Logo Przewdonik Katolicki

Ratować WIARĘ

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Rozmowa z ks. Janem Pałygą SAC, duszpasterzem związków niesakramentalnych Od jak dawna zajmuje się Ksiądz duszpasterstwem związków niesakramentalnych? - Od zawsze zajmowałem się ludźmi z obrzeża "normalnego" duszpasterstwa: niewierzącymi, małżeństwami w kryzysie, a jeszcze teraz na dodatek mianowali mnie egzorcystą. Poznałem smak pracy! Nieraz spędzam z ludźmi po dziesięć...

Rozmowa z ks. Janem Pałygą SAC, duszpasterzem związków niesakramentalnych

Od jak dawna zajmuje się Ksiądz duszpasterstwem związków niesakramentalnych?
- Od zawsze zajmowałem się ludźmi z obrzeża "normalnego" duszpasterstwa: niewierzącymi, małżeństwami w kryzysie, a jeszcze teraz na dodatek mianowali mnie egzorcystą. Poznałem smak pracy! Nieraz spędzam z ludźmi po dziesięć godzin dziennie. A z niesakramentalnymi związałem się wiele lat temu - zacząłem o nich pisać w "Przewodniku Katolickim". Kiedyś w Poznaniu "dopadł" mnie jeden ksiądz i mówi: "Musimy zrobić coś w tej sprawie". I tak się zaczęło, i po dziś dzień ta sprawa jest mi bardzo bliska.

Czy na podstawie doświadczeń tych kilku tysięcy osób może Ksiądz powiedzieć, jakie są główne przyczyny rozpadu małżeństw?
- Ciągle na pierwszym miejscu jest niewierność małżeńska. Równolegle - alkoholizm i brak pieniędzy. Duży procent małżeństw rozpada się, niestety, z powodu ingerencji matek i teściowych - zwłaszcza jeżeli to taki maminsynek, który nie słucha żony, nie czuje z nią jedności, a mamę stawia na pierwszym miejscu. Niebagatelną rolę odgrywa wszechobecna presja seksu. Poza tym został zakwestionowany chrześcijański model małżeństwa - wdarł się pewien liberalizm. Z dużym impetem szturmuje także Polskę przeświadczenie, że małżeństwo jest niemodne. Stąd związki partnerskie - bez zobowiązań prawnych. Jesteśmy ze sobą tak długo, dopóki jest nam dobrze. Jak nie - to się rozchodzimy.

Rozwody są plagą współczesnego świata. Czy można im przeciwdziałać?
- To jest niezwykle trudny i złożony problem - nie dlatego, że nie chcemy tego robić. Księża są dzisiaj świadomi tego, co się dzieje w ich parafiach, że tracą młode pokolenie. Przez wiele lat prowadziłem nauki przedmałżeńskie. W Gdańsku odbywały się takie "zloty narzeczonych". Było ich 200 czy 300 z całego Trójmiasta. System był taki, że oni uczestniczyli w naukach lub nie i siostra podpisywała im później kartki. A tak naprawdę, część z nich siedziała w samochodach lub paliła papierosy i przychodziła tylko po kwitek. Kiedy zaczynałem konferencje, zawsze prosiłem: "Niech pan odmówi Ojcze nasz". Wielu z nich nie potrafiło… Kiedy pytałem: "Które przykazanie jest pierwsze?", bez cienia wątpliwości odpowiadali: "Nie cudzołóż". Podobna sytuacja była u nas w Warszawie, na Skaryszewskiej. Kiedy zauważyłem, że się spóźniają na kurs, powiedziałem, że daję im piętnaście minut tolerancji i zamykam kościół. I rzeczywiście. Wygłosiłem naukę i podpisałem wszystkim. Potem otwierałem drzwi i ci "papierośnicy" wpadali… - oburzeni. Raz nawet miałem okupację kościoła. Nie chcieli wyjść. Zlitował się jakiś z księży i podpisał im te zaświadczenia - ja nie podpisałem, po prostu… Młodzi nie chcą wiedzieć. Jest pewna część przygotowujących się do małżeństwa, ale wielu przychodzi z bardzo osłabioną wiarą. Traktuje nauki jako bezsensowne wymagania jakiegoś księdza. Mówią: "My żyjemy ze sobą już rok czy dwa. Co nowego możemy usłyszeć?". Tak to wygląda.

Co wolno, a czego nie wolno osobom rozwiedzionym w Kościele?
- Są dwie zasadnicze rzeczy, których nie wolno: nie mogą przyjmować Komunii Świętej i przystępować do sakramentu pojednania. To znaczy, mogą pójść do księdza i poprosić o spowiedź, ale rozgrzeszenia nie otrzymają. Bo w Kościele obowiązuje słowo dane tamtej kobiecie, tamtemu mężczyźnie. Chyba że są tacy, szczególnie religijni, którzy wybierają celibat. Ja mam takich młodych, którzy się porywają na tzw. białe małżeństwo i nie prowadzą życia intymnego. Wtedy mogą otrzymać rozgrzeszenie. Z tym że młodych przed tym przestrzegam. Często robią postanowienia, których trudno dotrzymać. A jeżeli w środowisku wiedzą, że nie mają ślubu, muszą przystępować do Komunii Świętej dyskretnie - żeby nie budzić zgorszenia. Najlepiej w innej parafii. Są także obostrzenia, gdy chodzi o spełnianie roli ojców chrzestnych czy świadków na ślubie. Ważne, by ci ludzie, którzy podejmują obowiązki istotne z punktu widzenia religijnego, byli sami w porządku wobec Boga. Natomiast niesakramentalni powinni się angażować w sprawy charytatywne, ewangelizacyjne, czynić dobro i głosić Słowo Boże - zwłaszcza w swoim środowisku.

Dlaczego Kościół zmienił spojrzenie na związki niesakramentalne? Przez długi czas wydawało się, że takie osoby żyją na marginesie wspólnoty…
- Ponieważ tyle jest rozwodów i trzeba było ratować to, co najważniejsze - wiarę tych ludzi, wiarę ich dzieci. Gdybyśmy ich tak odpychali, to oni straciliby wiarę do końca, bo w człowieku uruchamiają się mechanizmy obronne. Ludzie wierzący, którzy zerwali związek małżeński, mają wyrzuty sumienia - trudno im nieraz ten ciężar udźwignąć. Przestają chodzić do kościoła, przestają praktykować. Nie chrzczą dzieci, nie posyłają na katechezę. I zaczyna się dramat.

Jeden z duszpasterzy powiedział kiedyś, że "często najcenniejsi są ci z odzysku"… "Ci z odzysku" - nie znaczy przecież "ci gorsi"?
- Pewnie, że nie. Mój Boże, kto to wie, kto jest lepszy, a kto gorszy! To jest ładnie powiedziane - oni nie są "z odzysku". Oni zawsze byli naszymi braćmi, zawsze byli w Kościele, tylko to uciekło z ich świadomości. A właściwie zawiniliśmy my - duszpasterze. Przychodzą do mnie ludzie i skarżą się, że kiedy ksiądz był na kolędzie, popatrzył w kartotekę i powiedział: "Nie macie ślubu? To ja nie mam tutaj nic do roboty!". Prosili go, żeby chociaż poświęcił pokój dzieci. Nie, nie - szybko wyszedł. Jedna pani przyszła z taką skargą: "Proszę księdza, poszłam do konfesjonału. Nie chodziło mi o rozgrzeszenie, chciałam się poradzić w sprawach sumienia. I jak powiedziałam spowiednikowi, że jestem niesakramentalna, to on mnie wyrzucił. "A ja się przecież modlę" - tłumaczę. "Twoja modlitwa jest diabła warta!" - usłyszałam". Amen. Tak bywa…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki