Logo Przewdonik Katolicki

Imieniny u Papieża

Michał Bondyra
Fot.

Audiencja u Ojca Świętego - marzenie wielu, dostępne dla nielicznych osób. Wszystkich chrześcijan, zwłaszcza katolików mieszkających w Polsce, wydarzenie to wzrusza, umacnia w wierze i pozostawia w nich trwały ślad. Nie inaczej było trzeciego listopada, kiedy wraz z polskimi ministrantami byłem blisko osoby Ojca Świętego na Placu św. Piotra. Jaki był powód tego spotkania? Było...

Audiencja u Ojca Świętego - marzenie wielu, dostępne dla nielicznych osób. Wszystkich chrześcijan, zwłaszcza katolików mieszkających w Polsce, wydarzenie to wzrusza, umacnia w wierze i pozostawia w nich trwały ślad. Nie inaczej było trzeciego listopada, kiedy wraz z polskimi ministrantami byłem blisko osoby Ojca Świętego na Placu św. Piotra.


Jaki był powód tego spotkania? Było ich wiele, ale wymienię tylko trzy. Po pierwsze, pojechaliśmy, by przekazać Papieżowi zobowiązania złożone przez ponad 40 tysięcy byłych i obecnych ministrantów z 36 polskich diecezji, w ramach akcji "Polscy ministranci - Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II". Ministranci, składając podpisy, zdeklarowali się m.in. do cotygodniowej Adoracji Najświętszego Sakramentu w intencjach Papieża i nowych, licznych powołań kapłańskich oraz do praktykowania Komunii Świętej Duchowej. Po drugie - z wdzięczności za słowa skierowane w Liście Ojca Świętego do Kapłanów w Wielki Czwartek, w którym Jan Paweł II nakazuje, by otoczyli oni ministrantów szczególną opieką. Wreszcie, po trzecie - by swą obecnością zamanifestować łączność z Ojcem Świętym w modlitwie, zwłaszcza w dniu Jego imienin.

"Kochamy Ciebie"


Sama audiencja była przeżyciem mistycznym, niezwykłym. Po porannym wyjeździe z rzymskiego Hotelu św. Dominika, przebrnięciu przez gigantyczne korki uliczne i usunięciu groźnie wyglądającej awarii autobusu, podekscytowani dotarliśmy na Plac św. Piotra. Pod czujnym okiem Gwardii Szwajcarskiej udało się nam zająć bardziej eksponowane miejsca, bliżej Ojca Świętego. Wyczuwało się atmosferę podniosłości i gorączkowego wyczekiwania. Nikt nie potrafił spokojnie wysiedzieć na miejscu. W końcu pojawił się. Przyjechał. Papież. Ukochany Ojciec Święty. W momencie, kiedy ksiądz, wyczytując uczestników spotkania, wymienił delegację polskich ministrantów, z pięćdziesięciu gardeł wyrwało się chóralne "Kochamy Ciebie, kochamy Ciebie!" Potem nastąpiło to, na co czekał każdy uczestnik pielgrzymki. Całą grupą, pod przewodnictwem biskupa Grzegorza Balcerka, inicjatora całej akcji, podeszliśmy do Ojca Świętego. Wręczyliśmy Papieżowi m.in. księgę zobowiązań, paramenta liturgiczne oraz wszystkie dotychczasowe numery ministranckiego pisma "KnC". Wśród nas był Janek z Rawicza. - Czułem ogromne wzruszenie, byłem zaszczycony, że to właśnie mi przypadło wręczenie prezentów - wspomina.
Emocje towarzyszyły nie tylko jemu. Wielu z nas płakało ze wzruszenia i szczęścia zarazem.

Katakumby, bazyliki i Kaplica Sykstyńska


Bardzo ważnym elementem naszej pielgrzymki były z pewnością codzienne Msze Święte, odprawiane najczęściej w najważniejszych miejscach Wiecznego Miasta. Wielce znacząca była Msza Święta sprawowana w rzymskich katakumbach - pierwszych cmentarzach chrześcijańskich - która odbyła się w Dniu Zadusznym. Niezapomniane przeżycia związane były też z Mszą w dolnej kaplicy Bazyliki św. Piotra, odprawianą przez bp. Grzegorza w dniu imienin Papieża oraz Msza w polskim kościele, po której przy wejściu do świątyni wykonaliśmy kilkuminutowy koncert. "Sokoły" i inne "klasyki" wywołały burzę oklasków wśród przechodniów.
Każdy z uczestników wspominać też będzie zwiedzanie wspaniałych rzymskich bazylik: Świętego Piotra, Matki Bożej Większej, Świętego Jana na Lateranie i Świętego Pawła za Murami. Ogromne wrażenie robiły grobowce świętych oraz ich relikwie. Dawały one poczucie bliskości ze świętymi, przenosiły nas w dawne czasy. Zachwyceni wychodziliśmy również z Muzeów Watykańskich. Co prawda, aby wejść między innymi do Kaplicy Sykstyńskiej i zobaczyć genialne malowidła Michała Anioła, musieliśmy cierpliwie czekać półtorej godziny w gigantycznej kolejce, ale nikt tego nie żałował.

Ulewa, powódź i... gorący prysznic


Na długo w pamięci zapadną nam pierwsze dni pielgrzymki. Kiedy bardzo zmęczeni 24-godzinną podróżą dotarliśmy w końcu do Wenecji, spadł rzęsisty deszcz. Przemokliśmy do suchej nitki. Deszcz ustał, ale jak się okazało, nie był to nasz ostatni kontakt z wodą. Rozpoczynając zwiedzanie od placu św. Marka, mieliśmy okazję przekonać się w praktyce, jak wygląda wenecka powódź. Nie taka jak ta z 1966 roku (tzw. Aqua Alta), podczas której Wenecja została niemalże całkowicie zalana, ale za to największa od paru lat. Kilka godzin zwiedzaliśmy piękne miasto, brodząc boso w 40-centymetrowej wodzie. Paradoksalnie jednak, wracając do hotelu, każdy z pielgrzymów marzył o... gorącym prysznicu!

Śladami świętego Franciszka


Z Asyżu, miasta św. Franciszka, zapamiętam na pewno drogę przebytą śladami świętego, począwszy od jego narodzin, poprzez sąd nad nim, na grobie zakonnika kończąc. Grób św. Franciszka, podobnie jak część jego relikwii, znajduje się w dolnej części bazyliki nazwanej jego imieniem. W jej górnej części, prócz wspaniałych fresków przedstawiających życie i cuda, które były udziałem świętego po śmierci, znajduje się polski grób. Otóż przed laty w bazylice przebywał ks. Borowiecki, który zginął podczas trzęsienia ziemi. Polski duchowny modlił się żarliwie, by mógł na zawsze pozostać blisko świętego. Tak też się stało. Jego grób znajduje się w tej samej bazylice co grobowiec Franciszka.
Ogromne wrażenie na każdym z nas wywarła też Bazylika Matki Boskiej Anielskiej, która stała się niejako sarkofagiem dla Porcjunkuli, małego kościółka odbudowanego własnoręcznie przez św. Franciszka.
O wrażeniach i przeżyciach związanych z naszą pielgrzymką można by opowiadać w nieskończoność. Nie był to tylko czas zwiedzania historycznych i świętych miejsc oraz wzruszającego spotkania z Ojcem Świętym. Piękne wspomnienia w każdym z nas pozostaną, a owoce spotkania z Piotrem naszych czasów oraz pierwszymi świętymi z pewnością nadejdą. Może dziś, może jutro, za tydzień, za rok... Będą jednak na pewno!

Ks. Tomasz Kostecki, diecezja siedlecka
- Jednym z bardzo wymiernych owoców tej pielgrzymki jest wzajemne poznanie się i wymiana doświadczeń. Wielokrotnie siedzieliśmy wspólnie przy stole, rozmawialiśmy też w czasie drogi na temat tego, jak wygląda służba ministrancka, organizacja pracy ministrantów w różnych diecezjach. Pielgrzymka ta to olbrzymie bogactwo duchowe, bogactwo bycia ze sobą na modlitwie, ale nie tylko.

Paweł Lewandowski, diecezja włocławska
- Na pielgrzymce zobaczyłem dużo dobra, solidarności. Zżyliśmy się z chłopakami. Najważniejsza była oczywiście audiencja u Ojca Świętego, wspólne bliskie z nim obcowanie. Nie można też zapomnieć o wizytach w przepięknych miejscach, ukazujących całą historię chrześcijaństwa i tego wszystkiego, co w naszej wierze najważniejsze.

Edek Koziarzewski, diecezja wrocławska
- Spotkanie z Ojcem Świętym. To było najważniejsze, że Pielgrzym Pokoju był z nami, a my byliśmy tak blisko niego. Cieszę się, że to się udało.

Michał Wieczorek, diecezja warszawsko-praska
- Na głębokie oceny pielgrzymki jeszcze jest za wcześnie. Na pewno była ona bardzo udana, dobrze zorganizowana. Myślę, że w niedalekiej przyszłości przyniesie jakieś owoce.
Taka pielgrzymka pozytywnie wpłynie na ministranta, który się duchowo do niej przygotował, a nie pojechał, by tylko pozwiedzać znane miejsca. Trzeba pamiętać, że ministrantem jest się zarówno przy śniadaniu, jak i przy ołtarzu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki