Męczą cię święci...
Czy zdarzyło ci się kiedyś chodzić śladami świętych? Znasz to dziwne ukłucie w sercu, gdy nagle dociera do świadomości myśl: on tu mieszkał, ona tu się modliła, tu napisał regułę zakonu, tu nakrywała do stołu i podawała posiłki swojej rodzinie, tu chodził do szkoły... Dokładnie tu, gdzie teraz stoisz, dotykając tego samego klęcznika, tego samego stołu.
Męczą cię święci namalowani w złotych ramach pobożnych obrazów, z oczyma utkwionymi w niebo, jakby nieobecni, nie z tego świata. Rozumiem cię. To świętość daleka, nie dla mnie, tylko dla wybranych.
Przewodnik
Może dlatego z taką radością przemierzam dziś Rzym śladami świętych, ale tych z krwi i kości, którzy mieszkali pod konkretnym adresem, zapisali się w historii tego miasta (i nie tylko), po których zostały ślady, a Kościół orzekł dziś, że są to ślady do nieba.
Prosty pokój i uboga, maleńka kaplica św. Ignacego w zaciszu jezuickiej klauzury. Wielki Ignacy - tak dziwnie ciągle tu obecny, mówiący.
Nowicjat Stasia Kostki na Kwirynale. Ileż odwagi i szalonej miłości przyniósł ten chłopak, wędrując wytrwale do stóp rzymskiego wzgórza. Śpi tu ze swoim tajemniczym uśmiechem - a jednak Bóg był ważniejszy!
Uroczy Awentyn z prastarą bazyliką świętej Sabiny. W jej cieniu dominikańskie krużganki z kaplicą, gdzie św. Jacek z rąk św. Dominika przyjął biały habit.
Nie przesadzając, można by napisać przewodnik po Rzymie śladami świętych.
Tylko nie tam
Dasz się zaprosić dziś na jedną z wycieczkowych, a może raczej pielgrzymkowych, tras? Jestem nazaretanką, dlatego powędrujemy szlakiem nazaretańskim. Weź na drogę trochę wody, przyda się w rzymskim upale.
Powędrujemy śladami Franciszki Siedliskiej, bł. Marii od Pana Jezusa Dobrego Pasterza. Czy urodziła się w Rzymie? Nie, bynajmniej. Urodziła się w szlacheckiej rodzinie w Roszkowej Woli, na malowniczym polskim Mazowszu, 12 listopada 1842 roku. Młoda, utalentowana szlachcianka, dla której tatko, pan Adolf Siedliski, gwiazdkę by z nieba zdjął, byle ją widzieć szczęśliwą i bogatą, dobrze w świecie stojącą. Skąd więc Rzym? Nie miejsce tu i czas, by opowiadać barwną historię jej życia i powołania. Dość powiedzieć, że ciemnooka, jakby zawsze za czymś (za Kimś?) tęskniąca dziewczyna inaczej rozumiała szczęście, bogactwo i karierę w świecie, niż cała wyśmienita reszta jej rodziny. W swojej młodości Franciszka wiele podróżowała.
Dziś tyle się mówi o Unii Europejskiej, kreśli się prawa jednej Europy (która o swoich korzeniach jakby pamiętać się wstydzi). Cóż, dla Franciszki Europa zwyczajnie stała otworem. Francja, Szwajcaria, Niemcy, Austria - tylko dziwnym przeczuciem wiedziony tatko do Rzymu nigdy jej zabrać nie chciał, żartując: "Jak moja Frania raz tam zajedzie, żadna siła jej stamtąd nie wyciągnie". Jakże prawdziwe okazało się to przeczucie.
Znała tam tylko Jezusa
Franciszka Siedliska przyjechała po raz pierwszy do Rzymu w roku 1873, by w pewnym sensie już z niego nie wyjechać. Dlaczego przyjechała? Ciekawe, dlaczego ludzie przyjeżdżają do Rzymu. Pielgrzymi, turyści, studenci, poszukiwacze przygód, artyści... A ona?
Ona przyjechała prosić Ojca Świętego o błogosławieństwo na założenie nowego zgromadzenia. Od papieskiego "tak" lub "nie" uzależniła dalsze swoje kroki i życiowe decyzje. Oto dotarliśmy do Piazza del Ges? (plac Jezusa). Wchodzimy do kościoła o tej samej nazwie, del Ges? (kościół Jezusa). Tu Franciszka skierowała swoje pierwsze kroki po przyjeździe do Rzymu, bowiem w całym Wiecznym Mieście znała właściwie... tylko Jezusa. Kaplica Madonna della Strada (Madonna Drogi). Tu Franciszka przesiadywała długie godziny, zapatrzona w oczy Maryi, zasłuchana w ciszę Boga, pełna pytań o kształt i przyszłość nowego zgromadzenia.
Żar miłości i zakochanie
Jakże niewiele się tu zmieniło od tego czasu. Może klęczę dokładnie na tym samym klęczniku? Patrzą na mnie te same łagodne oczy, słucham tej samej ciszy. Jakie pytania rodzą się w moim i twoim sercu? Chodź kawałek dalej, kaplica Serca Jezusa. Franciszka kochała to miejsce. Czuła tu bliskość Jezusa, pojmowała lepiej żar Jego miłości i swoje zakochanie w Jezusie na wieki! Dla tej miłości przeżyła już niejedną burzę i na kolejne była gotowa.
Miłość Jezusa zawsze ta sama. A moja? Czy mam odwagę dla Niego zaryzykować wszystko, ale tak na serio i każdego dnia? Aż po ból? Wszak to Serce włócznią zostało przebite, dla mnie.
Zanim wyjdziemy, zwróć uwagę na mały, niepozorny portret św. Anny Marii od Jezusa, zawieszony na bocznym filarze. Mówisz, nic szczególnego? A jednak. Franciszka okiem kobiety dostrzegła, że owa święta ma prostą i zwyczajną suknię, której krój bardzo pasowałby na habit. Już wkrótce pierwsze nazaretanki w habitach bardzo podobnych do owej sukni miały wędrować ulicami Rzymu, a potem tylu innych miast Europy i Ameryki, stając się znakiem. Jakim znakiem jestem dziś dla innych? Czytelnym?
Rozumiem i kocham
Jedziemy dalej autobusem nr 46. Tak dotrzemy szybko w okolice Piotrowej bazyliki. Franciszka niejeden raz przemierzała pieszo tę drogę, może czasem podjechała powozem. Ale tylko czasem, bo kogo stać na rzymskie dorożki?
Wchodzimy na obszerny plac przed bazyliką. Pamiętam doskonale, gdy znalazłam się w tym miejscu po raz pierwszy. Ogarnęło mnie dziwne wrażenie, że znam to miejsce od bardzo dawna i zupełnie nie czułam się tu obco. Chodźmy śladami Franciszki do wnętrza bazyliki, przyklęknijmy przed Piotrową konfesją. Mogę się tylko domyślać i sercem czytać, jak Franciszka tu się uczyła Kościoła. Jeden, święty, powszechny, apostolski. Ale czy mój? Czy tak bardzo mój, że życie oddam, jak Piotr? Ona miłowała Kościół tak naprawdę, na serio. Tej miłości, jakże konkretnej w wyrazie, uczyła swoje duchowe córki. Czy ja tak rozumiem i kocham mój Kościół?
Wychodząc z bazyliki, przystańmy na chwilę przy Bramie Brązowej. Dalej można już wejść tylko za specjalnym pozwoleniem. Tędy właśnie, mijając barwne straże szwajcarskie, Franciszka udała się na audiencję do papieża Piusa IX, by prosić o błogosławieństwo dla dzieła, które miało się rozpocząć. Tu usłyszała owo papieskie "tak", które umocniło jej kroki.
Zanim opuścimy plac, napijmy się jeszcze wody z ożywczego źródełka. Dociera tu akweduktami z pobliskich gór i dobrze gasi pragnienie.
Zgrzyt klucza
Jedziemy teraz metrem w stronę Lateranu. W połowie drogi od bazyliki św. Jana, idąc w kierunku bazyliki Matki Bożej Większej wzdłuż cienistej i jakże dziś ruchliwej via Merulana, dochodzimy do via Machiavelli. Ileż razy Franciszka przemierzała tę trasę. Znała na pamięć każdy kamień, każdą kamienicę z jej mieszkańcami, nie zawsze do końca życzliwie nastawionymi do zakonnych sąsiadek.
Widzisz ten dom z Najświętszą Rodziną nad wejściem? Pod numerem 18. To tu - pierwszy dom Nazaretu. Dzwonek, jak zawsze głośny i donośny, zgrzyt ogromnego klucza, kilka kamiennych schodów i jesteśmy w Domu Dobrego Pasterza. Skierujemy się na prawo, do kaplicy. Wiesz, to przywilej tu wejść. Turyści przebiegający rzymskimi uliczkami nie dotrą tu, nie zauważą nawet, a może i czasu by im było szkoda.
Maryja i Józef pochyleni nad Jezusem
Patrz i zasłuchaj się w ciszę, która opowie o pierwszym Nazarecie, i o świętości, która tu zwyczajnie dojrzewała do nieba. Maryja i Józef, pochyleni nad Jezusem, który wydaje się wyrywać z ich troskliwych objęć, biegnąc ku światu z Dobrą Nowiną. Długie godziny trwała tu Franciszka na modlitwie. Ile radości, ile łez, ile ludzkiego i Bożego zmagania, ile rozmów z Dobrym Pasterzem, ile Mszy św. odprawianych na kamiennym ołtarzu (podnieś nieco obrus, a zobaczysz jej inicjały FS, wygrawerowane w marmurze), ile spowiedzi, ile pytań do kierownika duchowego. Nie ma cudownego leku na świętość (choć dziś reklamy niejedno nam wmawiają). O świętość trzeba zawalczyć uczciwie!
Wejdziemy teraz na piętro. To pokój, w którym Franciszka odeszła do wieczności 21 listopada 1902 roku. Ona tu ciągle nam powtarza, że trzeba, że warto kochać, kochać miłością silniejszą niż śmierć. Jeżeli chcesz, ucałuj krzyż, który leży na poduszce jej łóżka. Ten krzyż wiele dla niej znaczył. Zostańmy tu jeszcze na moment.
Na polu kwiatów
A teraz chodź do ogrodu. Podnieś głowę. Widzisz, jak wybujała ta ponadstuletnia palma? Nieba dosięga! Franciszka ją tu posadziła. Jakże ona kochała przyrodę! Podziwiając piękno i potęgę gór, słuchając szumu morza, modliła się.
Znasz to uczucie, gdy nagle serce wzbiera uwielbieniem? Chciałeś kiedyś śpiewać na szczycie góry albo przekrzyczeć huk morza? Pewnie dlatego tak dbała, by w kaplicy były zawsze piękne, świeże kwiaty. Lubiła sama biegać po nie na Campo di Fiori (Pole Kwiatów). Może uda ci się pójść tam w słoneczny, majowy dzień. Zachwyci cię morze kwiatów, ich zapach i barwy. Czasem chodząc między straganami, lubię wyobrażać sobie Franciszkę z naręczem kwiatów, zupełnie tak jak wtedy na mazowieckich łąkach, gdy maki i rumianki zrywała.
Królewski płaszcz
Gdzie cię jeszcze zabrać? Już sama nie wiem. Tyle mam ci jeszcze do powiedzenia. Już prawie nie masz sił i czasu. Dobrze, tylko jeszcze jedno miejsce, kościół św. Klaudiusza na Piazza S. Silvestro.
Mówiłam ci już kiedyś, że Franciszka namalowała herb naszego zgromadzenia, zawierając w nim symbolicznie całe przesłanie naszego charyzmatu i misji. Tło herbu stanowi szkarłatny, królewski płaszcz, podbity gronostajami. Teraz popatrz uważnie. Co widzisz nad drzwiami wejściowymi? Tak, dokładnie tak - królewski płaszcz! W kościele zachowamy milczenie. Trwa tu nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Franciszka bardzo lubiła to miejsce. Spędzała tu długie godziny na kolanach, wpatrzona w swojego Pana i Króla. Złocista monstrancja, a w tle królewski płaszcz. "Królestwo Boże pośród was jest!". Powie potem swoim siostrom: powołaniem waszym jest szerzyć Królestwo Bożej Miłości wśród siebie, wśród innych, a zwłaszcza w rodzinach. Te słowa wypowiedziała też do mnie. Jak ja dziś trudzę się dla Królestwa?
Dobrze, wracamy do domu, na Via Nazareth 400. Tu dziś mieszkam, to nasz Dom Generalny. W kaplicy sarkofag z relikwiami bł. Marii od Pana Jezusa Dobrego Pasterza, Franciszki Siedliskiej. Odpoczniemy tu na moment. Mówisz, żeś zmęczony? Że buty zdarłeś od tego wędrowania? Wiesz, to ciekawe. W naszych zakonnych "skarbach" zachowały się buty Franciszki, zwyczajne, mocno zdeptane, zdarte. W nich wędrowała po rzymskich ścieżkach (zupełnie jak my dzisiaj), ku niebu, ku świętości (jak my?, dzisiaj).
Koniec wyprawy. Siadam za biurkiem. Włączam komputer. Listy, odpowiedzi, coś do tłumaczenia, zaraz spotkanie, potem ktoś przychodzi. Kaplica, modlitwa, moje siostry we wspólnocie... I choć może trudno w to uwierzyć, Franciszka mi podpowiada, że świętość dla ciebie i dla mnie możliwa jest tu i teraz.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












