Logo Przewdonik Katolicki

Pogrzeb księdza Jerzego

Paweł Stachowiak
fot. Wojciech Kryński PAP

W sobotę 3 listopada 1984 r. był pogrzeb. Ciało księdza Jerzego wystawiono w prezbiterium kościoła św. Stanisława w poprzedzającą noc. W kolejce stanął tłum. Ludzie przesuwali się niemal bez słów, nie było widać radiowozów, byliśmy sami z naszą żałobą.

Był szczupły, szary, zmęczony i niepozorny; gdy przechodził obok mnie, dostrzegłem kroplisty pot na jego czole, nic nie sugerowało, że jest kimś znaczącym, popularnym i słuchanym. Stałem w tłumie zapełniającym wnętrze kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, była wiosna 1983 r., nieco ponad rok od wprowadzenia stanu wojennego, czas braku nadziei, gdy opór przeciw systemowi panującemu nad dużą częścią globu zdawał się być przejawem oderwanego od rzeczywistości romantyzmu. Wciąż żywa była pamięć „karnawału Solidarności”, tych fantastycznych 16 miesięcy, które zaczęły się po podpisaniu porozumień sierpniowych w 1980 r. i skończyły grudniową nocą w roku 1981. Czas niebywałego rozbudzenia emocji, poczucia sprawczości, mniemanej siły milionów członków Związku, „gwiezdny czas”, gdy „serca w nas gorzały”, a wszystko zdawało się możliwe. Stan wojenny zgasił te emocje i nadzieje, pokazał nam miejsce w szeregu, uświadomił jak mało znaczymy w starciu tytanów, mocarstw, które wkraczały w kolejną fazę zimnowojennej rywalizacji. Bunt trwał, ale zdawał się gasnąć, tak jak wcześniej, po roku 1956 i 1970, zmierzał ku „normalizacji”, ku dostosowaniu się społeczeństwa do realiów rzeczywistości. Coraz bardziej osamotnieni byli solidarnościowi konspiratorzy, coraz mniej było tych, którzy gotowi byli zaryzykować spokojny byt swych rodzin dla sprawy zdającej się odległą mrzonką. Bohaterowie byli zmęczeni. Wśród miejsc, gdzie opór trwał i nie czuło się zniechęcenia, była żoliborska świątynia, w której rezydentem był ów niepozorny ksiądz – Jerzy Popiełuszko.
 
Kto dziś zrozumie
Byłem wtedy uczniem maturalnej klasy Liceum Ogólnokształcącego im. Hugona Kołłątaja w Krotoszynie, wielkopolskim miasteczku leżącym nieco na uboczu wielkich wstrząsów targających ówczesną Polską. Miałem szczęście, moi bliscy krewni mieszkali w Warszawie, na Żoliborzu w parafii św. Stanisława Kostki, dzięki nim zacząłem bywać na Mszach za Ojczyznę odprawianych tam przez ks. Jerzego, miałem okazję wielokrotnie słuchać jego kazań, poczuć szczególną, niepowtarzalną atmosferę tego miejsca i czasu, a później osobiście uczestniczyć w misterium śmierci i pogrzebu Księdza.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 44/2019, na stronie dostępna od 20.11.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki