Logo Przewdonik Katolicki

Do tego grobu przyjeżdża cały świat (cz. II)

Mateusz Wyrwich
Fot.

"Od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą. Obowiązek chrześcijanina to stać przy prawdzie, choćby miała wiele kosztować, bo za prawdę się płaci. Módlmy się, by nasze codzienne życie było przepojone prawdą. Aby zwyciężać zło dobrem, trzeba troszczyć się o cnotę męstwa. Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem". To fragment modlitwy różańcowej,...

"Od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą. Obowiązek chrześcijanina to stać przy prawdzie, choćby miała wiele kosztować, bo za prawdę się płaci. Módlmy się, by nasze codzienne życie było przepojone prawdą. Aby zwyciężać zło dobrem, trzeba troszczyć się o cnotę męstwa. Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem".


To fragment modlitwy różańcowej, którą wygłosił ksiądz Popiełuszko dziewiętnastego października 1984 roku w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników na bydgoskich Wyżynach. Modlitwy-testamentu, jaki zostawił wiernym przed śmiercią. Nie dojechał już do swojej parafii. Przybył do miejsca przeznaczenia.
Następnego dnia po uprowadzeniu księdza zostaje podany komunikat w radiu i telewizji o jego porwaniu. Ludzie oniemieli z wrażenia. Pomimo nagonki na ks. Popiełuszkę, nikt nie przypuszczał, że komuniści to zrobią. Że zamordują? Jeszcze mają nadzieję, że to tylko próba zastraszenia księży upominających się o prawa dla okupowanego narodu. Wiadomo tylko, że kierowca księdza jest w szpitalu. Że wydarzenia od tej chwili będą się dziać w czasie teraźniejszym i przyszłym.
Przed kościołem i budynkiem plebanii gromadzą się parafianie. I "chłopcy" ze straży kościelnej, jak ich nazywał ksiądz. Pracownicy Huty Warszawa, FSO, MZK, Ursusa. Z dziesiątek zakładów. Uczniowie, studenci. Przychodzą zaprzyjaźnieni księża. Artyści. Znajomi, bliżsi i dalsi. I ci, dla których z nagła "stał się" przyjacielem. Znikają pilnujący dotychczas księdza ubecy. Pomieszczenia plebanii z trudem mieszczą wszystkich. Przyjeżdża wiceprzewodniczący "Solidarności" Regionu Mazowsze Seweryn Jaworski. Inni. Popołudniem na przykościelnym placu rozwieszony zostaje biały transparent z napisem: "Zło dobrem zwyciężaj". Przy ogrodzeniu świątyni pojawiają się pierwsze biało-czerwone kwiaty. Na niecałe dwa kwadranse przed osiemnastą ktoś zapala pierwszy znicz, słysząc za plecami sykliwe oburzenie "On przecież żyje!" Od dziesiątej pierwszego wieczoru uprowadzenia odprawiana jest Msza Święta w intencji ocalenia księdza Jerzego. Po dwóch godzinach następna. W ciemności świątyni pojawia się kilkaset nagrobnych świateł i klęczące postaci z głośnym: "Panie, racz wysłuchać prośby nasze".

Deo et Patriae


Następnym dniem była niedziela. W poniedziałek podczas porannej Mszy Świętej z zimnym brzaskiem pojawiają się pierwsze telegramy, protesty i oświadczenia z zakładów pracy, podziemnych struktur "Solidarności", parafii. Do "Stanisława Kostki" jako pierwsze dotarło wezwanie modlitewne proboszcza Jankowskiego od gdańskiej "Brygidy". Pisał m.in.: "Będziemy modlić się o uwolnienie księdza Jerzego. Wytrwamy, nie damy się zastraszyć i nadal pozostaniemy wierni zasadzie: Deo et Patriae - Bogu i Ojczyźnie. Wzywamy wszystkich wiernych do modlitwy w intencji księdza Jerzego, a Was, Bracia i Siostry - o rozwagę i przytomność umysłu proszę".
Jeszcze słońce nie pokazało południa, a coraz ciaśniej robiło się w kościele. Od ludzi i płaczu. Przy ołtarzu postawiono naturalnej wielkości zdjęcie księdza. Przy nim biało-czerwone goździki, jak przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Podczas południowej herbaty na plebanii "u Kostki" przewodniczący NSZZ "Solidarność" Lech Wałęsa spotyka się z przedstawicielami kilkudziesięciu struktur związku z kraju. Zapada decyzja o modlitwach w całym kraju w intencji ocalenia księdza Jerzego i łagodzenia nastrojów. Przed zakończeniem urzędniczych godzin do proboszcza parafii pw. Świętego Stanisława Kostki, księdza Teofila Boguckiego, przyjeżdża dwóch oficerów SB po "Fotografię księdza Jerzego do komunikatu o zaginięciu". Zdenerwowani. Młodzi. Wyglądają na studentów. Obszczekuje ich "Tajniak", kundelek księdza Jerzego. Wieczorem Region Mazowsze podejmuje decyzję o całodobowym czuwaniu. Biorą w nim udział ludzie wszelkich stanów i zawodów. Pierwsze czuwanie wierni rozpoczynają z bratem księdza - Stanisławem. Tego wieczora gdańszczanie modlą się pod Krzyżami Poległych Stoczniowców. W innych miastach pod miejscowymi symbolami narodowych tragedii.
Następnego dnia, podczas przerwy śniadaniowej ponad tysiąc pracowników Huty Warszawa modli się w stołówce w intencji ocalenia księdza Jerzego. Podobnie dzieje się w kilkunastu zakładach Warszawy. Wiele minut po dziewiętnastej, po zakończonym posiedzeniu podziemnej struktury "Solidarności" - Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej, ukazuje się wspólne oświadczenie jej tajnych przedstawicieli i Lecha Wałęsy. Pisano: "[...] Uprowadzenie to nie jest zdarzeniem odosobnionym. Po 13 grudnia 1981 r. na terenie kraju miały miejsce podobne fakty, których ofiarami byli działacze i zwolennicy "Solidarności". [...] Raz jeszcze okazało się, że łamanie Porozumień... uruchomiło niebezpieczną praktykę traktowania przemocy, jako środka rozwiązywania wszelkich problemów społecznych". Temu podobnych oświadczeń, wydanych przez antykomunistyczne środowiska i zakładowe struktury "Solidarności", przez dni oczekiwania na księdza Popiełuszkę, ukażą się setki.

Podzielam niepokój


"Upływa już blisko tydzień od porwania księdza", zapisałem przed dwudziestu laty w swoim notatniku. "Po nocnych czuwaniach ludzie wychodzą z kościoła, idąc do pracy, domów, na zajęcia szkolne, uniwersyteckie. Mijają idących do kościoła z trzeciej zmiany i tych, którzy przed kilkoma godzinami byli w kościele. Dwunastoletni chłopiec klęczy przed babcią z otwartym termosem i płaczliwym głosem prosi, by napiła się herbaty. Babcia odmawia. Postanowiła nie pić i nie jeść do czasu odnalezienia "jej księdza". Dwa dni później zabiera ją pogotowie. Jurka coraz częściej nazywa się kapelanem "Solidarności". Kto jeszcze wierzy, że ksiądz żyje? Nie pytam, by słowo nie mówiło - wierzę. A co innego oczy".
Na pierwszej środowej audiencji od czasu porwania księdza, Papież niewiele pozostawia nadziei: "[...] Podzielam słuszny niepokój całego społeczeństwa wobec tego nieludzkiego czynu, który jest wyrazem przemocy dokonanej na kapłanie, oraz pogwałceniem godności i niezbywalnych praw ludzkiej osoby [...]".
A w komunistycznej prasie tego dnia (23.10.1984 r.) ukazuje się cyniczny komunikat komunistycznego rządu o poszukiwaniu księdza. Polska Agencja Prasowa informuje, iż "[....] Niektóre informacje zawierają sugestie dotyczące aktualnego miejsca pobytu ks. Jerzego Popiełuszki [...]". Tymczasem w kilkudziesięciu instytucjach w kraju SB przesłuchuje działaczy "Solidarności", którzy "[...] rzucają niesłuszne podejrzenia, jakoby funkcjonariusze SB zamordowali księdza", napisano w jednym z wewnętrznych komunikatów MSW. Tymczasem trwało mniej lub bardziej prawdziwe śledztwo. "Konfrontacji samochodu fiat 125 p" z kierowcą księdza Jerzego, Chrostowskim. Konfrontacji morderców księdza: Piotrowskiego, Pękali, Chmilewskiego z - Chrostowskim.
Dwudziestego siódmego października minister spraw wewnętrznych rządzącej komunistycznej PZPR Czesław Kiszczak oznajmił, że księdza porwali i zamordowali funkcjonariusze jego resortu. "[...] Organizator porwania twierdzi, że czyn jego spowodowany został jątrzącą politycznie działalnością księdza Popiełuszki [...]". Następnego dnia radio i telewizja poinformowały o odnalezieniu ciała księdza zatopionego w wodach włocławskiego zalewu. Po tej wiadomości ksiądz Prymas Józef Glemp mówił m.in.: "Zabójstwo księdza Jerzego staje się dla Kościoła wezwaniem do dalszego prowadzenia swej duchowej pracy w narodzie w myśl duszpasterskiego hasła - nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj". Po wieczornym "Dzienniku TV" kilkadziesiąt tysięcy ludzi ruszyło do kościoła pw. św. Stanisława Kostki zamanifestować jedność z Kościołem. Nie namawiani przez nikogo. Ubrani w żałobne stroje.

Nadal idą


Światłem zniczy wyłożono drogę księdzu Jerzemu do nieba. Nad trumną rozdarto biało-czerwoną flagę, przewieszoną od wież kościoła, w kształt znienawidzonej przez komunistów litery "V". W kilkukilometrowej kolejce człowiek za człowiekiem szedł do trumny księdza. Dzień i noc. Aż do pogrzebu. Tuż przed godziną piątą rano drzwi do świątyni zamknięto. Została tylko rodzina. Trumnę na przedkościelny katafalk wynieśli najbliżsi i kilkudziesięciotysięczny szloch.
Szli szerokością ulicy. Z całego kraju. Od peronów, z transparentami "Solidarności". Szarfy wieńców zapowiadały koniec komunistów. Kilka ton kwiatów już nie mieściło się na plebanii. Na parkanie kościoła. Z megafonów w dniu swojego pogrzebu do żałobników ksiądz Jerzy mówił: "Owocami naszego postępowania ma być prawda, sprawiedliwość, miłość. Sprawiedliwość zawsze nakazuje kierować się dobrą wolą i miłością w stosunku do człowieka, który jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże i dzięki temu jest największą wartością po Bogu. Prośmy Boga, aby pomagał nam zło dobrem zwyciężać".
Dwadzieścia lat po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki ludzie nadal idą w kondukcie do jego grobu. Idą i pytają: Jak zło dobrem zwyciężać?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki