Logo Przewdonik Katolicki

Konfesjonał

s. Jana Zawieja
Fot.

Szafa Brzęcząca swoistym pomrukiem, wypełniona turystami-pielgrzymami Bazylika św. Piotra. Jedni próbują się modlić, umykając w zacisze kaplicy Najświętszego Sakramentu. Inni z zapałem robią zdjęcia tu i tam. Jeszcze inni usiłują nie zgubić swojego przewodnika z uniesioną w górę pomarańczową parasolką. Torując sobie drogę w tym tłumie, kątem oka zauważam długą kolejkę...

Szafa


Brzęcząca swoistym pomrukiem, wypełniona turystami-pielgrzymami Bazylika św. Piotra. Jedni próbują się modlić, umykając w zacisze kaplicy Najświętszego Sakramentu. Inni z zapałem robią zdjęcia tu i tam. Jeszcze inni usiłują nie zgubić swojego przewodnika z uniesioną w górę pomarańczową parasolką. Torując sobie drogę w tym tłumie, kątem oka zauważam długą kolejkę przy bocznym konfesjonale. Dziwne, bowiem w tym konfesjonale raczej nikt nie spowiadał. Penitenci - turyści grzecznie czekali na swoją kolej. Miło, pomyślałam, że tak właśnie chcą uczcić tutaj swój pobyt. Podeszłam bliżej... i tu rozwiał się mój zachwyt. Turyści, zdecydowanie nie penitenci, podchodzili sprawnie do kratek okazałego, rzeźbionego konfesjonału. Jeden stawał przy kratkach, drugi szybko robił zdjęcie - uśmiech, błysk lampy i następny proszę! Przyznam, że zawrzało nieco we mnie. Wychodząc z bazyliki, napotkałam przyjaciela. W swoim wzburzeniu opowiedziałam o owym zjawisku. Przyjaciel, z właściwym sobie spokojem i cierpliwym uśmiechem, odpowiedział: "Nie denerwuj się. Widzisz, oni w domu takiej szafy nie mają..."

W drodze


Skwar słońca. Pył pielgrzymiej drogi. Do Częstochowy wiedzie nasz szlak. Grupa rozśpiewana, rozmodlona, dość zwarta. Ktoś zwalnia, zostaje coraz bardziej w tyle, odstaje od grupy, jest już jakby w jej cieniu. Swój krok równa z krokiem kapłana - spowiednika, jak on pielgrzyma. Zaczyna się długa spowiedź. Konfesjonałem są przydrożne drzewa i zboża, kratą - żar lipcowego słońca. Kapłańska dłoń kreśląca wyraźny krzyż na tle błękitnego nieba. Wolność.

Niepotrzebny


Mały kościółek w pewnym miasteczku "na Zachodzie". Kilkoro starszych ludzi oczekujących wieczornej Eucharystii i pełen Bożego zapału młody kapłan, gość w tej parafii, zmierzający w kierunku konfesjonału. Energicznie otwiera nieco zastałe drzwiczki i... z trudem unika uderzenia wypadających z rozmachem szczotek. Huk metalowego wiadra, które wytoczyło się na marmurową posadzkę kościoła, tuż pod nogi oniemiałego nieszczęśnika. - Co ksiądz wyprawia? - sprawcę rumoru dobiega karcący głos miejscowego proboszcza. - Tu się ludzie nie spowiadają. A jak już ktoś musi, to niech ksiądz idzie do zakrystii.

Stały


Z wdzięcznością myślę o tych miejscach, gdzie zawsze o stałej godzinie zapala się mała lampka w "stałym konfesjonale". Nie trzeba dzwonić, nie trzeba pytać, nie trzeba szukać. Wystarczy tylko przyjść. Ktoś czeka - we franciszkańskim, karmelitańskim czy innym habicie, w sutannie prostej, z paciorkami różańca w ręku czy z szeleszczącym modlitwą brewiarzem. Chrystus czeka. On ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów.


Prawda


Święty Jan pomaga nam nazwać sprawy po imieniu. Jeśli twierdzimy, że nie mamy grzechu, to oszukujemy siebie samych. A więc udajemy, że jesteśmy kimś innym. Człowiek ma tę przedziwną zdolność oszukiwania samego siebie. Ale wtedy nie ma w nas prawdy. A jedynie prawda wyzwala. Jeżeli nie ma w nas prawdy, szybko robimy miejsce ojcu kłamstwa.
Dalej, jeśli próbujemy wmówić Panu Bogu, że nie zgrzeszyliśmy, to Boga czynimy kłamcą. Nie ma w nas wtedy Jego nauki. Jeżeli nie zgrzeszyliśmy, to po co krzyż Jezusa Chrystusa? Bóg się pomylił? Wreszcie, jeśli wyznajemy nasze grzechy, to Bóg się nigdy nie dziwi. Czeka, zawsze wierny, sprawiedliwy, miłosierny Ojciec. Grzech jest nam odpuszczony. Prawda, o nas samych i naszym grzechu, wyzwala.

Oddech


Spaceruję po parku. Rozkoszuję się pierwszymi promykami wiosennego słońca i zapachem wiosny. Wdech - wydech, wdech - wydech, regularnie, często. Moje płuca napełniają się świeżym powietrzem, nabieram sił. Nie wystarcza mi jeden raz, mały oddech. Chcę więcej, stale - tylko wtedy mogę żyć. Spowiedź jest jak duchowy oddech. Dobrze wiem, co się stanie, gdy przestanę oddychać. Dlatego kroczę dróżkami rzymskiego Awentynu (...który to już raz?), ku prastarej Bazylice św. Sabiny. Krok trochę trudny, bo pod górkę, "z plecakiem własnych win". Kaplica w dominikańskich krużgankach. Fantazyjne witraże przepuszczające figlarne promyki słońca. Ojciec czekał. Jak zawsze. Spowiedź. "Ja odpuszczam tobie grzechy. Idź w pokoju". Oddycham. Żyję.
Może warto w tych wielkopostnych dniach odkurzyć kratki konfesjonału z naszej strony. Z tej drugiej od dawna już wszystko gotowe.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki