do kościoła, spowiadać się, przyjmować Komunię św., posty nakazane zachowywać. Zbiegło się to z kwestionowaniem, również w łonie samego Kościoła, rzeczywistości, które do istoty Kościoła należą, to znaczy sakramentów, np. sakramentu pokuty. Kryzys wiary, który wciąż występuje na terenie Europy Zachodniej, został spowodowany w dużej mierze przez teologię liberalną.

Punktem wyjścia dla tej formy refleksji było - jak mi się wydaje - założenie, że wiarę Kościoła należy przedstawić w taki sposób, aby stała się czymś "strawnym", czymś do przyjęcia przez współczesnego człowieka z jego zsekularyzowaną mentalnością. Te próby "oswojenia" Kościoła sprawiły, że w niektórych kręgach katolików słyszy się i dzisiaj pogląd, iż Kościół powinien dostosowywać się do aktualnych trendów kulturowych, społecznych czy filozoficznych. Jest oczywiste, że także wśród duchownych mogło to wytworzyć lęk przed uznaniem ich za "oszołomów religijnych", jeśli nie zmieniliby poglądów.

Wiem z relacji różnych księży, że zdarzały się przypadki, gdy rodzice w czasie katechezy odbywającej się z okazji przygotowania do I Komunii św. czy bierzmowania, nie byli zadowoleni z obecności krzyża w sali katechetycznej, dlatego że razi to wrażliwość dzieci i patrzenie na Ukrzyżowanego może ich szokować. A poza tym - mówiono - krzyż nie powinien funkcjonować w świadomości ludzi, dlatego że przyszło zmartwychwstanie, do krzyża nie ma po co wracać, a my jakkolwiek byśmy żyli i tak będziemy zbawieni. To był kryzys sakramentu, ale to był także kryzys katechezy, zbudowany na tym, że przestano wzywać do nawrócenia. Powrócono natomiast do pewnej interpretacji oświeceniowej, która mówiła, że ludzie są naturalnie dobrzy, i że właściwie to my nie mamy sobie nic do zarzucenia. Nawet z języka kościelnego zaczęło tu i ówdzie znikać podstawowe pojęcie, jakim jest grzech. Zamiast mówić: "przeprośmy Boga za nasze grzechy", mówiono: "przeprośmy Boga za nasze błędy, pomyłki, słabości", ale nikt nie nazwał tego tym jednoznacznym terminem, bardzo precyzyjnym, czyli grzechem.

Jak Ojciec sądzi, dlaczego doszło do tego w krajach, w których prawie wszyscy ludzie deklarują, że są katolikami?

- Myślę, że wpływ na dzisiejszą sytuację miały pewne zaszłości historyczne. Z tego co wiem, niektóre osoby były zrażone dawnym, bardzo jurydycznym podejściem do spraw wiary. Z kolei inne poczuły się zagrożone relatywizmem ze strony szybko zmieniających się tendencji, które zdawały się podważać to, co dotychczas było ważne. Na gruncie zamętu w sferze doktryny i moralności wyrósł człowiek "wierzący, ale nie praktykujący". Stracił bowiem czytelny punkt oparcia. Można powiedzieć, że zamiast katechizować świat, katolicy dali się skatechizować przez świat, nabierając mentalności tego świata. Ale nawet w tych trudnych warunkach Kościół nie przestał istnieć, działać i przynosić zbawienie.

Jakie było Ojca osobiste doświadczenie jako kapłana i proboszcza?

- Pracowałem w kilku parafiach, szczególnie w jednej, która była prawie wymarła. Osobiste doświadczenie było bardzo pozytywne pomimo pewnych sytuacji w dziedzinie duszpasterstwa, których nie mogłem zaakceptować jako ksiądz. Nie mogłem zaakceptować pewnych form liturgicznych, które wykraczały poza normalną celebrację, np. używania tekstów literackich pozabiblijnych jako czytań biblijnych podczas Mszy św. czy liturgii sakramentów. Pojawiły się też próby wprowadzania takich obrzędów jak błogosławieństwo niesakramentalnych małżeństw rozwodników, a przy słabym rozeznaniu religijnym osób uczestniczących w takich obrzędach kojarzyło im się to ewidentnie z sakramentem. Takich rzeczy nie mogłem zaakceptować, ale zamiast narzekać na "złe czasy", podjąłem katechezę wyjaśniającą w świetle Magisterium Kościoła różne żywotne problemy. Zobaczyłem, że moją misją jest trwać przy Kościele i robić to, co Kościół głosi. Być w misji Kościoła, a nie w misji moich prywatnych poglądów. Czasem bardzo stanowczo wyrażałem moje stanowisko i okazywało się, że moim parafianom bardzo to pomagało zajmować stanowisko konsekwentne wobec wiary. To znaczy, że skoro my jesteśmy w Kościele, to w Kościele rozgrywa się albo nasze życie, albo nasza śmierć.

Przede wszystkim trzeba być wiernym Kościołowi, bo jeśli Kościół daje zbawienie, to ja jako ksiądz, dowolnie interpretując myśl Kościoła, biorę odpowiedzialność za zbawienie lub potępienie tych ludzi, do których zostałem posłany. Błogosławiłem Boga, że jestem w Kościele, że mam w nim oparcie, że jest papież, że jest biskup, że Kościół nieustannie mnie naucza abym ja - ksiądz, mógł nauczać też innych ludzi.

A jak wyglądała w tych parafiach sytuacja sakramentu pokuty? Mówił Ojciec o głębokim kryzysie, jaki wiąże się z tym sakramentem w całej Europie Zachodniej.

- W jednej z parafii moi bracia wprowadzili liturgię pokutną ze spowiedzią indywidualną jeszcze zanim tam przyjechałem. W pierwszym roku pracy moich współbraci w liturgii pokutnej uczestniczyło kilka osób, następnego roku kilkanaście, a kiedy stamtąd odchodziliśmy, to było ponad sto osób. To znaczy, że ten sakrament przy odpowiedniej katechezie i przy głoszeniu Słowa Bożego zaczyna żyć i zaczyna przynosić życie tym ludziom, którzy z niego korzystają. Gdyby tak nie było, to przy ich pragmatycznym nastawieniu, po prostu by nie przychodzili. A jednak Chrystus dotykał serca, dotykał życia przez ten sakrament, dlatego było ich coraz więcej.

Takie samo doświadczenie miałem w innej parafii, w której potem pracowałem. Gdy mówiłem tym ludziom o sakramencie spowiedzi, byli zdziwieni, a nawet mówili, że przecież od 30 lat taki sakrament w Kościele już nie istnieje. Dlatego myślę, że potrzebna jest katecheza dorosłych wzywająca do wiary, nawrócenia, a nie jedynie katecheza, która porządkuje pojęcia, jakie mamy w kwestiach teologiczno-religijnych.

Myśląc po ludzku, ci ludzie powinni z takiego kościoła uciec: skończyły się spotkania towarzyskie, a zaczęło się życie religijne na serio. Jak to się stało, że przyjechał Ojciec do wymarłej parafii, a po kilku latach wyjechał z parafii żywej? Czego tak naprawdę człowiek oczekuje od Kościoła?

- Spotkania towarzyskie nadal się odbywały, przybrały jednak formę dzielenia się Ewangelią. Dla Chrystusa nie ma nic niemożliwego. Okazuje się, że mówienie o grzechu, o śmierci Jezusa Chrystusa, o krzyżu, o zmartwychwstaniu, o potrzebie niesienia krzyża w życiu, potrzebie nawrócenia się do Boga całym sercem nie zniechęca, a wręcz przyciąga ludzi. Pojawia się w wierze pewien konkret, bo przecież mój osobisty krzyż jest konkretem, który ja noszę. I kiedy Słowo Boże oświetla mi tę moją rzeczywistość, okazuje się, że z wiary czerpię życie. Poza wiarą nie mam światła na to, co mnie spotyka. Zauważyłem, że w tej równowadze, jaką wprowadza w życie Słowo Boże i liturgia, zaczyna rodzić się wspólnota, ludzie nabierają ducha i odwagi w wyznawaniu wiary. Okazuje się, że ludzie czekają na radykalizm życia. Krzyż oświetlony przez Słowo Boże, przez nauczanie Kościoła zaczyna być pociągający, bo człowiek dostrzega w nim znak miłości Boga. Nieskończonej miłości, bo Chrystus oddał za nas życie i zmartwychwstał. Kiedy ten kerygmat, że Chrystus tak cię kocha - łajdaka i grzesznika, pada na sytuacje beznadziejne w życiu, to Słowo zaczyna być słodkie, zaczyna zbawiać człowieka. Czego ludzie oczekują od Kościoła? Oni czekają na kogoś jednoznacznego, kto im wyznaczy drogę, czekają na pasterza, który będzie pewnym punktem oparcia, punktem odniesienia do ich wiary.

Ludzkość oczekuje od Kościoła mężnego wyznawania wiary i mówienia wbrew wszelkim przeciwnościom, gdzie jest prawda, bo prawda pociąga, gdyż broni się przez samą siebie. Człowiek, który usłyszy prawdę, zostanie przez nią pociągnięty. Kościół jest powołany do rzucania w świat słowa niezłagodzonego, wręcz przeciwnie, jest powołany do tego, by mówić całą prawdę, bo tutaj chodzi o zbawienie świata. To nie jest kwestia popularności bądź nie, nie jest to kwestia posiadania trzech miliardów wiernych lub tylko stu tysięcy. Jest to kwestia zbawienia człowieka, dlatego Kościół nie wyrzeka się mówienia o krzyżu, o grzechu, o sakramentach, o wymaganiach w zakresie ochrony życia, etyki seksualnej. I to czyni z Kościoła wiarygodnego świadka Chrystusa w oczach ludzi.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 21/2005