Na zakończenie rekolekcyjnej sesji modlitwy mistrz wytłumaczył uczniom znak pobożnie złożonych na sercu dłoni i pochylonej w pokorze głowy: „Nasza głowa zwraca się ku sercu, na którym spoczywają dłonie, w porannym akcie uznania jego pierwszeństwa przed umysłem. To ono prowadzi nas ku życiu, gdyż jest w nim jego Źródło”.
Serce otwarte włócznią grzechu
Co mówi nam Serce Jezusa i czego uczy, kiedy zwracamy się ku niemu i zaczynamy wsłuchiwać się w jego rytm? Rytm Serca Boga i naszego serca.
Po pierwsze o bezinteresownej miłości Boga. Ramiona otwarte, serce w pełni odsłonięte. Gest Jezusa na krzyżu, który w ostatnim akcie miłości chce powiedzieć każdemu człowiekowi o swojej bezwarunkowej miłości. Te ramiona nie zamkną się przed nikim, niezależnie od przyklejonej przez siebie czy innych etykiety grzechu. „Im większy grzesznik, tym ma większe prawo do mojego miłosierdzia” (Dz 723) – powie Jezus ustami św. Faustyny. Otwarte ramiona się nie zamkną, przybite jakby na dowód tego, że tak się nigdy nie stanie. Otwarte ramiona są odbiciem otwartych i przygarniających ramion Ojca z przypowieści o synu marnotrawnym. Odsłonięte serce podatne na zranienie, niczym niechronione. Tak wygląda prawdziwa miłość bez zabezpieczeń, tylko Bóg ma taką odwagę i wolność kochania. Serce to jest otwarte, ma ranę. Zostało otwarte włócznią naszego grzechu. To paradoks miłosierdzia, skandaliczny w swoim znaczeniu. Nic nie może wyczerpać tej miłości, nie da się jej nadużyć. Gdzie wzmógł się grzech, tam obficiej rozlała się łaska (Rz 5, 20). A zatem, jak powiedział o. Thomas Keating: „Myślenie o Bogu jako o kimś oddzielonym od nas jest dla Niego być może bardziej bolesne niż jakiekolwiek inne nasze postawy lub nasze grzechy, ponieważ oznacza to, że nie ufamy Mu, nie ufamy miłości, która jest nieskończenie skierowana ku naszym potrzebom”. Serce Jezusa jest miejscem, gdzie Bóg pozwala się zranić – rezygnuje z przemocy, by pokazać, że prawdziwa miłość nie potrzebuje bronić siebie. Ale czy to aby na pewno sprawiedliwe? Czy to może być aż tak proste?
Przerwany cykl religijnej przemocy
Jeśli w rozumieniu sprawiedliwości pozostaniemy w modelu zadośćuczynienia, czyli proporcjonalnej kary, nigdy nie wyjdziemy z błędnego koła przemocy, także religijnej, a Ewangelia będzie dla nas niezrozumiała. I tak, w takim ujęciu, bezwarunkowe miłosierdzie pozostanie dla nas przejawem Bożej niesprawiedliwości. Ale bierze się to z rozumienia, że sprawiedliwym jest ukarać, czyli w praktyce użyć przemocy, ale jednocześnie jest to tym samym argumentem, jaki doprowadził Jezusa do skazania Go na śmierć. Domagając się kary i zadośćuczynienia, stajemy razem z tłumem w Wielki Piątek i krzyczymy: Ukrzyżuj! W tym kontekście bezbronność Boga jest odpowiedzią na ludzką przemoc, podczas gdy my dalej nie rozumiemy rewolucji miłosierniej miłości, która przychodzi w Jezusie i jest objawiania w Jego Sercu. Przychodzi i uzdrawia, odbudowuje i scala – mówiąc współczesnym językiem, integruje nas w głębi naszego zranionego człowieczeństwa. Jezus nigdy nie karał grzesznika – On każdego uzdrawiał i to jest sprawiedliwe. Leczył z braku miłości. Niemniej Jezus mnóstwo krytyki adresował wobec ludzi pobożnych, i już samo to powinno nas zastanowić. Sprawiedliwym dla Boga jest leczyć i ratować to wszystko, co chore i zgubione. Takim dla Boga jest grzesznik, zagubionym i chorym dzieckiem, potrzebującym lekarza.
Cierpienie transformujące
Po trzecie kontemplacja Serca Jezusa prowadzi nas nie tylko do wzruszenia czy uwielbienia, ale – jeśli pozwolimy – do głębokiego spotkania z własnym wnętrzem, także tym zranionym, chaotycznym i trudnym do przyjęcia. Przebite Serce Jezusa nie jest jedynie symbolem Jego cierpienia – jest lustrem, jakby ikoną zapraszającą nas do wejścia w nasze własne rany, byśmy nie musieli ich dłużej ukrywać przed światem, a nawet przed samym Bogiem, ani z nimi walczyć. Spotkane, zaakceptowane i przeżyte w Jego obecności cierpienie, jakimkolwiek by było, traci swoją destrukcyjną moc.
Widzimy to szczególnie, gdy Jezus pokazuje Tomaszowi swoje przebite ręce i bok (J 20, 27) – Tomasz zostaje zaproszony do dotknięcia ran, do zbliżenia się do miejsca bólu, którego się obawiał. Nie zostaje skarcony, ale zaproszony do jeszcze większej intymności. Jezus nie mówi mu: „Uwierz, nie patrząc”, ale: „Włóż palec w miejsce gwoździ”. Ta scena jest głęboko terapeutyczna – zamiast unikać bólu, Jezus wchodzi w niego z miłością i pokazuje, że to tam zaczyna się prawdziwa przemiana. Tomaszowa i nasza niewiara oraz konfrontacja z cierpieniem często łącza się z sobą. Przeżyte cierpienie może w nas rodzić wątpliwości. Jezus, pokazując z miłością swoje cierpiące serce, zaprasza nas do połączenia jednego i drugiego. Cierpienie nie wyklucza relacji. Miłość jest tym, co uwalnia transformującą moc cierpienia.
W języku psychologicznym można by powiedzieć, że Serce Jezusa staje się dla nas przestrzenią integracji cienia, czyli tego wszystkiego, co w nas wyparte, zawstydzające, niezrozumiane, co jest nam jakoś niewygodne. Jeżeli nie spotkamy się z własną raną, będziemy ją nieświadomie widzieć w innych i będziemy ranić tym innych – słowem, kontrolą, oceną, chłodem albo jakąś formą przemocy. Ale jeśli spotkamy ją w obecności Boga, możemy zostać przemienieni – nie w siłę, która chce dominować i podporządkować sobie wszystko, lecz w źródło współczucia i pokory. Franz Jalics SJ pisze, że „Bóg może uzdrowić tylko to, co zostało objęte miłością”. Serce Jezusa jest dokładnie takim miejscem. Duchowość chrześcijańska nie zaprasza do doskonałości rozumianej jako brak słabości, ale do dojrzałości, która wypływa z akceptacji swojej cienistej części i przeżytego cierpienia – przemienionego, a nie wypartego.
Zranione Serce Jezusa mówi nam: „Nie bój się swojej ciemności. Ja już tam byłem i jestem obecny w każdym cierpieniu”. To nie jest droga dla bezgrzesznych herosów, ale to droga dla tych, którzy mają odwagę przyjąć własną kruchość i pozwolić, by to właśnie ona stała się przestrzenią spotkania z Bogiem.
Serce, które czuje
Wreszcie więc można powiedzieć, że Serce Jezusa to nie tylko symbol miłości – to serce żywe, które czuje, pulsuje, cierpi i kocha. W ikonografii jest otoczone cierniem, rozpalone ogniem, przebite włócznią – a to wszystko po to, by powiedzieć: to Serce zna wszystkie smaki życia – od szczęścia po rozpacz.
Cierpienie nie jest przeciwieństwem życia, lecz jego częścią. Czuć ból to także czuć, że się żyje. W naszym świecie jesteśmy często zachęcani do tego, by nie czuć: znieczulać się, odcinać, „być silnym” – czyli niewrażliwym. Tymczasem Serce Jezusa czuje wszystko i właśnie dlatego jest tak żywe.
Każda strata, każda zmiana, każdy etap życia, który przemija, niesie w sobie coś z krzyża – ale też coś z oczyszczenia i nadziei. Strata nie musi być końcem – może być przestrzenią oczyszczonego przepływu życia, w której uczymy się ufać temu, co przychodzi, i puszczać to, co odchodzi. Zgoda na stratę – to zgoda na przemianę.
Kiedy kochamy – ryzykujemy zranienie. Kiedy tracimy – czujemy ból, ale też pogłębiamy naszą zdolność odczuwania. A to, co zostaje przeżyte, a nie wyparte – może się stać kanałem łaski. Serce Jezusa to symbol życia, które płynie nawet przez rany. Ks. Krzysztof Grzywocz mówił, że uzdrowienie to nie powrót do stanu sprzed bólu, ale przyjęcie siebie nowego – poranionego i przemienionego. To nie magia, ale mistyka obecności.
Kiedy Jezus oddaje ducha na krzyżu, Jego Serce zostaje otwarte. To nie jest moment porażki – to moment, w którym życie przestaje być trzymane i zaczyna się udzielać. To duchowy przepływ – z Serca do serc. Także przez ból – do głębszego Życia.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











